Ratownicy medyczni podczas akcji #NIEKLAMMEDYKA w Szczecinie, fot. PAP
Ratownicy medyczni podczas akcji #NIEKLAMMEDYKA w Szczecinie, fot. PAP

Tarcza antykryzysowa, akcja #NieKłamMedyka, firmy pomagają szpitalom. Koronawirus raport

Redakcja Redakcja Koronawirus Obserwuj temat Obserwuj notkę 41

Czekają nas trudne miesiące w związku z pandemią koronawirusa. Premier i prezydent zaprezentowali pakiet osłonowy dla firm i gospodarki. Wzrosła liczba zakażonych, medycy apelują, by ludzie przestali kłamać.

Dziś odbyła się Rada Gabinetowa poświęcona pakietowi pomocowemu dla gospodarki w związku z negatywnymi skutkami epidemii koronawirusa. Po posiedzeniu, premier Mateusz Morawiecki poinformował o powstaniu projektu pod nazwą: Gospodarcza i społeczna tarcza antykryzysowa dla bezpieczeństwa przedsiębiorstw i pracowników w związku z pandemią wirusa SARS-Cov-2. Szacunkowa wartość pakietu to ok. 212 mld zł. Pięć filarów pakietu tworzy: obrona przed utratą miejsc pracy, wsparcie dla służby zdrowia, bezpieczeństwo systemu finansowego, wsparcie dla przedsiębiorców i inwestycje publiczne. NBP zapewnia, że gotówki nie braknie.

- Tarcza antykryzysowa ma zapobiec najgorszym scenariuszom, ma chronić miejsca pracy. Ma spowodować, żeby pracodawcy byli bardziej skłonni do utrzymywania miejsc pracy, mimo mniejszych zleceń. Bardzo was prosimy, drodzy przedsiębiorcy, ze wsparciem realnym z budżetu państwa dla utrzymania miejsc pracy, na tzw. postojowe, jeżeli pracownicy nie mają wystarczająco dużo pracy, przetrwajmy razem te najgorsze 2-3 miesiące, które są przed nami. Budżet wydaje dziesiątki miliardów, żeby pomóc w utrzymaniu miejsc pracy – apelował premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z "Wiadomościami" TVP.

Zdaniem szefa rządu ustawa będzie gotowa do piątku. - Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu parlament ją przyjmie. Rozmawiałem o tym z panią marszałek Witek i jest bardzo duża szansa, że zostanie przyjęta. Liczę również na to, że mimo różnych niesnasek i różnic zdań opozycja także poprze tę ustawę, bo jest to pakiet bezprecedensowy, odpowiednio przygotowany do tej bezprecedensowej sytuacji, z jaką Polacy i Polska się zmagają - powiedział Morawiecki.

Morawiecki podkreślał również, że wszyscy przedsiębiorcy, którzy próbują wykorzystać sytuację kryzysu i podnoszą ceny produktów o kilkaset procent będą mogli spodziewać się działań ze strony UOKiK, który może nakładać odpowiednie kary.

Szef rządu wyraził również nadzieję, że tzw. tarcza antykryzysowa spowoduje, że będzie można po ustaniu epidemii wrócić do normalnego życia gospodarczego. Polskie firmy już dziś włączają się do pomocy w walce z koronawirusem.


Premier w TVP Info mówił o przygotowaniach Polski na zagrożenie epidemią koronawirusem. Zapewnił, że nasz kraj jest coraz lepiej przygotowany. - Nawet pięciocyfrowa liczba chorych nie będzie dla nas takim dramatem, jak widzimy w Hiszpanii, Włoszech czy w innych krajach - powiedział.

Podkreślił, że w Polsce rząd zastosował daleko idące restrykcje. Wymienił szybkie zamkniecie granic i szkół. - Mam nadzieję, że spowolnimy w ten sposób rozprzestrzenianie się tego wirusa - podkreślił. Dodał, że WHO potwierdziła, że Polska podejmuje najbardziej właściwe działania w sytuacji zagrożenia epidemią.

Według najnowszych danych badania w kierunku koronawirusa dały dotąd pozytywny wynik u 287 osób, pięć z nich zmarło. Zapytany, czy nie zabraknie testów na koronawirusa premier odpowiedział: - Testów mamy absolutnie wystarczająco.

Szef rządu podsumował, że do dnia dzisiejszego w Polsce przeprowadzono około 10 tys. testów a wykrytych przypadków jest 287. Dla porównania podał przykład Francji, gdzie przeprowadzono już 15 tys. testów, ale jednoczenie liczba chorych wyniosła ok. 2 tys. Premier podkreślił, że trzeba patrzeć na te proporcje i nie rozsiewać niepokojących, nieprawdziwych informacji.

Niestety na koronawirusa zaczynają chorować również ci, którzy walczą z nim najbardziej aktywnie, czyli personel medyczny.

51 pracowników Szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku jest objętych kwarantanną. Przez trzy dni hospitalizowany był tam 78-letni pacjent, u którego wykryto koronawirusa. Z podobnego powodu kwarantannę musi przejść cały SOR szpitala w Bochni.

Do 12 wzrosła liczba zarażonych koronawirusem pracowników szpitala w Nowym Mieście nad Pilicą (Mazowieckie). Kolejnych 60 pielęgniarek, lekarzy, pracowników obsługi i pacjentów czeka na wyniki badań. W lecznicy zaczyna brakować personelu. Osób zarażonych może być więcej, bo pracownicy służby zdrowia z Nowego Miasta i Grójca pracowali także w innych placówkach m.in. w Radomiu, Piasecznie i Opocznie.

Ratownicy medyczni apelują do wszystkich, którzy wzywają pogotowie, by mówić prawdę o stanie swojego zdrowia, nie zatajać faktów, szczególnie w sytuacji rozprzestrzeniania się koronawirusa.


Osoby dzwoniące po pomoc bardzo często zatajają fakt, że były za granicą, miały kontakt z osobą zarażoną koronawirusem lub przebywają w kwarantannie domowej. Prowadzi to do tego, że personel musi poddawać się izolacji i badaniom, czyli jest wyłączony przez co najmniej kilka godzin lub nawet dni. Nie może wtedy ratować życia osobom naprawdę tego potrzebującym. Z drugiej strony ludzie kłamią, że mają objawy koronawirusa, bo chcą wymusić przyjazd karetki do zwykłego przeziębienia.

Zdaniem Piotra Dymona, szefa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych, kłamstwo naraża na niebezpieczeństwo nie tylko ratowników, ale też pracowników SOR oraz Izb Przyjęć, a w ciągu 2-3 tygodni może doprowadzić do paraliżu pogotowia, braku dostępnych Zespołów Ratownictwa Medycznego dla osób w stanie zagrożenia życia. Aby uświadomić to ludziom, w mediach społecznościowych ruszyła akcja #NieKłamMedyka.

Media społecznościowe podają przykład kobiety z Sosnowca, która za wszelką cenę chciała ukryć, że ma koronawirusa. O mieszkance, która mimo podejrzenia zakażenia koronawirusem i wskazań sanepidu odmówiła udania się do szpitala zakaźnego i chciała udać się do szpitalnego oddziału ratunkowego, powiadomił policję pracownik tegoż sanepidu. Policjanci pilnowali kobiety w mieszkaniu aż do przyjazdu karetki. W tym samym mieście funkcjonariusze sprawdzili jak przestrzega kwarantanny rodzina, która miała kontakt z osobą zakażoną. Okazało się, że wszyscy poszli na zakupy do pobliskiego marketu.


Ale i lekarze nie są święci. Lekarka ze szpitala w Knurowie (woj. śląskie) złamała zasady kwarantanny i przyjmowała pacjentów na dyżurze. Test na obecność SARS-CoV-2 okazał się dla niej pozytywny. Policja natychmiast skierowała sprawę do prokuratury.

Działalność laboratorium diagnostycznego NIZP-PZH w Warszawie została zawieszona, ponieważ pracownika jednego z zakładów naukowych Instytutu potwierdzono zakażenie wirusem SARS-CoV-2. Pracownik ten nie był zaangażowany w proces diagnostyki COVID-19, ale w trosce o zdrowie pozostałego personelu podjęto decyzję o czasowym zamknięciu placówki.  Osoby, które w ostatnich dniach miały bliski kontakt z pracownikiem są kierowane na kwarantannę, a badania są wykonywane w innych laboratoriach na terenie Warszawy (WSSE Warszawa, WIM oraz WSZ).

Liczba osób hospitalizowanych wzrosła do 923. Liczba osób objętych kwarantanną wynosi aktualnie 21 tys. 993, zaś zgłoszonych do kwarantanny po powrocie do kraju 35 tys. 192. Nadzorem sanitarno-epidemiologicznym objętych jest 40 tys. 110 osób.


Informacja, że ktoś jest hospitalizowany to wiadomość, że przebywa w szpitalu. Niekoniecznie oznacza to, że jest nosicielem koronawirusa, albo że jest chory na COVID-19. Niektóre osoby mają objawy chorobowe, ale jest to np. grypa. Dopiero po wykonaniu testu wiadomo, czy mamy do czynienia z zakażeniem koronawirusem.

Informacja, że ktoś jest objęty kwarantanną dotyczy osób zdrowych, które miały bliski kontakt z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Osoba nią objęta przebywa w swoim mieszkaniu przez dwa tygodnie — liczone od dnia ostatniego kontaktu z zakażonym lub od dnia powrotu z regionu ryzyka. Nie wolno jej wychodzić, nawet z psem na spacer, do sklepu czy do lekarza. To kwestia odpowiedzialności, bo może być nosicielem koronawirusa i zakażać, choć sama nie ma objawów. Nikomu nie wolno takiej osoby odwiedzać.

Informacja, że ktoś jest objęty nadzorem epidemiologicznym oznacza, że nie miał bezpośredniego kontaktu z nosicielem lub chorym, ale na wszelki wypadek sprawdza się stan zdrowia tej osoby. Chodzi np. o pracę w jednym budynku, w którym przebywał nosiciel koronawirusa. Nadzór epidemiologiczny trwa 14 dni. Odbywa się w porozumieniu z pracownikami inspekcji sanitarnej po wywiadzie epidemiologicznym. Należy przejść na pracę zdalną w domu, zawiesić życie towarzyskie, ograniczyć do minimum wyjścia. Dwa razy dziennie mierzyć sobie temperaturę, kontrolować swój stan zdrowia.


Minister zdrowia Łukasz Szumowski nie wykluczył przedłużenia "społecznej kwarantanny". Decyzja w tej sprawie zostanie podjęta pod koniec tego lub na początku przyszłego tygodnia.

ja

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj41 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (41)

Inne tematy w dziale Rozmaitości