Sprawa taśm zmieni nastroje społeczne? Politolog: To nie game changer, to derby idiotów

Medialna walka propagandowa to "derby idioty" uważa nasz rozmówca Fot. PAP/Marcin Obara
Medialna walka propagandowa to "derby idioty" uważa nasz rozmówca Fot. PAP/Marcin Obara
News o nagraniach dotyczących młodego Tuska połączony z sensacyjnymi doniesieniami o rzekomych powiązaniach PiS z Rosją są faktycznym game changerem... Ale w innym sensie, niż wielu osobom się wydaje. Ostatecznie pokazują, że pojedynek propagandystów obu stron to są derby idiotów. Jedyny efekt, jaki osiągną, to jeszcze gorszy obraz polskiej klasy politycznej w oczach rozsądnych obserwatorów – mówi Salonowi 24 prof. Rafał Chwedoruk, politolog, Uniwersytet Warszawski.

Pojawiły się sondaże, dające coraz lepsze notowania Koalicji Obywatelskiej i całej opozycji. Działo się to jednak tuż przed ujawnieniem informacji o zeznaniach mocno obciążających Michała Tuska – syna byłego premiera, dziś lidera największej siły opozycyjnej. Czy to może być game changer, który odwróci ten trend wzrostów partii opozycyjnych?

Prof. Rafał Chwedoruk: Ten news, połączony z sensacyjnymi doniesieniami drugiej strony o rzekomych powiązaniach PiS z Rosją są faktycznym game changerem ale w innym sensie. Ostatecznie pokazują, że pojedynek propagandystów obu stron to są derby idiotów. Jedyny efekt, jaki osiągną, to jeszcze większa delegitymizacja polskiej klasy politycznej w oczach rozsądnych obserwatorów. Przekaz o realnych, bądź częściej domniemanych aferach interesuje jedynie twarde elektoraty partii politycznych.

Na spadek poparcia PiS wpływ ma bardzo trudna sytuacja ekonomiczna, drożyzna. A PO poparcie nie spada, a czasem powoli rośnie, bo partia ta stale powtarza, że w Polsce źle się dzieje. A w związku z trudną sytuacją ekonomiczną ten przekaz zyskuje na znaczeniu. Żadne „game changery” w postaci afer nie będą mieć znaczenia.

Przeczytaj też:

Kłótnia o aferę podsłuchową w Sejmie. "Koperty i reklamówki stają się waszym symbolem"

Jednak nastroje społeczne pod wpływem afer się zmieniają, kiedyś afera Rywina, w połączeniu ze starachowicką (gdzie politycy ostrzegali o akcji policyjnej) i kilka innych, afer doprowadziły do upadku SLD.

Afera starachowicka to jedna z naprawdę nielicznych, gdzie czynni politycy nie tylko wypadli z polityki, ale trafili do więzienia. Zaś afera Rywina faktycznie doprowadziła do utraty władzy i upadku SLD, formacji, która wydawała się hegemonem. Ale od tamtego czasu minęło już prawie dwadzieścia lat. I dziś powtórka nie jest możliwa. Wynika to z bipolaryzacji i bardzo ostrego podziału politycznego w polskim społeczeństwie. Jeśli jedna strona ujawni aferę, owszem zmobilizuje swój twardy elektorat, ale zmobilizuje też elektorat strony przeciwnej.

To niewesoła perspektywa, biorąc pod uwagę, że czasami to tylko gra polityczna, ale czasem do realnej afery może dojść?

Może. Tu mieliśmy przykład chociażby afery podsłuchowej. Tam padło wiele słów, które brzmiały aferalnie, a medialny spór skupił się jedynie na ośmiorniczkach. Z kolei z drugiej strony jest wyciek maili ministra  Dworczyka – były tam elementy niepokojące, a wszyscy skupiali się na sprawach osobistych, bądź tym, że minister zna jakiegoś dziennikarza. To niestety skutek tego bipolarnego podziału. Oczywiście on ma swoje cechy pozytywne.

Wiemy zawsze kto rządzi, kto jest opozycją, wiemy, czego się spodziewać. A więc nie grozi nam kompletny chaos. Ale też ma to swoje wady, jak to, że tematami dnia stają się sprawy mało istotne, a rzeczywiste afery nigdy nie będą rozwiązane. Bo zawsze któraś strona sporu je zaneguje.

Wielu ludzi w prywatnych rozmowach podkreśla, że ma dość takiego bipolarnego, wręcz plemiennego podziału. Jednocześnie od wyborów 2015 roku, gdy pojawił się Paweł Kukiz, potem Ryszard Petru widzimy, że co głosowanie pojawia się ktoś, kto porywa za sobą wielu ludzi. I to zapotrzebowanie jest. Ale te partie zazwyczaj okazują się meteorami, szybko znikają ze sceny politycznej. Czy wynika to ze słabej oferty, czy z zabetonowania sceny politycznej, która nie dopuszcza nowych graczy?

Po kolei. Akurat pojawianie się „tych trzecich” miało miejsce wcześniej, przed 2015 rokiem. I najwięcej takich przypadków jest w wyborach prezydenckich, gdzie frekwencja jest najwyższa. I w roku 2005 był Andrzej Lepper, w 2010 świetny wynik uzyskał Grzegorz Napieralski. W 2015 Paweł Kukiz, w 2020 Szymon Hołownia.

Ludzie ci różnie potem wykorzystywali to poparcie. Lepper wprowadził do sejmu formację ludowo-populistyczną, Kukiz – taką eklektyczną, bardziej w stronę prawicy, Hołownia liberalną. Pojawiały się też ugrupowania spoza „wielkiej czwórki”. Powrócił Janusz Korwin Mikke z Konfederacją, jest pojawił się Ryszard Petru z liberalną Nowoczesną, był Janusz Palikot. To zadaje więc kłam tezie, że polska scena jest zabetonowana. Przebić się można, zasiąść w parlamencie.

Ale formacje te nie są trwałe?

Nie są, ale nie wynika to z zabetonowania sceny, ale błędów liderów owych formacji oraz tego, że po prostu tak jesteśmy podzieleni jako społeczeństwo. To podział 2+2+1. To znaczy dwa główne bloki, PiS i PO, Lewica i PSL, jeśli się utrzyma, bo dziś jest w trakcie przebudowy swojego elektoratu. I 1 – to ta dodatkowa formacja, która zazwyczaj do Sejmu wchodzi. I wiara, że w wyniku jakiegoś zdarzenia zniknie PO, czy PiS, jest złudna.

Może być oczywiście tak, że nastąpi wymiana liderów, zmiana szyldu, a w przyszłości reorganizacja tych ugrupowań. Ale oś podziału nie zmieni się w tym pokoleniu. Będzie to podział wielkie miasta – mniejsze ośrodki, zamożniejsza część społeczeństwa – mniej zamożna, itd.


Przeczytaj też:

Tusk reaguje na publikację zeznań wspólnika Falenty. "Nie dam się zastraszyć"

600 tys. euro w torbie z Biedronki, łapówkę miał odebrać syn Tuska. Wydał już oświadczenie

Lubię to! Skomentuj56 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka