Skrzypczyński odpowiada na zarzuty. „Brudna gra, nie wybaczę skrzywdzenia mojej rodziny”

Mirosław Skrzypczyński, Prezes Polskiego Związku Tenisowego, podczas konferencji prasowej zapowiadającej 5. edycję Narodowego Dnia Tenisa w Warszawie. Fot: PAP/Piotr Nowak
Mirosław Skrzypczyński, Prezes Polskiego Związku Tenisowego, podczas konferencji prasowej zapowiadającej 5. edycję Narodowego Dnia Tenisa w Warszawie. Fot: PAP/Piotr Nowak
Mirosław Skrzypczyński, Prezes Polskiego Związku Tenisowego, stał się w ostatnich dniach bohaterem dwóch głośnych artykułów Onetu. Dziennikarze portalu, powołując się na doniesienia byłej teściowej Skrzypczyńskiego, informacje z nieoficjalnej strony na Facebooku "Quo Vadis PZT" oraz anonimowe relacje byłych zawodniczek, zarzucili szefowi polskiego tenisa między innymi przemoc. Mirosław Skrzypczyński zgodził się na rozmowę z Salon24. Wywiad przeprowadził Sławomir Jastrzębowski.

Sławomir Jastrzębowski: Jest Pan ostatnio dość popularny. Dwa duże materiały w Onecie, z jednego wynika, że nie nadaje się Pan na prezesa Polskiego Związku Tenisowego, a z drugiego, że bił Pan byłą żonę, dzieci i zachowywał się Pan karygodnie w stosunku do młodych zawodniczek klubu Energetyk. Co prawda, żona i dzieci zaprzeczają, ale trochę jak w tym dowcipie: niesmak pozostał. Może mi Pan powiedzieć o co chodzi? Czy ma Pan sobie coś do zarzucenia?

Mirosław Skrzypczyński, Prezes Polskiego Związku Tenisowego: To proste, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o władzę i o pieniądze. Związek ma sukcesy, ma wreszcie środki na działalność, więc to się nie może podobać tym, którzy rządzili wcześniej, gdy nie było ani pieniędzy, ani sukcesów. To nie może się też podobać tym, którzy chcieliby ze związkowych pieniędzy prowadzić sobie wygodne życie działacza. Tak, uważam osobiście, że te obrzydliwe teksty powstały na zlecenie. Nie urodziłem się wczoraj i widziałem sporo brudnych chwytów w walce o wyeliminowanie przeciwnika, ale jednego Onetowi, Harłukowiczowi i Schwertnerowi nie odpuszczę: skrzywdzili moją rodzinę. Ten portal przekroczył wszystkie granice. Za to odpowiedzą. Zresztą jeden z tych redaktorów już teraz ma kłopoty z odbiorem pozwów sądowych. Co zaś do mojego okresu trenerskiego w Energetyku Gryfino w latach 80 i 90, to każdy kto uprawiał sport wyczynowy pamięta, że to były to inne czasy, twardego trenowania. Moja praca szkoleniowca była doskonale oceniana, otrzymuję teraz mnóstwo wiadomości od byłych zawodników, rodziców.

A te anonimowe zeznania, że zamykał się pan z dziewczynami w kantorku?

Obrzydliwe. Te insynuacje dotyczące przekroczenia jakichś granic są obliczone na to, żeby mnie zniszczyć. W klubie za moich czasów zawsze był sukces, były wyniki, pracowaliśmy na maksa, ale nigdy nie przekraczaliśmy pewnych granic. Nigdy nikt sobie na to nie pozwalał.

W tym tekście występuje Pana była teściowa, która zarzuca Panu przemoc domową…

Tak, czytałem. Taka typowa była teściowa z wielkim żalem do świata i pewnymi psychicznymi problemami. Nawet mi jest jej żal i dlatego nie chcę dużo o niej teraz mówić. Ale to, co robi swojej rodzinie jest bardzo nie w porządku. Bardzo. Czytał Pan oświadczenie mojej byłej żony i dzieci? To wszystko po prostu bzdury. 

Onet opublikował zdjęcia pana pobitej córki. To pan miał ją pobić.

Widziałem te zdjęcia i córka też je widziała, bo byliśmy dziś razem na pizzy. Córka mówi do mnie: „Tato, skąd Onet wziął te niby moje zdjęcia, przecież ta dziewczyna ma kolczyk, a ja nigdy czegoś takiego nie nosiłam”. Rozumie pan, wrzucają fałszywe zdjęcia, które mają niby pokazywać moją pobitą córkę. Przecież to jest dno. Onet powołuje się na zdjęcia pozyskane z hejterskiego profilu Quo Vadis PZT na Facebooku, gdzie publikowane są fałszywe informacje i zdjęcia. To wszystko mówi samo za siebie. Moim zdaniem stoją za nim byli członkowie zarządu PZT, którzy twierdzą, że podali się do dymisji, a prawda jest taka, że walne zgromadzenie delegatów chciało ich odwołać i prawie 90 proc. delegatów opowiedziałoby się za tym. W obliczu takiego głosowania złożyli rezygnacje. Dzisiaj sieją hejt jakiego nie było w żadnej dyscyplinie sportu. 

 Ale to podobno pan miał pokazywać jakiś filmik z niby gwałconą pana córką. O co chodzi? 

Mojej córki nikt nigdy nie zgwałcił, a o wspomnianym filmie, mówiłem wyłącznie, że ktoś próbuje podszyć się pod moja córkę w ten sposób dyskredytować moją rodzinę i mnie. Jest mi trudno mówić o takim filmie, gdzie nie widać dokładnie twarzy a insynuowano, że jest tam moje dziecko. Nie wyobrażam sobie brudniejszej walki politycznej, przecież moje dziecko po takich insynuacjach mogło targnąć się na swoje życie. Dzisiaj stawia się pytanie, dlaczego nie poszedłem na policję? A kto chciałby iść i swojej dziecko narażać na takie upokorzenia. To były początki tej całej akcji, w którą zamieszanych jest kilka osób mających swój brudny cel. Próbowano wszystkiego, bo człowiek rozwalił układ, który tkwił i manipulował tenisem od lat.

Jak Pana rodzina reaguje na publikacje Onetu? 

Dajemy radę, wspieramy się, bo wiemy jak naprawdę jest i że ci ludzie prędzej czy później poniosą zasłużoną karę. Prawnicy przygotowują pozwy przeciwko osobom pomawiającym mnie i moja rodzinę.

Jeden z autorów tych artykułów, Jacek Harłukowicz, zdaje się mieć obsesję na punkcie Adama Hofmana, którego postać w tym materiale także występuje. Miał pozyskiwać dla Polskiego Związku Tenisowego pieniądze. Jaka była jego rola w Polskim Związku Tenisa?

Całkowicie oficjalna i całkowicie społeczna. Dostał od związku rekomendację na członka Polskiego Komitetu Olimpijskiego na miejsce byłego prezesa. Nie brał za to pieniędzy. A prywatnie? Korzystam z wiedzy Adama. Dla mnie to człowiek z zasadami, mogę na niego liczyć. Kiedyś poprosiłem go, żeby zastąpił mnie na zarządzie PKOl, bo zwyczajnie nie miałem czasu. Trochę marudził, ale przekonałem go dobrą kawą. To zarząd Polskiego Związku Tenisowego decyzją większości, delegował Hofmana do zarządu PKOL. Insynuacje, że miałby być to jakikolwiek deal polityczny są śmieszne. W praktyce oznaczałby to, że cały ówczesny zarząd Polskiego Związku Tenisowego głosujący za delegowaniem Adama Hofmana do PKOL miałby jakieś bliżej nie sprecyzowane zobowiązania. Proszę zapytać m.in. Panów Jarosław Kowalewskiego, Tomasza Wolfke oraz pozostałych członków zarządu jaki mieli „deal” z Adamem Hofmanem, bo to jakiś absurd. DALSZA CZĘŚĆ WYWIADU NA KOLEJNEJ STRONIE

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka