Pieskow tłumaczy syna, który nie ma zamiaru udać się na front

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla.
Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla.
- Słowa wyrwane z kontekstu - tak rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, tłumaczy rozmowę współpracownika Aleksieja Nawalnego z synem putinowskiego dygnitarza. Nikołaj Pieskow faktycznie myślał, że dzwoni do niego pracownik wojskowej komendy uzupełnień.

- Jeśli wie pan, że nazywam się Pieskow, to powinien pan zdawać sobie sprawę, na ile jest to nie do końca odpowiednie, bym tam się znajdował - odpowiedział syn współpracownika Władimira Putina, nie wiedząc, że to dziennikarska prowokacja. Dodajmy, że Nikołaj Pieskow mógł spodziewać się telefonu, bo wcześniej służył w wojskach rakietowych Federacji Rosyjskiej – spełnia zatem warunki tzw. częściowej mobilizacji, ogłoszonej właśnie przez Władimira Putina. 

Zobacz: 

Zadzwonili do syna człowieka Putina udając wojskowych

Częściowa mobilizacja w Rosji? B. ambasador RP w Moskwie: Nie ma czegoś takiego

Koniec "Trzódki" w radiu TOK FM. "To jest ten moment"

"Nazywam się Pieskow..." 

Zmieszany Rosjanin dodał też, że wszystko zależy od "politycznych niuansów", a on sam nie ma "problemów z obroną ojczyzny", ale musi poznać celowość stawienia się w wojskowym biurze. Zapewnił też, że nie uchyli się od mobilizacji, ale do wojska musiałby go zaciągnąć sam prezydent Rosji. - Jeśli Władimir Władimirowicz powie mi, że muszę tam iść, to pójdę - zapewnił.

Rozmowa z młodym Pieskowem jest szeroko kolportowana w sieci i z pewnością dociera do rosyjskich odbiorców. Stanowi ona dowód na podwójne standardy, jakimi kierują się kremlowskie elity: z jednej strony posyłają niewyszkolonych ludzi na śmierć, a z drugiej nie chcą wstąpić do armii i nie życzą tego swoim bliskim. 

Reakcja Pieskowa 

Głos zabrał ojciec, który zarzucił autorom nagrania manipulację. - Nie przeglądam publikacji zespołu tego więźnia - komentował Pieskow. Rzecznik Kremla stwierdził, że wypowiedzi syna zostały wyjęte z kontekstu, a o rozmowie wiedział, choć nie zapoznał się z jej treścią, bo to "prowokacja". - Chodzi o mojego syna, więc nie muszę - odparł Pieskow na pytanie, czy odniesie się szerzej do słów członka rodziny. 

GW



Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka