19 obserwujących
23 notki
705k odsłon
  40360   11

Znany trener narciarski wykorzystywał seksualnie dziecko

Ania z trenerem Markiem Klęczkiem
Ania z trenerem Markiem Klęczkiem

Przez dwadzieścia lat myślała, że to był sercowy zawód: gdy miała 12 lat, nieszczęśliwie zakochała się w żonatym mężczyźnie, swoim trenerze narciarskim. Dopiero psycholog uświadomił jej, co tak naprawdę się wydarzyło i co należy z tym dalej zrobić. Nawet jeśli cały świat będzie przeciw...

„Proszę pani, proszę tego nie nazywać miłością. Pani padła ofiarą wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. To przestępstwo” - gdy Anna pierwszy raz usłyszała te słowa z ust psycholożki, nie wiedziała jeszcze, że to początek chyba najważniejszej bitwy w jej życiu. A przeszła już naprawdę sporo. Był 2018 r. Niedawno wygrała z rakiem, musiała pogodzić się z utratą piersi, ale żyje. Wcześniej pokonała anoreksję, kolejne epizody depresji, założyła rodzinę, zdobyła dyplom lekarza i wymarzony przez wielu zawód, cieszący się ogromnym zaufaniem społecznym. Od roku jest na pierwszej linii frontu w szpitalu „covidowym”, planuje kolejne specjalizacje, ma mnóstwo przyjaciół, dom z widokiem na ukochane góry, codziennie może pobiegać w Cygańskim Lesie lub wejść na Klimczok. Wszyscy myślą, że jest urodzoną w czepku szczęściarą. Nikt nie nazwałby jej ofiarą. Mało kto wie, jak często musi mierzyć się z demonami przeszłości i wszechogarniającym niepokojem, który pozostawia po sobie niewyleczona trauma...

image

Marek Klęczek wypowiada się w imieniu szkoły. Fot. YouTube.com

Najfajniejszy trener, bo zawsze przytuli

- Gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze pięć lat temu, czy Marek zrobił mi krzywdę, stanowczo bym zaprzeczyła. Przecież kochałam go, to była moja pierwsza miłość, przez kilka lat nie widziałam świata poza nim. Wydawał mi się ideałem, autorytetem, przyjacielem. Co prawda ostatecznie nam nie wyszło, wybrał swoją żonę, ja zostałam sama ze złamanym sercem, gdyż obiecywał mi rozwód i wspólne życie, ale oskarżać go o cokolwiek? Absolutnie nie – mówi Anna.

To co przeżyła, przez lata traktowała wyłącznie jak rozczarowanie miłosne. „Rozstanie” z Markiem wywróciło jej młode życie do góry nogami, ale mogła nie zakochiwać się w żonatym mężczyźnie. Rodzina nie wiedziała, co się dzieje, nie potrafiła pomóc. Ania wpadła w anoreksję, co paradoksalnie mogło uratować jej życie.

- Skrajnie wyniszczałam własne ciało, schudłam 35 kilo. Nieustające liczenie kalorii zajmowało jednak tak moją głowę, że przestałam myśleć o samobójstwie i Marku. Pokonałam chorobę, zdałam maturę, poszłam na studia i poznałam męża - Tomka. Wydawało się, że wszystko się ułożyło. Tomek był niemal idealny: mądry, zdolny, wspaniały pod każdym względem. Czułam w nim ogromne oparcie, we mnie rozkwitała w końcu prawdziwa, dojrzała miłość dorosłej osoby do innego dorosłego. Po co miałam pamiętać rozczarowania z dzieciństwa? Urodziłam trójkę dzieci, rozwijałam się zawodowo, dzieciaki rosły jak na drożdżach. Nawet diagnoza, że mam raka, mnie nie pokonała. Przeszłam operację, straciłam pierś, ciągle się leczę, ale Tomkowi to nie przeszkadza, kocha mnie jak dawniej.

Jeszcze zanim zachoruje, następuje zdarzenie, które dużo później wybuchnie jak bomba z opóźnionym zapłonem. Gdy odbiera córkę Magdę z treningu narciarskiego, widzi jak dziewczynka siedzi na tylnej kanapie busa z trenerem Markiem. Czuje niepokój, bo trenerzy zawsze jeżdżą z przodu, dzieci z tyłu. Pyta córkę, dlaczego siedziała z trenerem, a Magda odpowiada, że grali w zagadki i było bardzo śmiesznie. Magda dodaje: „Zresztą trener Marek jest najfajniejszy, zawsze przytula, jak się przewrócę”.

- Jeszcze nie potrafiłam nazwać tego, co czułam, ale natychmiast zabrałam Magdę z klubu. Córka była wściekła, nie rozumiała, dlaczego odbieram jej coś, co tak lubi. Nie potrafiłam jej tego wytłumaczyć. Potem dopadła mnie depresja, straciłam sens życia, satysfakcję z pracy. Byłam bliska rezygnacji z zawodu lekarza. Jedynym ratunkiem był psycholog. Poszłam na wizytę, ale terapeutka nie potrafiła jeszcze mnie właściwie zdiagnozować. Rozpoznała u mnie traumę związaną ze „złamaniem tabu”. Pracowaliśmy nad tym, żeby sobie z tym poradzić. Wtedy po raz pierwszy, po latach, dzwoni do mnie Marek – wspomina Ania.

Marek Klęczek jest znanym w całej Polsce trenerem narciarstwa alpejskiego młodzieży i dzieci. W tym środowisku to postać ciesząca się szacunkiem i autorytetem. W Bielsku, Zakopanem, Szczyrku i okolicach na wyciągach każdy pracownik i zawodnik wie, kim jest i prawie wszyscy mówią o nim jako o wspaniałym nauczycielu, znakomitym człowieku, przyjacielu. Nikt nie podejrzewa, że skrywa drugą twarz i tajemnicę, która wkrótce przekreśli jego karierę, odbierze mu rodzinę, może skończyć się więzieniem. Dla Ani wciąż jest sekretem, który ukrywa przed wszystkimi.

Trener pyta, dlaczego Magda nie chodzi na zajęcia i czy to jest kwestia pieniędzy. Narciarstwo to drogi sport, ale przecież można znaleźć rozwiązanie, bo ważne jest rozwijanie talentu. W końcu ponad 20 lat temu on, trener, też pomagał finansowo rodzicom Ani, żeby ona mogła trenować, jeździć na drogie zgrupowania w Zakopanem czy w kurortach alpejskich.

- Nie chodzi o pieniądze, tylko o przeszłość – odpowiada Ania.

Marek jest prawdopodobnie przerażony. Być może już wie, że stracił kontrolę nad swoją ofiarą, że grozi mu ujawnienie sekretu. Próbuje opanować sytuację spotykając się z Anią, godzinami przesiaduje u niej w szpitalu, usiłuje sprawić wrażenie, że znów są przyjaciółmi, że jej pomaga, opiekuje się nią, wspiera. Jest w tym wiarygodny. W końcu to ulubiony trener młodzieży, człowiek zjednujący sobie niemal wszystkich żartem, czułością, otwartością.

- Ja nie umiałam sobie z tym poradzić. Przy Marku stawałam się znowu 13-letnią, totalnie uzależnioną od tego mężczyzny dziewczynką. Marek podkreślał swoją przyjaźń i że jestem dla niego ważna, że chce mi wyłącznie pomóc. Ja nie potrafiłam z nim rozmawiać o przeszłości i w końcu nasze spotkania kończyły się tym, że mu wybaczałam. Mówiłam: nie ma tematu. Przeszłość to przeszłość.

O spotkaniach dowiaduje się Tomek. Czuje się zagrożony i nie rozumie, co się dzieje. Oboje z żoną potrzebują terapii. Ania udaje się do innej psycholożki.

Lubię to! Skomentuj78 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo