Materializm, rozumiany jako stanowisko filozoficzne uznające materię za podstawową, a często jedyną rzeczywistość, bywa przedstawiany jako konsekwentny rezultat racjonalnego odrzucenia metafizyki i wiary w rzeczywistość transcendentną. W jego bardziej światopoglądowej postaci ateizm oraz przekonanie, że człowiek jest wyłącznie istotą biologiczną, prowadzą jednak do poważnych pytań o fundament moralności. Jeżeli bowiem poza światem materialnym nie istnieje żadne absolutne źródło wartości, to na czym można oprzeć twierdzenie, że pewne czyny są rzeczywiście dobre, a inne rzeczywiście złe? Krytyczna analiza materializmu prowadzi do wniosku, że konsekwencją takiego stanowiska może być relatywizacja norm moralnych, a w dalszej perspektywie także postępująca swoboda obyczajowa i osłabienie granic nakładanych na jednostkę.
Problem nie polega na tym, że każdy ateista jest moralnie rozwiązły ani że każda osoba przyjmująca materialistyczny obraz świata odrzuca wszelkie normy. Takie uogólnienie byłoby nieuprawnione. Krytyka materializmu dotyczy przede wszystkim jego uzasadnienia moralności. Jeśli człowiek jest jedynie szczególnie rozwiniętym organizmem materialnym, a świadomość, wolna wola i wartości są wyłącznie produktami procesów fizycznych lub społecznych, trudno wskazać podstawę dla obowiązywania bezwzględnych norm. Można oczywiście powiedzieć, że pewne zachowania sprzyjają społeczeństwu, zapewniają jego stabilność albo zwiększają ludzkie szczęście. Są to jednak argumenty pragmatyczne. Nie odpowiadają na pytanie, dlaczego człowiek powinien postępować moralnie nawet wtedy, gdy niemoralność przynosi mu osobistą korzyść.
W tym miejscu pojawia się relatywizm. Jeżeli wartości moralne nie mają charakteru obiektywnego, lecz są wynikiem ewolucji, wychowania, kultury czy indywidualnych preferencji, dobro i zło mogą zostać sprowadzone do tego, co dana społeczność lub jednostka uznaje za pożądane albo niepożądane. Wówczas zasada „wszystko jest względne” zaczyna mieć niebezpieczne konsekwencje. Skoro normy są zależne od okoliczności, można argumentować, że skoro coś jest akceptowane przez jedną osobę lub grupę, powinno być dopuszczalne również dla innych. Relatywizm nie musi logicznie prowadzić do przekonania, że „wszystko jest dozwolone”, ale niewątpliwie utrudnia wskazanie nieprzekraczalnej granicy, której nie wolno naruszyć niezależnie od indywidualnych przekonań.
Szczególnie wyraźnie problem ten ujawnia się w sferze obyczajowej. Jeśli tradycyjne normy dotyczące seksualności, rodziny, odpowiedzialności czy obowiązku wobec drugiego człowieka nie mają charakteru obiektywnego, mogą być traktowane jako historyczne konwencje, które współczesny człowiek może dowolnie odrzucić. W konsekwencji wolność zaczyna być utożsamiana przede wszystkim z brakiem ograniczeń. Człowiek ma być wolny nie tylko od przemocy i przymusu, lecz także od odziedziczonych norm, obowiązków i ocen moralnych. Taka koncepcja wolności jest jednak wewnętrznie problematyczna: czy wolność pozbawiona odpowiedzialności nadal jest wolnością, czy raczej samowolą?
Podobny problem dotyczy swobody obywatelskiej. Liberalne społeczeństwo potrzebuje szerokiego zakresu wolności, lecz każda wolność wymaga granic. Jeżeli jednostka może uznać własne pragnienie za najwyższe kryterium działania, konflikt interesów staje się nieunikniony. Wtedy państwo musi albo coraz silniej ingerować w życie obywateli, albo zaakceptować sytuację, w której silniejsi i bardziej bezwzględni narzucają swoje reguły słabszym. Paradoksalnie więc całkowite odrzucenie obiektywnych norm może nie prowadzić do większej wolności, lecz do konieczności ustanawiania coraz bardziej szczegółowych regulacji prawnych.
Nie oznacza to jednak, że każda forma materializmu automatycznie powoduje upadek moralności. Można stworzyć świeckie systemy etyczne oparte na rozumie, zasadzie wzajemności, godności człowieka czy minimalizowaniu cierpienia. Problem polega na tym, że systemy te muszą odpowiedzieć na pytanie o ostateczne uzasadnienie swoich wartości. Krytyk materializmu może więc argumentować, że etyka pozbawiona transcendentnego fundamentu jest narażona na zmianę wraz ze zmianą społecznych preferencji.
Ostatecznie największym zagrożeniem nie jest sam ateizm ani sam materializm, lecz przekształcenie relatywizmu w zasadę, według której człowiek sam ustanawia granice dobra i zła. Jeżeli wszystko staje się kwestią wyboru, coraz trudniej uzasadnić, dlaczego pewnych wyborów nie wolno dokonywać. Wolność pozbawiona moralnego fundamentu może przekształcić się w dowolność, a dowolność — w obojętność wobec dobra i zła. Dlatego krytyka materializmu nie musi oznaczać odrzucenia rozumu czy wolności. Przeciwnie: może być próbą obrony tezy, że prawdziwa wolność wymaga istnienia granic, a moralność potrzebuje wartości, które nie zależą wyłącznie od chwilowych pragnień człowieka.
POSTSCRIPTUM
Poniższy cytat jest komentarzem pod moją notką (unikam pisania komentarzy, wole opublikować na blogu, bo wtedy unikam kasacji przez cenzurę, a to mi się zdarzyło, nie podaje autora, bo tu nie o osobę chodzi lecz o zagadnienie:
"Pana rozważania teoretyczne mają się nijak do rzeczywistości. Przez wieki ogromna większość mieszkańców Europy wyznawała chrześcijaństwo w takiej czy innej odmianie. Czy złych czynów było wtedy mniej niż obecnie? Czy też czynili je jacyś kryptoateiści?"
Oto odpowiedź na ten komentarz:
Ludzie nie chcą zrozumieć lub nie potrafią, że deklaracja przynależności do jakiejś religii lub mówienie o wierze w Boga oraz potwierdzanie udziału w rytuałach religijnych nie jest tym co prawdziwa, duchowa miłość do Boga.
Religia jest karykaturą Boga a nie źródłem postawy moralnej.
Jedynie miłość jest właściwą postawą i źródłem inspiracji do dobrych czynów moralnych.
Na litość Boską!, Odróżniajcie to. Żaden bogacz duchowny, czy sam jakiś papież nie jest świadkiem miłości do Boga, jeśli nie czyni absolutnego miłosierdzia, a jak pokazuje historia nie robili tego ani papieże, ani kardynałowie, ani biskupi , ani opaci, czy klechy różnej maści i dewotki , oczywiście dotyczy to też fanatyków reformatów itp.
.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)