Był posłem, jest wójtem. Mówi, o co naprawdę chodzi w przesunięciu wyborów samorządowych

Eugeniusz Kłopotek, fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Eugeniusz Kłopotek, fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Logistycznie wybory do Sejmu i samorządu można przeprowadzić w tym samym czasie. Nie ma tu najmniejszego problemu. Chodzi o coś innego. By ci, co się nie załapią do Sejmu, mogli pół roku później startować do samorządu – mówi Salonowi 24 Eugeniusz Kłopotek, były poseł (przez dwadzieścia lat) PSL, dziś wójt gminy Warlubie.

Z obozu rządzącego wychodzi coraz więcej sygnałów, że należy przesunąć wybory samorządowe o pół roku. Powodem ma być fakt, że termin ustawowy zakłada je mniej więcej w tym samym czasie, co wybory do parlamentu. Faktycznie kadencję samorządu należy przedłużyć?

Eugeniusz Kłopotek: Patrząc na to wszystko przeraża mnie, że miałbym o jedną zimę dłużej męczyć się jako wójt (śmiech). A tak całkiem na poważnie. Uważam, że nie ma nic gorszego niż majstrowanie, kombinowanie, zmienianie reguł podczas gry. Po to są konstytucyjne terminy, by się do nich stosować. Są cztery lata kadencji Sejmu, pięć lat samorządu terytorialnego. Po nich są przeprowadzane wybory. Przedłużanie kadencji o pół roku nie służy niczemu dobremu.

Przeczytaj też:

Hołownia ujawnił, co myśli o jednej liście wyborczej opozycji. Tuskowi się to nie spodoba

Ale uzasadnienie jest konkretne. Chodzi o to, że w jednym czasie przeprowadzone wybory do Sejmu, Senatu, prezydentów, burmistrzów, wójtów, do sejmików i rad powiatów i gmin, to ogromne wyzwanie logistyczne. Że bardzo ciężko jest je skutecznie i uczciwie przeprowadzić. Może więc dla ułatwienia lepiej przesunąć?

Oczywiście ten argument o trudnościach logistycznych, jeśli wybory będą w tym samym bądź zbliżonym czasie pada najczęściej. Jest on jednak całkowicie chybiony. Jest Państwowa Komisja Wyborcza, która poradzi sobie z przeprowadzeniem głosowania. Problem jest tutaj zupełnie inny. Po prostu część znanych polityków nie załapie się do Sejmu. I jeśli będą wybory samorządowe przesunięte, będą mieć szansę w wyborach samorządowych. O to, nie żadną logistykę tu chodzi.

Kadencja samorządu jest i tak przedłużona z czterech do pięciu lat. I funkcję burmistrza można pełnić maksymalnie przez dwie kadencję. To dobrze, czy przeciwnie, jest to ograniczenie samorządności?

Z perspektywy samorządowca, po tych kilku latach wójtowania, muszę się przyznać, że zmieniłem zdanie. Kiedyś uważałem, że jeśli wyborcy popierają danego samorządowca, to może startować ile razy zechce, być wybierany do śmierci. Jednak teraz wydaje mi się, że dwie kadencje pięcioletnie, dziesięć lat, to jest maks. Następuje pewne zużycie materiału, zmęczenie. Także po to, by nie tworzyły się żadne koterie, taki samorządowiec po tych dwóch kadencjach powinien odejść. A jeśli po czasie okaże się, że ma na nowo wizję rozwoju gminy, a ludzie go potrzebują, po pięcioletniej przerwie może znów kandydować. Chodzi jednak o to, by nie były to kadencje bez przerwy.

A wydłużenie kadencji z czterech do pięciu lat?

Jeśli wprowadzono kadencyjność, czyli po dwóch kadencjach prezydent, burmistrz, czy wójt musi odejść ze stanowiska, to myślę, że te pięcioletnie dwie kadencje są optymalne.

Przeczytaj też:

Tak maltretowano niepełnosprawne dzieci w podkrakowskim DPS-ie. Wstrząsające fakty

Zwrot w Ukrainie, sytuacja staje się dramatyczna. Dostawy miały wyglądać inaczej


Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka