"Reforma Ziobry - nieposłuszni są karceni, skompromitowani, ale posłuszni, szkodzą dalej"

Protest w obronie przedsiębiorcy Mirosława Ciełuszeckiego Fot. Facebook.com/Komitet Obrony Mirosława Ciełuszeckiego
Protest w obronie przedsiębiorcy Mirosława Ciełuszeckiego Fot. Facebook.com/Komitet Obrony Mirosława Ciełuszeckiego

Ci, którzy nie chcą mu złożyć hołdu, są karceni. Ale skompromitowani posłuszni, mogą się kompromitować i szkodzić dalej – mówi o Zbigniewie Ziobro Klaudiusz Wesołek, mgr prawa, opozycjonista w okresie komuny i postkomuny, youtuber i felietonista.

Salon24.pl: Od lat krytykuje Pan polski wymiar sprawiedliwości, angażując się choćby w sprawę niszczonego przez sędziowsko-prokuratorski układ przedsiębiorcy, Mirosława Ciełuszeckiego. W Salonie24 prowadzimy cykl wywiadów na temat sądów, ale też reformy Zbigniewa Ziobry. Jak ocenia Pan sądy przed, i po przeprowadzonej reformie?

Klaudiusz Wesołek: Przyznam, że z zainteresowaniem przeczytałem rozmowy Salonu24. I z wieloma tezami rozmówców się zgadzam, z częścią nie. Po pierwsze – profesor Antoni Dudek bardzo słusznie krytykuje reformę Zbigniewa Ziobry. Jednak mówi, że błędem jest postawienie na personalia zamiast zmian systemowych. Ja uważam, że personalia są równie ważne jak zmiany systemowe. Problem w tym, że Ziobro ani nie zmienił systemu, ani nie przeprowadził zmian kadrowych. W innym wywiadzie padło stwierdzenie, że pod wieloma względami sądy PRL były lepsze od tych obecnych.

No nie, raczej, że sądy III RP są jeszcze gorsze niż te z PRL. Bo w PRL prawo było drakońskie, ale sędziowie się go trzymali, poza oczywiście okresem stalinowskim, czy wyjątkami…

Ale wyjątków było wiele. Jednak ja bym po prostu postawił tu inaczej akcent. Uważam, że sądy w PRL były nie tyle lepsze, czy uczciwsze, co bardziej przewidywalne. Po prostu idąc przed sąd wiedzieliśmy, co może się stać. Że najpewniej zostaniemy skazani, za co i na ile. A dziś nie wiadomo nic. I bywa, że w sprawie całkowicie prostej, gdzie wydawałoby się, że człowiek musi być uniewinniony, bo jest niewinny, zostaje skazany. A znów winni chodzą bezkarni.

Przykładem jest sprawa Mirosława Ciełuszeckiego. Jak, jako prawnik, ocenia Pan to, co sądy zrobiły z tym przedsiębiorcą – przypomnijmy – dziewiętnaście lat procesu, kuriozalny akt oskarżenia, gubienie dowodów, niekompetentni biegli itd…

Tu ważne sprostowanie – nie sądy niszczyły Mirosława CIełuszeckiego, ale cały wymiar sprawiedliwości, albo raczej niesprawiedliwości. Oczywiście sądy odegrały tu rolę haniebną. Ale oskarżała prokuratura. Kompromitowali się biegli.

No właśnie, jednemu przelew ELIXIR kojarzył się z płynem, inny oszukał sąd – nie miał uprawnień do bycia biegłym, a tymczasem jako biegły wystąpił. To już przestępstwo, które ścigane być powinno, ale ścigane nie było, a prokuratura umorzyła sprawę...

Lista przestępstw sądowych w sprawie Mirosława Ciełuszeckiego jest wyjątkowo długa. Po pierwsze, mieliśmy do czynienia z preparowaniem opinii biegłych w związku z brakiem innych dowodów (ostatecznie Sąd Najwyższy uznał powołanie biegłych za niepotrzebne). Po drugie, świadome fałszywe oskarżenia wbrew dokumentom i wcześniejszym wyrokom. Po trzecie, mieliśmy do czynienia z ukrywaniem dowodów, przypadkiem świadczących na korzyść obrony.

Chodzi o zaginięcie komputera, na dysku którego były programy księgowe oraz dane firmy. Dodajmy, że chodzi o komputer stacjonarny, nie niewielki laptop?

Zaginięcie komputera samo w sobie jest dziwne, ale – co przyznał Sąd Najwyższy – w sądzie zaginęły też duplikaty dokumentów, co już przypadkiem być nie może. Osobną kwestią jest niezabezpieczenie przez prokuraturę i sądy majątku firmy, na czas aresztowania władz spółki. Inne rażące nieprawidłowości to oddalanie istotnych wniosków dowodowych obrony, uniemożliwianie oskarżonym swobodnej wypowiedzi w ostatnim słowie. Wreszcie blokowanie wszczętego w trybie „prezydenckim" postępowania ułaskawieniowego przez Zbigniewa Ziobrę oraz wejście Prokuratury Krajowej w prerogatywy prezydenta w postępowaniu ułaskawieniowym.

Zbigniew Ziobro i prokuratura mieli mieć wpływ na ułaskawienie człowieka przez prezydenta. W jaki sposób?

W taki, że w ramach procedury ułaskawieniowej konieczna jest opinia Prokuratora Generalnego. Do Andrzeja Dudy wniosek o ułaskawienie wpłynął na początku 2020 roku. I przez kilkanaście miesięcy Prokurator Generalny nie raczył wydać w sprawie opinii, choć w innych sprawach tak opieszały nie był. Co więcej – gdy Sąd Najwyższy uwzględnił – po blisko dwudziestu latach – kasację złożoną przez obrońców Ciełuszeckiego, Prokuratura Krajowa wystosowała pismo do prezydenta, w którym stwierdza, że ułaskawienie jest bezzasadne, bo SN uwzględnił kasację. To czym to jest, jeśli nie wchodzeniem w prerogatywy prezydenta?

Tu wspomniał Pan o wyroku Sądu Najwyższego, który uwzględnił kasację. Jednocześnie Sąd Okręgowy w sprawie rzekomego oszustwa stwierdził, że Ciełuszecki nie mógł oszukać sam siebie?

Faktycznie, w ustnym uzasadnieniu wyroku sąd zaakcentował głównie to, że obywatel Mirosław Ciełuszecki nie mógł wprowadzić w błąd prezesa Mirosława Ciełuszeckiego jako organu spółki, będąc tą samą osobą. Jak już jednak wspomniałem w mediach społecznościowych, dojście do tego logicznego wniosku zajęło wymiarowi sprawiedliwości 20 lat. W tym czasie Ciełuszecki przez prawie rok był w areszcie, zabrano mu firmę, majątek, publicznie poniżono. Gehenna trwała prawie dwadzieścia lat, i sprawa się nie przedawniła. A przestępstwa ludzi w togach nie będą osądzone, bo jest przedawnienie, albo prokuratura nie widzi powodów, by sprawę wznawiać.

Ta sprawa jest drastyczna, ale pokazuje pewną patologię sądownictwa, którą miała uleczyć reforma wymiaru sprawiedliwości. Jak ocenia Pan działania podjęte przez rząd PiS i Zjednoczonej Prawicy?

Przede wszystkim zgadzam się, że reforma była konieczna, ale została przeprowadzona bardzo źle. Zupełnie pominięto zmiany struktury, systemu. Natomiast nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że ta reforma ma być przeprowadzona bez zmian personalnych. One muszą być przeprowadzone i też muszą być bardzo głębokie. Bo przecież ten system tworzą konkretni ludzie. I oni muszą ponieść odpowiedzialność za swoje czyny.

Czyli Zbigniew Ziobro zrobił błąd nie robiąc reformy systemowej, ale zmiany personalne przeprowadził dobre?

Absolutnie nie! Problem z Ziobrą polega na tym, że reformy personalnej też nie przeprowadził. Ludzie skompromitowani awansowali, czują się dobrze nadal. Zbigniew Ziobro nie przeprowadził żadnych realnych zmian systemowych, nie zreformował prokuratury, na którą ma pełny wpływ, ale nie przeprowadził też zmian kadrowych. Ci, którzy nie chcą mu złożyć hołdu, są karceni. Ale skompromitowani posłuszni, mogą się kompromitować i szkodzić dalej.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo