Odczuwam, przyznam się do tego bez bicia, że odczuwam Schadenfreude, złośliwą satysfakcję z tego co się dzieje.
Ja przeszedłem pełen kurs komunistycznej praworządności, tak, że to co się dzieje teraz to bułka z masłem i nic mnie nie zaskoczy, a satysfakcja bierze się z tego, że mówiłem ,, a nie mówiłem", i od samego początku przestrzegałem przed układem postkomunistycznym, czego zwolennicy postkomuny woleli nie dostrzegać. No i historia, wkurzona już wcześniej przez Fukuyamę, nie mogła tego zignorować, musiała do nich zapukać i ich otrzeźwić, a może i przyłożyć.
Postkomunistyczny teatr przesłaniający realne poczynania tej grupy wali się i coraz mniej chętnych do zbierania i przestawiania dekoracji. Nie można było dorwać Ziobro, bo Ziobro przebywa w realnym świecie, a nie w teatrzyku dla ogłupionych, więc trzeba było na gwałt łapać Świrskiego czy wchodzić do Trybunału. Tuskowi pali się pod zadkiem i temperatura będzie tylko rosła. Poplecznikom tego drania doradzam dystans by ogień się nie przeniósł i nie przysmalił im paluchów. Afera goni aferę w coraz bardziej przyśpieszonym tempie i coraz lepiej to widać, bo coraz trudniej to przykryć czy zignorować.
Biedakom takim jak Ireneusz Krzemiński należałoby współczuć, ale Schadenfreude mi na to nie pozwala.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)