Co spadło pod Bydgoszczą? Hipotezy Jarosława Wolskiego

Redakcja Redakcja Wojsko Obserwuj temat Obserwuj notkę 18
Nie milkną echa odkrytego w ubiegłym tygodniu militarnego znaleziska w kujawsko-pomorskim. W okolicach miejscowości Zamość, ok. 15 km od Bydgoszczy, znaleziono szczątki niezidentyfikowanego obiektu wojskowego. Jarosław Wolski, influencer i cywilny analityk zajmujący się wojskiem i obronnością, ma niezbyt optymistyczne hipotezy na temat tego, co się stało.

Według Wolskiego "Premier zaorał wszystko"

Według Wolskiego to, co spadło to najprawdopodobniej rosyjska rakieta samosterująca bez głowicy. Według eksperta moglibyśmy analizować różne hipotezy, np. że to odpadł imitator jako cel powietrzny dla polskich zestawów przeciwlotniczych, ale w piątek premier Mateusz Morawiecki "zaorał wszystko", informując, że "są podstawy, by łączyć znalezione szczątki obiektu z incydentem z grudnia ub. r., gdy nad terytorium Polski przeleciała rakieta", czyli przyznał się, że nastąpiło naruszenie przestrzeni powietrznej w połowie grudnia. 

Chodziło o atak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy 16 grudnia, kiedy Rosja wysłała 70 rakiet H55, na których nie zamontowano głowic jądrowych. Te rakiety były przestarzałe i awaryjne, mówi Wolski w najnowszej analizie na YouTube, a Moskwa zamiast je zutylizować, to wysłała je na Kijów.


Hipoteza optymistyczna: awaria rakiety

Dziennikarz mówi, że to byłaby bardziej prawdopodobna i optymistyczna hipoteza, że rakieta nawaliła i zamiast wykonać zwrot z obwodu smoleńskiego w kierunku Ukrainy, to poleciała prosto i spadła w okolicach Bydgoszczy, albo sama, albo zestrzelona. Jego zdaniem, skoro rząd o tym wiedział, to świadczy o polityce informacyjnej. Zwyciężyła opcja, by miesiąc po tragedii w Przewodowie nie siać paniki i przemilczano incydent.

Jak mówi Wolski, były informacje, że wojsko czegoś w tamtym okresie intensywnie szukało, ale nie znalazło. Hipoteza byłaby dlatego optymistyczna, że skoro poderwano myśliwce, to znaczy, że zadziałało wykrywanie i polska obrona przeciwlotnicza, choć słaba, to jednak działa.


Wersja pesymistyczna: celowy atak Rosji

Wersja pesymistyczna - jak zaznacza Jarosław Wolski - mniej prawdopodobna to taka, że cel nie był przypadkowy. Bydgoszcz to ważne miejsce na mapie polskiego przemysłu zbrojeniowego, bo obok Nitrochemu, czyli zakładów produkujących trotyl, o których influencer mówi "perła polskiego przemysłu zbrojeniowego", są również Wojskowe Zakłady Lotnicze WZL, w których jest remontowany sprzęt z i dla Ukrainy, których Amerykanie są dużym kontraktorem.

Skoro rakieta przeleciała ponad całym miastem i spadła tuż za WZL, oznacza, że może Rosjanie chcieli wysłać ostrzeżenie, puścić pustą rakietę, żeby nikogo nie zabić, ale pokazać Polakom i Amerykanom, jaka jest stawka. Zdaniem Wolskiego Rosjanie to bandyci i byliby na tyle szaleni, by puścić pustą rakietę na państwo NATO, zwłaszcza że głównodowodzącym jest Walerij Gierasimow, słynący z działań agenturalnych, dywersyjnych, hybrydowych.

Jednak, jak zaznacza Jarosław Wolski, ta druga hipoteza jest mało prawdopodobna, bo gdyby rakieta trafiła np. w blok mieszkalny w Polsce, to nad Ukrainą latałyby już samoloty NATO. Reperkusje incydentu natomiast są takie, że nastąpiło bezprecedensowe wzmocnienie obecności amerykańskiej w polskim powietrzu (jeszcze więcej samolotów trafiło do Polski) oraz zintensyfikowano dostawy broni na Ukrainę.

ja


Czytaj także:

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo