Ekspert: W tych wyborach żaden kandydat PiS nie ma najmniejszych szans na wygraną

Wynik wyborów do Sejmu wciąż jest wielką niewiadomą Fot. PAP/Marcin Obara
Wynik wyborów do Sejmu wciąż jest wielką niewiadomą Fot. PAP/Marcin Obara
- Tak, jak jedna lista nie gwarantuje sukcesu, tak trzy listy nie muszą przesądzać o porażce. Wszystko zależy bowiem od poparcia dla PiS, jak partia rządząca poradzi sobie z kryzysem, zimą. Jeśli poparcie PiS w wyborach spadnie poniżej 30 proc., to i przy jednej, i przy trzech listach Zjednoczona Prawica oddaje władzę – mówi Salonowi 24 prof. Antoni Dudek, politolog i historyk UKSW.

Ukazał się list ludzi sympatyzujących z opozycją – m. in. polityków, artystów, naukowców – domagający się powstania jednej listy opozycyjnej. Jaki jest cel  tego listu i czy powstanie jednej listy jest realne?

Prof. Antoni Dudek: Tu jest kilka kwestii. Po pierwsze, absolutnie nie jest zaskoczeniem fakt, że taki list powstał. Tego typu inicjatyw będzie znacznie więcej. Wiele osób „na lewo od PiS”, dla których kluczową i najważniejszą sprawą jest odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy, będzie chciało wywierać presję na politykach opozycji od lewicy po centrum, by poszli razem, bo jedna lista ma zwiększać szansę na wygraną z PiS. To próba wywarcia nacisku przede wszystkim na PSL-Koalicję Polską, której lider, Władysław Kosiniak-Kamysz wprost mówi, że jedna lista byłaby błędem, że najlepszym rozwiązaniem byłyby dwa bloki opozycyjne.

Przeczytaj też:

Apelują do opozycji o jedną listę wyborczą - zobacz, kto się pod tym podpisał

Czy ewentualne powstanie jednej listy od lewicy po PSL faktycznie zwiększyłoby szanse na wygranie wyborów z PiS-em?

Na to pytanie bardzo trudno jest dać jednoznaczną odpowiedź. Nie ulega wątpliwości, że jedna lista byłaby dla opozycji rozwiązaniem lepszym niż cztery, albo pięć. Czy lepszym niż dwie, już zdania są podzielone. Bo z jednej strony obecna ordynacja promuje duże partie polityczne. Przy wygranej, nawet nieznacznej, PiS większe rozdrobnienie, a już na pewno niewejście któregoś z ugrupowań opozycyjnych do Sejmu, zwiększyłoby szansę partii rządzącej na utrzymanie władzy.

A zsumowane elektoraty Lewicy, PO, PSL i Polski 2050 Szymona Hołowni dają poparcie większe niż PiS.

Dają, ale tu właśnie pojawia się problem, na ile obecne poparcie dla partii opozycyjnych przełożyłoby się na poparcie dla jednej listy opozycyjnej. Bo na ten moment w antypisowskim elektoracie mamy i radykalnego socjalistę, dla którego idolem jest Adrian  Zandberg, jak i umiarkowanego konserwatystę, który popiera PSL. Gdy powstanie wspólna lista, jeden może zostać w domu, mówiąc, że ten Kosiniak na liście to jednak przesada, a drugi powie to samo o Lewicy.

Tu dochodzą różnice programowe między politykami, ktoś o poglądach Sylwii Spurek na jednej liście z kimś o przekonaniach Władysława Kosiniaka-Kamysza?

To mniejszy problem. Bo partie opozycyjne deklarują, że po wygranych wyborach stworzą rząd. Wtedy te spory ideologiczne będą musiały zejść na dalszy plan, choć nie ulega wątpliwości, że ewentualny rząd stworzony  przez obecną opozycję będzie mocno podzielony. Ale skoro partie deklarują utworzenie rządu przeciwko PiS,  wspólnej listy do Senatu, to i w wyborach do Sejmu różnice ideowe i programowe nie będą mieć szczególnego znaczenia. Będą za to istotne dla wyborców. Problemem może okazać się też nie tyle porozumienie programowe, co sam dość skomplikowany proces układania list.

Profesor Jarosław Flis wskazał w rozmowie z naszym portalem jeszcze jedno zagrożenie dla wspólnej listy. Przypomniał, że w 2019 roku owszem była Koalicja Europejska, ale z lewej strony wyskoczyła Wiosna Roberta Biedronia. Czy dziś także możliwe jest, że Lewica, PO, PSL i Polska 2050 zawrą porozumienie, a nagle wyskoczy jakieś inne ugrupowanie, które odbierze im głosy?

To, że taka lista powstanie jestem wręcz przekonany. Nie wiem jakie to będzie ugrupowanie, ale pokazuje to logika ostatnich wyborów, gdy tego typu partie się pojawiały.

Powyższe argumenty świadczą przeciwko jednej liście. Ale patrząc z innej strony – jedna lista ma jasne uzasadnienie – różnimy się we wszystkim, ale jednoczymy przeciwko PiS. Tymczasem w przypadku dwóch bloków najczęściej wymienia się koalicję Platformy z Lewicą i PSL z Polską 2050. Czyli PO i PSL, partie, które są w jednej grupie w Parlamencie Europejskim startowałyby jako konkurenci w wyborach parlamentarnych. Ludowcy, którzy krytykowali radykalny ekologizm, mówili o „prawie do kotleta”, dogadaliby się za to z ruchem Szymona Hołowni, gdzie są działacze ekologiczni i lewicowcy. A znów PO miałaby robić sojusz z Lewicą, w skład której  wchodzi radykalnie antyliberalna Partia Razem.

Jeśli chodzi o ludowców, oni trochę nie mają wyjścia – są w ostatnich badaniach nieznacznie ponad progiem wyborczym. A do niedawna byli poniżej progu. I oni zmuszeni są do zawarcia z kimś koalicji, start samodzielny byłby dla nich zbyt wielkim ryzykiem. Władysław Kosiniak-Kamysz ma tego świadomość, dlatego czyni rozmaite awanse Szymonowi Hołowni. A lider Polski 2050 nie powiedział „nie”. Ten sojusz nie jest nielogiczny. Owszem, zdarzają się w Polsce 2050 działacze lewicy, którym może być nie po drodze z ludowcami. Ale oni nie stanowią trzonu tego ugrupowania. A sam Szymon Hołownia odwoływał się do korzeni chrześcijańskich, czy katolickich – to może być płaszczyzna porozumienia z Kosiniakiem-Kamyszem. Obaj też mówią o potrzebie prowadzenia nieco innej polityki. Bardziej umiarkowanej, dystansują się od wojny polsko-polskiej. To też może być płaszczyzna porozumienia. Natomiast zgadzam się, że rozmowy o współpracy między Platformą, czy też Koalicją Obywatelską a Lewicą będą bardzo trudne. Nie można wykluczyć, że ostatecznie do wyborów pójdą nie dwa, a trzy bloki. KO – PO, PSL – Polska 2050 i Lewica.

I będzie to droga do wyborczej klęski?

Niekoniecznie. Tak, jak jedna lista nie gwarantuje sukcesu, tak trzy listy nie muszą przesądzać o porażce. Wszystko zależy bowiem od poparcia dla PiS, jak partia rządząca poradzi sobie z kryzysem, zimą. Jeśli poparcie PiS w wyborach spadnie poniżej 30 proc., to i przy jednej, i przy trzech listach Zjednoczona Prawica oddaje władzę. Natomiast rząd tworzony przez partie dziś znajdujące się w opozycji będzie mierzył się z szeregiem problemów. Koalicja będzie zróżnicowana, do tego nowy rząd będzie musiał ułożyć sobie jakoś relacje z prezydentem, którym przez pierwsze dwa lata będzie jeszcze Andrzej Duda. I w drugą stronę, jeśli PiS utrzyma władzę, będzie musiał szukać koalicjanta poza Zjednoczoną Prawicą, najpewniej w Konfederacji. Jego władza będzie słabsza niż teraz, nie mówiąc już o kadencji 2015-2019.

I przez pierwsze dwa lata będzie miał prezydenta z tego samego obozu. Czyli można  zaryzykować stwierdzenie, że niezależnie od wyniku wyborów parlamentarnych, kluczowe będzie to, kto zostanie następcą Andrzeja Dudy w 2025 roku?

Te wybory będą bardzo ważne, ale mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że o ile wynik parlamentarnych jest bardzo trudny do przewidzenia, tak w przypadku prezydenckich jest to dużo prostsze. Jestem przekonany, że jeśli wybory będą przeprowadzone uczciwie, żaden kandydat ani kandydatka PiS nie ma najmniejszych szans na wygraną.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

Przeczytaj też:

Lubię to! Skomentuj92 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka