Sędzia o sprawie Tuleyi i sądownictwie w Polsce. "Sędziom należy odebrać dwie rzeczy"

Nowa Izba Dyscyplinarna przywróciła Igora Tuleyę do pracy. fot. IUSTITIA Stowarzyszenie Sędziów Polskich/Twitter
Nowa Izba Dyscyplinarna przywróciła Igora Tuleyę do pracy. fot. IUSTITIA Stowarzyszenie Sędziów Polskich/Twitter
Problemy wymiaru sprawiedliwości, duże, czy nawet bardzo duże, są przykrywane przez kwestię wykonywania zawodu przez kilku sędziów. Sytuacja ta sprawia, że obywatele stają się coraz bardziej niepewni. Gdy mają sami do rozstrzygnięcia swoją sprawę w sądzie, albo gdy są wezwani w charakterze świadków, trudno im traktować ten sąd z należytym szacunkiem – mówi Salonowi 24 Barbara Piwnik. Sędzia z 44-letnim stażem, była minister sprawiedliwości.

Ostatnio głośno stało się o sprawie sędziego Igora Tuleyi, który najpierw został zawieszony, potem Sąd Najwyższy przywrócił go do pracy, już wrócił do orzekania. Jak ocenia Pani tę sprawę oraz w ogóle jak wygląda procedura, jak to się dzieje, że sędzia najpierw jest zawieszany, są wyciągane przeciwko niemu najcięższe działa, a potem może bez problemu wrócić?

Barbara Piwnik: Proszę mi wybaczyć, ale naprawdę wolałabym nie komentować konkretnej sprawy personalnej. Jestem sędzią z 44-letnim stażem, niebawem przejdę w stan spoczynku, rozstaję się z zawodem. I w tym niezwykle ważnym dla mnie momencie żałuję bardzo jednej rzeczy: problemy wymiaru sprawiedliwości, duże, czy nawet  bardzo duże, są przykrywane przez kwestię wykonywania zawodu przez kilku sędziów. Sytuacja ta sprawia, że obywatele stają się coraz bardziej niepewni. Gdy mają sami do rozstrzygnięcia swoją sprawę w sądzie, albo gdy są wezwani w charakterze świadków, trudno im traktować ten sąd z należytym szacunkiem. To przekłada się na to, że coraz trudniej jest orzekać. Ja wiem, to smutna refleksja. Ja niebawem odchodzę, ale nie taką rzeczywistość chciałabym po sobie zostawić. I sprawy tego, czy innego sędziego są tutaj na drugim planie.

Na razie jednak trwa ostry spór o sądy, z jednej strony jest krytykowana bardzo reforma, z drugiej są przypadki sędziów właśnie takie jak wspomnianego sędziego Tuleyi.

Niedługo przed naszą rozmową gościłam na sali licealistów, z klasy maturalnej. Powiedziałam im coś, co mówiłam już w roku 2016, gdy zaczęła się dyskusja na temat zmian w sądownictwie. Że prawnicy, różni, nie tylko sędziowie, powinni się zebrać razem, bez kamer telewizyjnych i polityków. I dokonać wglądu w to, co się dzieje. Co działa, a co wymaga poprawy. Potem przedyskutować, jak można coś zmienić. Jaki powinien być zakres tych zmian. Przygotować projekty rozwiązań. I dopiero z konkretnym planem zmian wystąpić, przedstawić te propozycje zarówno opinii publicznej jak i tym, którzy na forum państwowym mogą podjąć decyzje, wprowadzić konkretne zmiany.

Jako sędzia z dużym stażem, jakie zmiany wprowadziłaby Pani w polskim wymiarze sprawiedliwości?

Reformę zaczęłabym od ruchu, który bardzo szybko przyniósłby pozytywne efekty. Zabrałabym sędziom z sal rozpraw monitory i asystentów. Praca sędziego, o czym niestety często się zapomina, to praca z człowiekiem. Oczywiście, najpierw są akta, które trzeba przeczytać, przeanalizować. Jest prawo, do którego trzeba się stosować. Ale na końcu, na sali rozpraw jest sędzia i jest człowiek, którego ta sprawa dotyczy. I ten wymiar bardzo często jest zapominany. Żeby rozstrzygać w sprawach dotyczących ludzi, trzeba wysłuchać i rozpoznać problem tego człowieka, który zeznaje przed sądem. Tymczasem jak widzimy na salach rozpraw sędzia jest schowany za monitorem. I nie chodzi o to, że on jest niewidoczny. Ale tak samo jak my nie widzimy za bardzo tego sędziego, tak samo on nie widzi nas. A sędzia, musi skupić uwagę na człowieku. Gdy jest inaczej, obywatel potem wychodzi z sądu z poczuciem, że nie został wysłuchany, zrozumiany, a co więcej – z wyrokiem, którego nie rozumie. Musi być poznanie akt, dostrzeżenie człowieka, na koniec orzeczenie, które dla człowieka będzie zrozumiałe.

A na czym polega problem z asystentami?

Jeśli chodzi o asystentów, to sędzia samodzielnie powinien zarówno wydać orzeczenie jak i sporządzić jego uzasadnienie. Nie powinien pisać go asystent, gdyż nie uczestniczy w rozprawie, ani w naradzie, gdy wyrok wydaje większy skład sędziowski. Może to co mówię brzmi staroświecko. Ale każdy, kto w jakimkolwiek charakterze znalazł się w sądzie, będzie wiedział o czym mówię.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

Przeczytaj też:

Lubię to! Skomentuj69 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo