„Papież Franciszek uznał, że jego babcia uczestniczyła w czymś bardzo podejrzanym”

Papież Franciszek. Fot. PAP/EPA/FABIO FRUSTACI
Papież Franciszek. Fot. PAP/EPA/FABIO FRUSTACI
Wyrok na księdza Oko wpisuje się w szerszy kontekst, także kryzysu w Kościele. Katolicki homoseksualny ksiądz oskarża innego kapłana za tekst naukowy. W tym samym czasie papież zabrania tradycyjnej liturgii, nie ograniczając na przykład mszy LGBT. Prowadzi dialog z żonatymi pastorkami, ale nie tradycyjnymi protestantami. Widać babcia Franciszka, która słuchała trydenckiej mszy, uczestniczyła w czymś podejrzanym – mówi Salonowi 24 prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk Polskiej Akademii Nauk.

Ksiądz Dariusz Oko został w Niemczech skazany za artykuł o lawendowej mafii w Kościele. Miało to być wezwanie do nienawiści. A z oskarżeniem wystąpił inny katolicki ksiądz. Jak ocenia Pan tę sytuację?

Prof. Grzegorz Kucharczyk: Tu są dwa konteksty. Po pierwsze to mamy festiwal obłudy i hipokryzji. Bo ci, którzy mówią mocno o tolerancji, wolności wypowiedzi, chcą karać za tezy zawarte w artykule naukowym. Przypomnę, że ksiądz Dariusz Oko napisał artykuł naukowy, oparty na badaniach. I jego krytycy chcą go za tę publikację ukarać, nawet więzieniem. To pierwszy kontekst. Drugim jest kondycja samego Kościoła.

Tusk: Uważam, że w szkołach czy urzędach nie powinny wisieć krzyże

To znaczy?

Mamy sytuację, gdy ksiądz katolicki z tytułem naukowym jest pozwany do sądu przez drugiego księdza katolickiego, który nie kryje się z homoseksualizmem i poglądami mocno sprzecznymi z tradycyjnym nauczaniem Kościoła. W przypadku tego człowieka przypominają się słowa biskupa Fultona Scheena, że ludzie w naszych czasach nie dostosowują już swojego życia do Credo, ale Credo dostosowują do własnej ideologii, często bardzo odległej od nauczania Kościoła, czy Ewangelii.

Papież Franciszek powiedział niedawno, że w z Ewangelią się nie dyskutuje, że trzeba się jej całkiem podporządkować. Skrytykował też jednak niektórych katolików mówiąc, że w imię własnego wyobrażenia o wierze traktują Pismo Święte wybiórczo, zbyt rygorystycznie. Jednocześnie zostało wydane motu poprio ograniczające prawo do odprawiania mszy trydenckiej.

W ten sposób papież nadał nowe znaczenie słowom miłosierdzie, poczucie zapachu owiec, wyjście na peryferie. Tak, trzeba iść na peryferie, tylko biada temu, kto na tych peryferiach znajdzie wierzących katolików, którzy chcą uczestniczyć we mszy świętej nazwanej Mszą Wszechczasów. Każdy student znający podstawy historii Kościoła wie, że ta msza nie jest mszą istniejącą od soboru trydenckiego z XVI wieku, ale znacznie starszą, obowiązującą od wielu stuleci. Ograniczając ją papież Franciszek pokazał właśnie rygoryzm, z którym sam zawzięcie walczy. Mówi krytycznie o księżach, którzy są nieugięci, nie są otwarci, a sam dał przykład zamknięcia na tradycyjnych katolików. Nie ma w dokumencie papieskim choćby słowa o nadużyciach w nowym rycie, o mszach LGBT. Zachodzi obawa, że nie chodzi tu wcale o jedność Kościoła, ale o centralizację, o uderzenie w głęboko wierzących ludzi młodych, bo te tradycyjne wspólnoty skupiają zazwyczaj młodzież. I papież uderzył w ludzi, którzy zgodnie z jego wezwaniem wstali z kanapy, wyszli na peryferia, zaczęli żyć życiem Kościoła. Przypomnę, że chodzi dokładnie o tę mszę, której przysłuchiwała się babcia obecnego papieża, na którą sam Franciszek się często powołuje. I okazuje się, że ona i wiele innych osób uczestniczyła w czymś podejrzanym.

Papież Franciszek i wielu księży mówią, że receptą na problemy Kościoła ma być decentralizacja, wzmocnienie lokalnych struktur, nie zarządzanie ręczne z Rzymu.

Tak, papież wiele mówi o decentralizacji, drodze synodalnej, ale widzimy, jak ją rozumie, skoro centralnie i bez dyskusji narzuca zablokowanie tradycyjnej mszy. Liczy się też timing. Proszę zwrócić uwagę, że decyzja Franciszka nastąpiła tuż po operacji. Poważnej operacji, pod pełną narkozą. W takich sytuacjach zazwyczaj ludzie podejmuję decyzje dla nich bardzo istotne, najpilniejsze. I papież wśród najpilniejszych rzeczy umieścił walkę z klasycznym rytem rzymskim. To jest oczywiście walka z wiatrakami i iście szatański pomysł. Bo jeśli ten dokument będzie realizowany, to będziemy mieć realne zwalczanie mszy obecnej w Kościele od wieków. Jeśli nie będzie, to będziemy mieli do czynienia z erozją autorytetu i władzy papieża. Czymś, co było i jest celem wrogów Kościoła. Problem Kościoła nie dotyczy wyłącznie mszy i tradycji. Spójrzmy na ekumenizm. Watykan chce prowadzić dialog z żonatymi pastorkami z LGBT, ale niekoniecznie w konserwatywnymi ewangelikami z południa Stanów Zjednoczonych, którzy twardo stoją na przykład po stronie ochrony życia. To i to, są wspólnoty protestanckie. Są traktowane jednak wybiórczo.

W Kościele trwa spór, bo jedni twierdzą, że nowoczesność i otwarcie może pomóc, inni, że doprowadzi do upadku Kościoła. Ale sam fakt kryzysu jest bezsporny. Pytanie – co dalej?

Prymas Wyszyński w kontekście problemów związanych z implementacją reform posoborowych twierdził, że nie można mówić o kryzysie Kościoła, ale o kryzysie wiary ludzi Kościoła. I ten kryzys będzie się pogłębiał i trwał. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Niemczech, gdzie episkopat stał się przybudówką dla władzy państwowej. I skoro ma być jedynie sprowadzony do roli instytucji dobroczynnej, nie dziwi, że nie wypełnia najważniejszej misji wskazanej przez Chrystusa – czyli prowadzenia ludzi do zbawienia. Natomiast trzeba pamiętać o słowach boskiego założyciela Kościoła, że bramy piekielne go nie przemogą. To daje nadzieję. Ale ten sam założyciel mówił, że nie podobna by zgorszenia nie miały przyjść, ale biada temu, przez którego przyjdą. To też trzeba mieć na uwadze. Pamiętać też należy, że wszelka odnowa Kościoła w czasie poprzednich kryzysów następowała dzięki poprawie i odnowie duchowej duchowieństwa. Święty Piotr Damiani, doktor Kościoła, który zwalczał sodomię duchownych mówił, że zanim rozpocznie się spór o inwestyturę z cesarzem należy oczyścić Kościół. I dziś bez wątpienia odrodzenie musi przyjść przez naprawę moralną duchowieństwa.

Lewicowa aktywistka znowu prosi o datki. Nie zgadniesz na co

Wyłudzacze na zbiórkach. To przez nich rośnie nieufność do akcji charytatywnych

Po przepisaniu majątku przez Tuska. „Powinien wyjaśnić, dlaczego to zrobił”

Platforma ma problem. Tusk - jak Morawiecki - przepisał majątek na żonę


Lubię to! Skomentuj109 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo