Niemcy zapłacą nam za wojnę? "Najgorsze, co może się stać, to źle przygotowany raport"

Friedrich Merz złożyl kwiaty pod pomnikiem getta Fot. PAP/Tomasz Gzell
Friedrich Merz złożyl kwiaty pod pomnikiem getta Fot. PAP/Tomasz Gzell
Sukcesu w sprawie reparacji nie uda się osiągnąć w rok czy dwa. Tu trzeba nastawić się na pracę wieloletnią. Nie można do niej kierować harcowników. Skupić się trzeba na aspekcie prawnym. I uzbroić w argumenty i cierpliwość – mówi Salonowi 24 prof. Bogdan Musiał, polsko-niemiecki historyk, specjalista ws. dziejów Polski, Niemiec i Rosji.

Polskę odwiedził przewodniczący chrześcijańsko-demokratycznej CDU, Friedrich Merz. Spotkał się z liderami PiS i politykami PO. Jakie jest znaczenie tej wizyty?

Prof. Bogdan Musiał: Oczywiście, że ta wizyta ma ogromne znaczenie. CDU to dziś główna siła opozycyjna w Niemczech, a jej lider jest głównym konkurentem kanclerza Olafa Scholza. Już przez sam ten fakt, że odwiedza Polskę i z jej politykami spotyka się lider niemieckiej opozycji jest znaczący. A tu dochodzi jeszcze kontekst. Obecny szef niemieckiego rządu jest obiektem bardzo ostrej krytyki w Niemczech. Wszyscy wiedzą, jaka była jego polityka wobec Ukrainy. Działania socjaldemokratów z SPD i Scholza były przed rosyjską inwazją skrajnie proputinowskie. Po 24 lutego nieco zmieniła się retoryka, ale ich działania w praktyce są proputinowskie nadal. Merz prezentuje zupełnie inną linię. A odwiedzając Polskę daje konkretny sygnał, że są także inni Niemcy. Że kraj ten jest zróżnicowany, dla Olafa Scholza jest alternatywa. Że polityka chadeków i Merza może być inna. To szansa na nowe otwarcie w relacjach polsko-niemieckich.

Przeczytaj też:

Lider niemieckiej opozycji lata rządowym samolotem. U nas odmawiano tego prezydentowi

Wśród wielu poruszanych tematów pojawiła się kwestia reparacji ze strony Niemiec za straty wojenne. Czy to realny temat, czy jedynie mrzonki naszych politycznych romantyków?

To zależy jak na to patrzeć. Jeżeli ktoś liczy, że w ciągu kilku miesięcy temat uda się załatwić, to oczywiście są to mrzonki. Na dziś nie ma ani w społeczeństwie niemieckim, ani wśród niemieckich elit nastawienia do tego, by w ogóle ten temat podjąć. Ale nie znaczy to, że należy go zostawić. To jest sprawa bardzo istotna. Wielkiego kalibru.

Pada argument przeciwników, że Polska zrzekła się tych roszczeń?

Jest on nieprawdziwy. Nie ma żadnej podstawy prawnej, są tylko materiały prasowe o tym, że rzekomo Polska zrezygnowała z roszczeń. To nie ma żadnej mocy prawnej. Podstawa do dochodzenia reparacji jak najbardziej jest. Kluczowe jest znalezienie odpowiedniej ścieżki prawnej, na której ma się to odbyć. To pierwsza kwestia. Drugą jest przygotowanie rzetelnego, profesjonalnego raportu. Musi on być zrobiony jak najlepiej. Tam nie ma miejsca na błąd. Najgorsze, co może się stać, to źle przygotowany raport. Gdyby znalazły się w nim – nie daj Boże! – jakieś merytoryczne błędy, złe wyliczenia, stanowiące podstawę do krytyki raportu, wówczas byłby to temat numer jeden. Ale tematem dyskusji nie byłyby nasze roszczenia, ale ewentualne błędy raportu. Mam nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie.

Zakładając, że raport byłby dobry, jaka jest szansa na uzyskanie tych reparacji?

Tu jest kwestia czasu. Osiągnięcie sukcesu wymaga wieloletnich działań prawników na forum międzynarodowym. Tego nie uda się osiągnąć w rok czy dwa. Tu trzeba nastawić się na pracę wieloletnią. Nie można do niej kierować harcowników. Skupić się trzeba na aspekcie prawnym. I uzbroić w argumenty i cierpliwość.

Czy może być tak, że Polska nie uzyska nic w sprawach reparacji, ale dzięki spotkaniom z liderami CDU nasza strona przywróci finansowanie nauki dzieci Mniejszości Niemieckiej, a z drugiej strony poprawi się polska pozycja w UE, zmniejszy się krytyka ze strony Berlina wobec Polski?

Takie sprawy można uzyskać, ale błędem byłoby zabieganie o nie kosztem starań o reparacje. To rzecz dużo większego kalibru. Nie należy z niej rezygnować. Ale trzeba do sprawy podejść mądrze.

Przeczytaj też:

W te wakacje mniej śmierci na drogach. Ma znaczenie zmiana przepisów

Jeden żart z religii i pójdziesz siedzieć. Cymański: Chodzi o ochronę, nie inkwizycję

Polityk lewicy: Jestem wierzący, ale kary za krytykowanie religii zniechęcą do Kościoła


Lubię to! Skomentuj92 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka