Szef regionalnych władz Biełgorodu, gubernator Wiaczesław Gładkow informował w niedzielę nad ranem o uszkodzonych 11 blokach mieszkalnych i 39 domach prywatnych na skutek wybuchów. Pięć domów uległo całkowitemu zniszczeniu. Pod opieką lekarzy są cztery osoby, trzy zmarły.
Zobacz:
- Niemcy przygotowują się do jesiennej fali COVID-19. Przedstawiono specjalny plan
- Tajemniczy komentarz zawieszonej dziennikarki Onetu. "Wszystkie rozmowy są w sieci"
- Błaszczak pochwalił się kolejnym zakupem dla armii. To transportery opancerzone
Biełgorod pali się regularnie
Przed pojawiającymi się informacjami o zniszczeniach, urzędnik poinformował o "serii głośnych dźwięków" przy jednej z ulic oraz pożarze jednego z domów. Napisał także w mediach społecznościowych, że "prawdopodobnie zadziałała obrona przeciwlotnicza". Na miejsce eksplozji przyjechali urzędnicy Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych w rosyjskim rządzie, by ocenić skalę zniszczeń i to, jak doszło do wybuchów.
Biełgorod leży 40 km od granicy z Ukrainą i jest zagrożony działaniem ukraińskiego wojska, mszczącym się w ten sposób na bombardowanie miast przez okupanta.
GW




Komentarze
Pokaż komentarze (14)