Bojkot spółki LPP. Sklepy takie jak Reserved i Cropp nadal otwarte w Rosji

źródło: YouTube / SVETLANA FROM RUSSIA
źródło: YouTube / SVETLANA FROM RUSSIA
Spółka LPP, będąca właścicielem marek odzieżowych takich jak Reserved, Cropp, Mohito czy Sinsay jest obiektem krytyki po tym, jak okazało się, że jej sklepy nadal są otwarte w Rosji, pomimo wcześniejszych zapewnień o ich planowanym zamknięciu. — LPP deklarowało wyjście z rynku rosyjskiego i nie wywiązało się z tej obietnicy. Obawiam się, że w tej sytuacji bojkot konsumencki może być jeszcze bardziej dotkliwy, niż w przypadku Leroy Merlin — oznajmił Marek Gonsior, niezależny konsultant i doradca marki.

LPP zapewniało o przerwaniu działalności w Rosji

Zaledwie kilka dni po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, spółka LPP wydała komunikat, w którym oznajmiła, że zawiesza ona działalność operacyjną w Rosji. Zaznaczono, że zatrzymany zostanie tam rozwój marek LPP, a towary handlowe już więcej nie trafią na ten rynek.

Zapewniono, że rozwiązania te wdrażane będą sukcesywnie, uwzględniając ograniczenia operacyjne.

Spółka LPP posiada około 670 placówek handlowych na terenie krajów byłego ZSRR. Kilka dni przed wydaniem oświadczenia dotyczącego przerwania działalności w Rosji, firma dokonała odpisu na 250 mln zł na potencjalne nierentowne sklepy w Rosji.

Zobacz też:

Sklepy nadal otwarte

Okazuje się, że mimo zapewnień spółki, jej sklepy nadal działają na terenie Rosji, co widoczne jest na filmach zamieszczanych w Internecie przez mieszkańców tego kraju. Na YouTube dostępne są nagrania ukazujące obecne funkcjonowanie rosyjskich centrów handlowych. Na filmach widać, że sklepy takie jak H&M, Zara czy Mango są nieczynne. Otwarte jednak pozostają marki należące do LPP, m. in. Mohito, House czy Reserved.

LPP nie udziela odpowiedzi

Jak informują Wirtualne Media, biuro prasowe LPP nie udzieliło informacji dotyczącej liczby sklepów, które nadal są otwarte w Rosji. Spółka nie odpowiedziała także, dlaczego lokale nadal funkcjonują oraz kiedy zostaną zamknięte.

— Dokonując wszelkich działań związanych z wygaszaniem naszej działalności operacyjnej, musimy brać pod uwagę bezpieczeństwo spółki. Otrzymaliśmy już bowiem z rosyjskiej prokuratury zawiadomienia dotyczące potencjalnego uruchomienia postępowań karnych przeciwko władzom LPP. Dodatkowym elementem, który uwzględniamy w naszej strategii sukcesywnego wychodzenia z rynku rosyjskiego jest zapowiedziana przez władze Rosji nacjonalizacja majątków przedsiębiorstw zachodnich, które zamknęły swoje sklepy lub złożyły już takie deklaracje. Nie zmienia to jednak naszej decyzji zakomunikowanej na początku marca o docelowym całkowitym zawieszeniu działalności operacyjnej LPP w Rosji — oświadczyła spółka LPP.

Podobne odpowiedzi widnieją pod krytycznymi wypowiedziami na temat firmy w mediach społecznościowych.

Spółkę dotyka fala krytyki

Internauci nie szczędzą krytyki dla spółki.

— Reserved jakie decyzje? Oglądałam filmy z rosyjskich galerii handlowych i jeszcze nie widziałam zamkniętego ani jednego waszego sklepu - które sklepy już zamknęliście i w których galeriach handlowych? Deklaracje padły już prawie miesiąc temu - jakie działania podjęliście? Poza zamknięciem sprzedaży online? Zamknięcie dopiero jak wyprzedacie cały towar, żeby nie ponosić strat? — czytamy. Na te pytania spółka odpowiedziała gotową formułką, że spółka wycofuje się z Rosji.

— Reserved mami swoich Klientów marnymi PR-owymi regułkami w między czasie wyprzedając to, co maja na stanach magazynowych w sklepach w Rosji. Reserved, jak się zarabia w kraju, gdzie 80% populacji popiera zabijanie ukraińskich dzieci i ataki na szpitale? Wstydźcie się! — skomentował jeden z internautów.

— Reserved Nie dość, że kolaboranci to jeszcze kłamcy. Największe światowe firmy mogły wygasić działalność w ciągu jednego dnia, ale to zrozumiałe, że firmie polskich januszy (dla której ciuchy szyją dzieci w Bangladeszu i która zamiast zapłacić za zdjęcia, to kradnie je instagramerkom) szkoda każdego rubelka — czytamy.

Konsultant i doradca firmy zabrał głos

Do sprawy odniósł się Marek Gonsior, niezależny konsultant i doradca spółki.

— Konsumenci oczekują od marek zdecydowanych sankcji oddolnych, a na podstawie komunikatów prasowych, nie są w stanie jednoznacznie ocenić zakresu i dotkliwości tych sankcji. Marki bowiem rzadko komunikują wprost opuszczenie rynku rosyjskiego, a częściej mówią o zawieszeniu działalności, ograniczeniu pewnej jej części lub wyłącznie wstrzymaniu przyszłych inwestycji, co w istocie oznacza prowadzenie biznesu jak do tej pory. Cóż, sankcje marek wymierzone w Rosję są często wyłącznie odpowiedzią na potrzeby konsumentów i sprowadzają się jedynie do działań dających pretekst do komunikacji potępiającej agresję. To smutne, ale takie działania pozorowane nie są niczym nowym w świecie marketingu - wystarczy wspomnieć aktywności podejmowane w ramach trendu eko — oznajmił.

— Po pierwsze, marki LPP są kojarzone z Polską, która z kolei na każdym poziomie bardzo stanowczo komunikuje swoją negatywną postawę wobec napadającej Rosji oraz w gigantycznym zrywie udziela pomocy Ukrainie. Po drugie, LPP deklarowało wyjście z rynku rosyjskiego i nie wywiązało się z tej obietnicy. Obawiam się, że w tej sytuacji bojkot konsumencki może być jeszcze bardziej dotkliwy, niż w przypadku Leroy Merlin — zauważył.


RB


Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka