Tragiczna pomyłka. USA zabiły cywila i jego rodzinę zamiast terrorysty z IS

Atak powietrzny z drona. Zginęli sojusznik USA i jego rodzina. Fot. Pixabay
Atak powietrzny z drona. Zginęli sojusznik USA i jego rodzina. Fot. Pixabay
Bojownik Państwa Islamskiego miał dokonać zamachu w pobliżu lotniska w ostatnich godzinach ewakuacji w Kabulu. Siły USA wystrzeliły rakietę z drona, ale dziennikarskie śledztwo nie pozostawiło wątpliwości: zginęło 10 osób w tym dzieci, a nie terrorysta IS-CH.

Z ustaleń "New York Times" - opartych na rozmowach i analizie zdjęć oraz materiałów wideo - wynika, że siły USA mylnie uznały za terrorystę Państwa Islamskiego Prowincji Chorasan (IS-Ch) Zemariego Ahmadiego, pracownika amerykańskiej organizacji charytatywnej Nutrition & Education International. Podczas 14 lat pracy miał on zajmować się m.in. budową fabryki przetwarzania soi oraz rozdawaniem żywności potrzebującym. Ubiegał się też o specjalną wizę przysługującą pomocnikom sił Stanów Zjednoczonych. 

Zobacz: 

Dwie dekady po WTC - o tym jak Iran wygrał, a Izrael przegrał Bliski Wschód

Miesięcznica smoleńska z incydentami. "Pokaż raport świrze, gdzie jest wrak"

Małopolska powoła nowy urząd. To zadowoli środowiska LGBT i Brukselę?

Jak pomylono Ahmadiego

Według dziennika, służby amerykańskie błędnie zidentyfikowały dom Ahmadiego jako kryjówkę terrorystyczną IS-Ch. Pentagon twierdził, że działał na podstawie informacji z obserwacji i podsłuchów wskazujących na zbliżający się zamach na lotnisko. Śledząc samochód Ahmadiego przez cały dzień uznano, że wykonywane przez niego działania pasowały do przechwyconych informacji.

Jednak z ustaleń amerykańskich dziennikarzy śledczy wynika, że to, co służby uznały za podejrzane przemieszczania się mężczyzny, było rutynowo pokonywaną przez niego trasą podczas pracy, zaś podejrzane ładunki, który umieścił w samochodzie - interpretowane jako bombę - były w istocie kanistrami z wodą, które miał zawieźć do swojego domu. Dziennikarze uznali, że wbrew twierdzeniom Pentagonu, na miejscu nie było też dowodów eksplozji wtórnej, mającej świadczyć o obecności ładunków wybuchowych w samochodzie. 

Zrzut rakiety

Do wystrzelenia rakiety Hellfire doszło w momencie, kiedy Ahmadi parkował samochód przed swoim domem. Według urzędników Pentagonu, dowódca odpowiadający za uderzenie uznał to za najlepszy moment, bo na miejscu nie stwierdzono osób postronnych, zaś bazując na informacjach wywiadowczych, Amerykanie byli przekonani, że mężczyzna uda się z rzekomym ładunkiem wybuchowym na lotnisko w celu przeprowadzenia zamachu.

- Według jego krewnych, kiedy p. Ahmadi wjechał na podwórko, kilkoro jego dzieci i dzieci jego brata wyszły z domu (...) i wsiadły do pojazdu gdy go parkował - czytamy w "New York Times". 

W rezultacie zginąć miał Ahmadi i trzech jego synów: 20-letni Zamir, 16-letni Faisal 10-letni Farzad, a do tego 30-letni kuzyn Ahmadiego, Naser, trójka dzieci jego brata, 7-letni Arwin, 6-letni Benjamin i 2-letnia Hajat, a także dwie 3-letnie dziewczynki, Malika i Somaja.

- Wszycy byli niewinni. Mówicie, że to był ISIS, ale on pracował dla Amerykanów - powiedział gazecie Emal, brat Ahmadiego. 

GW

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka