Rozwodu nie było, choć go miałaś, a spadek ci zabiorą. "Fiasko reformy sądów"

Profesor Antoni Dudek. Fot. PAP
Profesor Antoni Dudek. Fot. PAP

Może się okazać, że ktoś, kto przejął spadek, przejął go nielegalnie, bo sędzia, który wydał postanowienie był nielegalnie wybrany. Ktoś inny może się dowiedzieć, że choć wziął kilka lat wcześniej rozwód, to w rzeczywistości tego rozwodu nie wziął - ostrzega w wywiadzie dla Salon24.pl prof. Antoni Dudek, który krytykuje reformę sądownictwa. 


Spora część opozycji przekonuje, że sądy w III RP działały doskonale, a przyszedł PiS i wszystko zniszczył. PiS z kolei twierdzi kategorycznie, że sądownictwo było przeżarte patologią, trzeba było dokonać reformy i to się udało. I wreszcie trzeci, choć mniej nagłaśniany pogląd, że obie strony mają po części słuszność – PiS krytykując sądy, a opozycja sposób, w jaki owe sądy zostały zreformowane. Czy można określić, która z tych opinii jest najbliższa prawdzie?


Prof. Antoni Dudek, historyk i politolog: No, mnie jest zdecydowanie najbliżej do tego trzeciego stanowiska. Uważam, że reforma sądów była potrzebna, ale została przeprowadzona w sposób zupełnie nie taki, jak powinna. Bo to, że sądy źle działały, było jasne dla każdego, kto śledził, co się w wymiarze sprawiedliwości dzieje. Ogromna była przewlekłość postępowań. Osobną sprawą było morale sędziów. Ale też bez przesady – nie sądzę, by to morale było gorsze, niż w innych grupach zawodowych. Kluczową sprawą były poważne problemy strukturalne. Sądy stanowiły bardzo często barierę rozwoju gospodarczego, poprzez rozmaite poważne nieprawidłowości w postępowaniach gospodarczych. Ogromny problem stanowiły postępowania spadkowe. W sprawach cywilnych wspomniana przewlekłość postępowań. Zaś w sprawach karnych również dochodziło do nieprawidłowości, poważnym problemem były tzw. areszty wydobywcze, w których ludzie przesiadywali miesiącami, czekając na proces. Więc to wszystko wymagało pilnej i gruntownej reformy.


No i przyszedł PiS, ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro i sądy zreformował.


Tak, przyszedł PiS i zajął się zmianami w sądach. Ale zamiast gruntownej zmiany, reformy systemowej, nastąpiła wymiana kadr. Konflikt w sądach jeszcze dodatkowo sparaliżował ich działanie, sądy zaczęły działać jeszcze gorzej, niż wcześniej.  W dodatku pojawił się czynnik całkowicie zlekceważony przez Prawo i Sprawiedliwość – opór Unii Europejskiej. Polska jest członkiem UE, w referendum Polacy zgodzili się a pewne zasady, których po prostu trzeba przestrzegać. I nie można tak po prostu sobie sędziów przesuwać z miejsca na miejsce. Ten konflikt trwa i wytworzyła się w Polsce sytuacja bardzo groźna.



Zamiast gruntownej zmiany, reformy systemowej, nastąpiła wymiana kadr. Konflikt w sądach jeszcze dodatkowo sparaliżował ich działanie, sądy zaczęły działać jeszcze gorzej, niż wcześniej.



Dlaczego?


Mamy de facto  dwa obiegi prawne. Nie do końca, ale w pewnym zakresie. Przykładem jest Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która słusznie lub niesłusznie pociąga sędziów do odpowiedzialności. Częściej słusznie, sędzia Tuleja jest wyjątkiem – w rzeczywistości większość spraw dotyczy skandalicznych przypadków, najbardziej skrajnym jest ten, gdzie sędzia zgwałcił sędzię. Więc najczęściej chodzi o sprawy kryminalne sędziów. Ale co z tego, skoro większość tych postępowań jest podważana. Znaczna część środowiska sędziowskiego mówi, że one są nieważne, bo nielegalny jest organ, który orzeczenia wydaje. Osobną sprawą jest Krajowa Rada Sądownictwa. W nowym składzie wybrała już ona setki sędziów. I teraz część prawników twierdzi, że wszystkie wyroki wydawane przez sędziów wybranych przez nową KRS są nielegalne. Bo  ci sędziowie wybrani zostali w sposób niewłaściwy. A więc mamy zagrożone bezpieczeństwo porządku prawnego w Polsce. PiS nie ma pomysłu na to, jak to zmienić. Zakłada, że będzie rządzić wiecznie, że kolejni ministrowie sprawiedliwości i KRS będą twierdzić, że wszystko jest w porządku. Problem w tym, że po pierwsze – cały czas jest TSUE i jego orzecznictwo, które może być dla PiS bardzo niekorzystne. Po drugie –  PiS może nie wygrać wyborów. I wtedy nowy minister sprawiedliwości może mieć zupełnie inne zdanie w kwestii na przykład KRS i Izby Dyscyplinarnej. I może okazać się, że z każdą zmianą władzy przychodzi zmiana porządku prawnego.


Zmiany przepisów, reformy, są jednak rzeczą naturalną.


Owszem, zmiany przepisów tak. Ale muszą one jednak przebiegać w jakichś ukształtowanych ramach. A jeśli już chcemy przeprowadzić gruntowną reformę wymiaru sprawiedliwości, musi ona opierać się na szerokim konsensusie społecznym, porozumieniu największych sił politycznych. Nie może być tak, że działa to na zasadzie, że my mamy o 5 proc. więcej od was, to sobie zmienimy całkowicie system prawny w Polsce. A jak wy będziecie mieli o 5 proc. więcej, to wy zmienicie po swojemu. Brniemy w ślepą uliczkę. I nikt nie wie jak z tego wyjść. PiS brnie do przodu, uważa, że miną lata i ta reforma przyniesie efekty. Ale również PO nie ma pomysłu, bo jak słyszę Borysa Budkę, który mówi, że unieważni skład Trybunału Konstytucyjnego, to pytam, na jakiej podstawie prawnej, przecież w sposób konstytucyjny wątpliwie wybranych było tylko trzech tzw. sędziów dublerów. I można mieć obawę, ten paraliż prawny będzie się przedłużał, że będzie totalny chaos, aż w końcu nastąpi reset, bo będzie musiał nastąpić. Ale im później to się stanie, tym większą i bardziej bolesną cenę zapłacimy my wszyscy. Może nastąpić sytuacja, w której sprawy już dawno zdawałoby się załatwione, są wciąż nierozwiązane, bo sędziowie uznani są za wybranych w sposób niewłaściwy.

Lubię to! Skomentuj160 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo