"Jeszcze raz błyśnij ku**o". Mocna relacja fotografa spod polsko-białoruskiej granicy

Usnarz Górny Foto: PAP/Artur Reszko/Instargam/ Mikołaj Kiembłowski
Usnarz Górny Foto: PAP/Artur Reszko/Instargam/ Mikołaj Kiembłowski
Kilometr od Usnarza Górnego we wsi Jurowlany aktywiści spotkali grupę uchodźców. Z relacji fotografa - Mikołaja Kiembłowskiego wynika, że w udzieleniu pomocy migrantom przeszkadzali funkcjonariusze Straży Granicznej. Sytuację opisał na swoim koncie na Facebooku.

Sytuacja opisana przez Mikołaja Kiembłowskiego wydarzyła się w sobotę 28 sierpnia. Relacjonuje: ,,Na obrzeżach wsi, w zagajniku, spotkaliśmy kolejną grupę osób uchodźczych, wśród nich kilkoro dzieci i starszą kobietę, łącznie około dziesięciorga. Na miejscu była już Straż Graniczna, oraz jedna z grup pomocowych, która pytała o zgodę na podanie jedzenia i wody. Straż Graniczna odmówiła zarówno przekazania żywności, jak i udzielenia pierwszej pomocy medycznej

Jurowlany. Aktywiści pomagają migrantom na polsko-białoruskiej granicy

Po jakimś czasie na miejsce dojechały kolejne osoby, które zaczęły podawać migrantom najpotrzebniejsze produkty. Wśród nich znalazły się koce termiczne, ubrania, napoje i jedzenie.

Według fotografa wynika, że aktywiści nie zapytali o zgodę Straży Granicznej. Ta, natomiast kilkukrotnie próbowała wyrywać podawane rzeczy. Udzielający pomocy zostali określeni mianem ,,pier******tych” przez jednego z funkcjonariuszy.

Zobacz także: Problemy Ukraińców w Polsce. Odwodnieni, wykończeni i wściekli

,,Osoby miały zostać przewiezione do oddziału Straży Granicznej w Kuźnicy, dzięki działaniom posła Franka Sterczewskiego i @fundacjaocalenie wiemy jednak, że tak się nie stało.” – mówi fotograf. Dodaje też, że grupy, które chciały pojechać za furgonetkami i te, które rozjechały się w różnych kierunkach, zostały chwilę później zatrzymane do "rutynowej" kontroli przez inne wozy Straży.


Osób nie namierzono. Istnieje ryzyko tzw. push backu

Kiembłowski zaznacza, że osób nie udało się namierzyć w najbliższych placówkach. Wskazuje na zjawisko push backu, czyli nielegalnego cofania na pas graniczny i przerzucania na stronę białoruską.

Zobacz także: „Balcerowicz jest dla młodych jak mamut. PO może pożałować dialogu z młodzieżą”

Latarki strategią na dziennikarzy

,,Strategią przyjętą przez funkcjonariuszy, szczególnie wobec osób dokumentujących, ale też pomagających, było świecenie latarkami w obiektywy, a nawet prosto w oczy.” – pisze Kiembłowski. Zaznacza również, że wydawano polecenia do odsunięcia się, zaprzestania rzekomego utrudniania czynności, a nawet określonego sposobu prowadzenia czynności dokumentowania. "Jeszcze raz mi błyśnij, ku**o" – czytamy we wpisie na Facebooku.

Od trzech tygodni grupa cudzoziemców koczuje po białoruskiej stronie. Pilnują jej funkcjonariusze białoruskich służb, a po polskiej stronie granicy strzeże SG, policja i wojsko.

Zobacz także: Rząd wprowadza stan wyjątkowy. "Odpowiedzialność za zabezpieczenie granic kraju i UE"

Migrantów i migrantki wspiera Fundacja Ocalenie, które działa na rzecz dialogu międzykulturowego i wzmacniania społeczeństwa obywatelskiego. Fundacja dąży do tego, aby każdy człowiek mógł żyć godnie w poszanowaniu swoich praw.

NS

Polecamy: 


Lubię to! Skomentuj242 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka