Rozbity radiowóz z nastolatkami - policjant zawieszony. Nowe informacje

Rozbity radiowóz w Dawidach Bankowych, fot. Facebook/screenshot
Rozbity radiowóz w Dawidach Bankowych, fot. Facebook/screenshot
Komendant stołeczny policji zdecydował o zawieszeniu dowódcy patrolu — poinformował nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik KSP. To konsekwencja sprawy wypadku radiowozu z nastolatkami w Dawidach Bankowych. Sprawa budzi wiele kontrowersji. Zaangażował się w nią mec. Roman Giertych.

Policjant ukarany dyscyplinarnie

- Cały czas prowadzone są (…) czynności dyscyplinarne w związku ze zdarzeniem w Dawidach Bankowych. Analiza zgromadzonego materiału została przedstawiona Komendantowi Stołecznemu Policji, który wczoraj podjął decyzję o przejęciu postępowania dyscyplinarnego. Jednocześnie zdecydował o zawieszeniu dowódcy patrolu – przekazał Marczak.

W ubiegły poniedziałek wieczorem funkcjonariusze z Pruszkowa otrzymali zgłoszenie dotyczące pożaru. Pojechali na miejsce, gdzie wcześniej strażacy ugasili ogień.

Funkcjonariusze spisali obecnych tam  młodych ludzi i zabrali do radiowozu dwie nastolatki. W pewnym momencie w miejscowości Dawidy Bankowe (woj. mazowieckie) doszło do wypadku radiowozu. Funkcjonariusz stracił panowanie nad samochodem i auto uderzyło w drzewo. Dziewczyny same zgłosiły się na pogotowie, a potem jedna z nich pojechała do szpitala. Karetka została potem też wezwana na miejsce wypadku. Policjantom nic się nie stało, ale poszli na L4 po tym zdarzeniu.

O zdarzeniu Komendant Powiatowy Policji w Pruszkowie poinformował Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, Prokuraturę, a także Komendanta Stołecznego Policji. "Stąd decyzja ze strony Komendanta Stołecznego Policji o skierowaniu na miejsce Wydziału Kontroli KSP. Po wykonaniu czynności wyjaśniających podjęto niezwłocznie decyzję o czynnościach dyscyplinarnych, bowiem nie ma żadnych wątpliwości, że w samochodzie znajdowały się osoby postronne" - podkreślił wcześniej nadkomisarz Sylwester Marczak.


Dwie wersje wydarzenia

W sprawie wypadku narosło wiele niejasności. Nastolatki i ich bliscy oraz policja przedstawiali różniące się od siebie wersje wydarzenia. Mec. Roman Giertych, który został pełnomocnikiem rodziny młodszej z dziewczyn twierdzi, że funkcjonariusze próbowali uprowadzić dziewczyny i wywieźć je do lasu, bowiem kierunek jazdy był przeciwny niż posterunek policji.

Tuż po wypadku starszy z policjantów miał krzyknąć do dziewczyn: "a teraz sp******ać!". Zakrwawioną dziewczynę znaleźli jej znajomi i zawieźli do szpitala. U 17-latki zdiagnozowano złamanie kości nosowo-czaszkowej z przemieszczeniem, stłuczenia barku oraz szczęki. Druga z dziewczyn nie wymagała hospitalizacji. Dziewczyny nie miały zapiętych pasów, gdyż, jak relacjonowały, nie były w stanie tego zrobić z uwagi na prędkość, z jaką poruszał się radiowóz.

Policja od samego początku sugerowała, że to dwie nastolatki same chciały wsiąść do radiowozu. — Wszyscy świadkowie jednoznacznie wskazali, że prośba wejścia do radiowozu wyszła od nastolatek — mówił kilka dni temu w rozmowie z Onetem nadkom. Sylwester Marczak.

Wulgarne żarty policjantów

Natomiast znajomi i rodzina 19- i 17-latki potwierdzają wersję Giertycha. — Dziewczyny na pewno nie chciały z własnej woli wsiadać do radiowozu — zapewniała w rozmowie z Onetem matka 17-latki. - Policjanci kazali jej 19-letniej koleżance wejść do radiowozu, a ona pociągnęła moją córkę za sobą, bo się po prostu bała. Obie w ogóle nie wiedziały, o co chodzi policjantom — mówiła.

Inni świadkowie całego zajścia mówią, że policjanci żartowali w niewybredny sposób, ich teksty miały podtekst erotyczny, że "mogą pokazać zaraz inne koguty", był też jakiś tekst o... trójkącie. Niby chodziło o trójkąt odblaskowy w samochodzie, ale było to powiedziane w sposób dwuznaczny, z takim uśmieszkiem. Było też coś o "przeszukaniu osobistym" tej naszej koleżanki, którą sobie upatrzyli — relacjonowali w rozmowie z Onetem koledzy nastolatek poszkodowanych w wypadku radiowozu pod Warszawą.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz przekazała PAP, że w ubiegłą środę zostało wszczęte śledztwo w Prokuraturze Rejonowej w Pruszkowie. "Śledztwo dotyczy spowodowania wypadku oraz nieudzielenia pomocy" - powiedziała Skrzyniarz.

ja

Lubię to! Skomentuj90 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo