Były konsul w USA: Spór o małżeństwa LGBT nie zniknie, czeka nas ostry konflikt

Senat USA przegłosował ustawę o małżeństwach par jednopłciowych.
Senat USA przegłosował ustawę o małżeństwach par jednopłciowych.
W wielu stanach prawo dopuszcza małżeństwa jednopłciowe albo przynajmniej akceptuje takie zawarte w innych stanach. Rząd federalny chce, aby to obowiązywało we wszystkich stanach i nie opierało się tylko na orzeczeniu Sądu Najwyższego, które zdaniem wielu, może się zmienić. Możliwe, że ta ustawa wchodząca w kompetencje stanowe nie zakończy sprawy – mówi Salonowi 24 Grzegorz Długi, prawnik, dyplomata, b. konsul RP w Chicago i Waszyngtonie.

Senat USA przyjął prawo o małżeństwach jednopłciowych na terenie całego państwa. Potem ustawę przegłosuje jeszcze Izba Reprezentantów i prezydent. Głosowanie ma odbyć się szybko, zanim większość w izbie niższej przejmą Republikanie. Ustawa ma być „zabezpieczeniem” na wypadek, gdyby Sąd Najwyższy podważył wcześniejsze prawo osób LGBT do zawierania małżeństw. Co zmienia to prawo?

Grzegorz Długi: Respect for Marriage Act - bo tym pewnie mowa -  zmienia wiele i niewiele zarazem. Po pierwsze, ta nowa ustawa uchyla ostatecznie Defense of Marriage Act z lat 90-tych gdzie definiowano małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Akt ten  w zasadzie już nie działał od kilku lat ze względu na orzeczenia Sądu Najwyższego. Pospieszne wprowadzanie nowej ustawy ma oczywiście związek z przewidywaną zmianą większości w parlamencie ale także wynika z niedawnego wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego aborcji. Sprawy rodzinne są w zasadzie w jurysdykcji poszczególnych stanów ale władze federalne mogą narzucać swoją wolę, gdyż będą uzależniać finansowanie poszczególnych stanów od dostosowywania się do federalnych ustaw.

Być może czeka nas kolejne „przerzucanie się” przed Sądem Najwyższym argumentami o wyższości prawa federalnego nad stanowym. Proszę zwrócić uwagę, że Sąd Najwyższy w niedawnym orzeczeniu w sprawie aborcji nie podważył prawa do zabiegu, w ogóle się tym nie zajmował. Zdecydował jedynie, że kompetencje w tej kwestii należą do poszczególnych stanów, nie jest to jurysdykcja federalna. W tej chwili w wielu stanach prawo stanowe dopuszcza małżeństwa jednopłciowe albo przynajmniej akceptuje takie zawarte w innych stanach. Rząd federalny chce aby to obowiązywało we wszystkich stanach i nie opierało się tylko na orzeczeniu Sądu Najwyższego, które zdaniem wielu, może się zmienić. Tak czy inaczej, może to skutkować ostrym konfliktem społecznym i politycznym. Możliwe, że ta ustawa wchodząca w kompetencje stanowe nie zakończy sprawy.

Przeczytaj też:
Senat USA przegłosował ustawę o małżeństwach jednopłciowych


W istocie ten spór dotyczy kompetencji pomiędzy rządem federalnym a poszczególnymi stanami?

 Oczywiście, że tak, on się zresztą toczy od wielu lat. Zawsze ścierały się tu dwa nurty – większej decentralizacji, zwiększenia niezależności poszczególnych stanów i poszerzania kompetencji rządu federalnego. Spór może determinować amerykańską politykę.

Konflikt jest ostry, dotyczy spraw budzących emocje. Czy grozi sytuacja, w której na przykład któryś z konserwatywnych stanów, niezadowolony ze zwiększania kompetencji władz federalnych zacznie dążyć do secesji, co w przypadku supermocarstwa będzie skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami w sferze globalnej?

Napięcia będą eskalowane, ale tak skrajny scenariusz, przynajmniej w najbliższych kilku dekadach, nie grozi. Z prostego powodu – są oczywiście stany bardziej i mniej konserwatywne, bardziej i mniej liberalne. Ale w każdym z takich stanów jest silna, licząca się "druga strona". To znaczy – w stanach konserwatywnych jest bardzo duża mniejszość liberalna, a w liberalnych konserwatywna. Secesja więc nie nastąpi. Już trwa za to inny proces – bardzo wielu Amerykanów zmienia miejsce zamieszkania z uwagi na orientację polityczną, która rządzi w danym stanie. Konserwatyści wybierają stany rządzone przez republikanów, liberałowie przez demokratów.

Świetnym przykładem jest Floryda. Stan do niedawna swingujący, to znaczy taki, w którym władza się zmienia i wynik wyborów ma wpływ na wyniki w kraju, stał się stanem bardziej konserwatywnym, republikańskim. Pojawiło się bowiem wielu nowych, bardziej konserwatywnych mieszkańców. Drugim procesem jest napływ migrantów, głównie hiszpańskojęzycznych. I są stany takie jak Kalifornia, szczególnie południowa, w których język hiszpański staje się dominujący lub równorzędny z angielskim. Zmniejsza się tam liczba tzw. WASP czyli anglosaskich, białych protestantów. A są stany północne np. Dakota czy Montana, gdzie po hiszpańsku nie mówi prawie nikt. Te kwestie będą się nasilać.

Stany Zjednoczone są dla nas ważne. Stabilizują świat, ale zmienia się amerykańska pozycja w sytuacji, gdy mając wiele problemów do rozwiązania, niektórym politykom udaje się wywoływać spory ideologiczne i rozpalać emocje.  Zamiast pozostawiać je w gestii poszczególnych stanów, robi się z nich "najważniejszy" temat ogólnokrajowy. To nie wróży dobrze - albo inaczej - to wróży dobrze Chinom i Rosji.

Przeczytaj  też:

Sędzia o sprawie Tuleyi i sądownictwie w Polsce. "Sędziom należy odebrać dwie rzeczy"
„Argentyńczycy na hasło „Polska” odpowiadają „Jan Paweł II, Robert Lewandowski”






Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka