W zaatakowanej przez hakerów skrzynce mailowej Dworczyka nie było informacji niejawnych

Szef KPRM Michał Dworczyk. Fot. Flickr/premierrp
Szef KPRM Michał Dworczyk. Fot. Flickr/premierrp
W skrzynce mailowej szefa KPRM Michała Dworczyka, która została zaatakowana przez hakerów, nie było informacji zastrzeżonych, niejawnych - powiedział wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda.

Nie znamy szczegółów ataku; służby zostały powiadomione, powinny szukać tropu - dodał minister Buda.

Polecamy:

Zbigniew S. usłyszy dziś zarzuty wyłudzenia nieruchomości wartych 5,5 mln zł

Włamanie na prywatne konto mailowe ministra Dworczyka. Wyciekły dokumenty

Oświadczenie ministra Dworczyka

Dworczyk we wtorek w nocy oświadczył na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę email i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe.

Podkreślił jednocześnie, że "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny". "Informuję również, że oświadczenie, które zostało opublikowane w mediach społecznościowych na koncie mojej żony jest sfabrykowane i zawiera nieprawdziwe treści" - dodał minister.


"To był atak hakerski"

Buda w środę w TVN24 był pytany, kto i gdzie włamał się szefowi kancelarii premiera.

– Nikt tego nie wie, bo to był atak hakerski. (...) Nie znamy tych wszystkich szczegółów. Służby zostały powiadomione, powinny szukać tropu. Ja nie uważam, że było to coś poważnego, ale dobrze, że zareagował, dobrze, że powiadomił służby, że wydał oświadczenie. Tak trzeba się zachować – podkreślił Buda.

Zapewnił jednocześnie, że "nic, co na tej skrzynce było, po pierwsze nie było zastrzeżone, niejawne". – A po drugie, z mojej wiedzy wynika tyle, że było włamanie, ale tam, nie było co dalej przesyłać, tam nie było jakiś informacji, które byłyby jakieś istotne – zaznaczył wiceminister.

Dokumenty na Telegramie

Zdaniem Budy, dokumenty, które opublikowano w rosyjskich mediach społecznościowych nie były dokumentami z tej skrzynki. – Te dokumenty były na Telegramie ponoć wcześniej. Ktoś je skopiował i wskazywał na to, że one były na skrzynce Michała Dworczyka. Nie, to nie były te dane ze skrzynki – zapewnił.

Jak zauważył wiceminister, Michał Dworczyk jest "na krótkiej liście nieprzyjaciół reżimu Rosji i Białorusi". – I pewnie jest przedmiotem takich ataków, być może takich poza służbami, jakichś informatyków, którzy postanowili się sprawdzić i wzięli za ofiarę Michała Dworczyka – dodał.

Buda zapewnił, że tajne informacje są przekazywane inną drogą, "nie chodzą" skrzynkami pocztowymi.

Dworczyk: To akcja dezinformacyjna

Dworczyk w swoim oświadczeniu podkreślił: "Zważywszy na to, że informacje zostały opublikowane w rosyjskim serwisie społecznościowym Telegram oraz fakt, że przez 11 lat miałem zakaz wjazdu na teren Białorusi i Rosji jako osoba aktywnie wspierająca przemiany demokratyczne na terenie byłego ZSRR, traktuję ten atak jako jeden z elementów szeroko zakrojonych działań dezinformacyjnych zawierających sfałszowane i zmanipulowane informacje".

Jak zaznaczył, "z całą pewnością można stwierdzić, iż celem tego typu cyberataków jest dezinformacja i w związku z tym właściwe służby specjalne RP prowadzą wszelkie niezbędne działania wyjaśniające".

KW

Czytaj dalej:

Macron dostał w twarz. Plucie i obrażanie polityków nad Sekwaną

Prof. Bogdan Musiał: Niemcy traktują Polskę jak półkolonię. To nastawienie psychologiczne

Rafał Woś: Przyszła koalicja PiSu i Lewicy ma głęboki sens i dobre widoki na przyszłość

„Tęsknię za Tobą, Żydzie”. Jest wyrok w sprawie Rafała Betlejewskiego

Barack Obama ostrzega. Daje przykład Polski i Węgier

Lubię to! Skomentuj52 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie