Z mojej koncepcji cywilizacji wynika, że struktura społeczna ma konsekwencje dla struktury umysłu, musi tu występować pewna strukturalna równoległość.
Jeżeli więc, patrząć historycznie, jesteśmy świadkami rosnącej złożoności społecznej, to musimy zdawać sobie sprawę, że nadążać za tym musi rozbudowa struktury umysłowej.
Tu mamy problem, bo socjologia pokazuje nam, że mózg i umysł osiągnęły pewien pułap i dalej się pójść nie da. Społeczeństwo może się rozrastać w miliardy, mózg nie. Wielkość mózgu maleje. Obserwujemy przecież proces odwrotny, że reformy edukacyjne prowadzą do ogłupienia. Także zanik chrześcijaństwa rujnuje osiągniętą do tej chwili spoistość umysłu.
Kij ma dwa końce i mogłoby się wydawać, że lekarstwem na niewydolność indywiualnego mózgu będzie przeniesienie refleksji i działań na poziom społeczny do specjalnie powołanych instytucji i wynalazków technologicznych, takich jak AI. Ale chrześcijaństwo to także instytucja a likwidacja chrześcijaństwa zaprzecza takiej możliwości.
Tak czy owak, takie obejście jest ryzykowne, bo jak wiemy, niezbędna jest zawsze jakaś forma kontroli społecznej nad umysłem. Potrzebna jest zmiana polegająca na uniknięcia dominacji czynnika zbiorowego nad pojemnością indywidualnego mózgu/umysłu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)