Adwokat z grypsami w majtkach. Prokuratura podaje, co zawierały

Redakcja Redakcja Przestępczość Obserwuj temat Obserwuj notkę 115
W kopercie, którą mecenas Mikołaj Marecki skrywał w bieliźnie, znajdowały się trzy listy adresowane do osób występujących w śledztwie - ujawnia Prokuratura Okręgowa w Szczecinie. Do nowych faktów ws. działacza KOD i prawnika dotarł portal tvp.info.

Przypomnijmy, że 16 czerwca znany adwokat, zapraszany do mediów, Mikołaj Marecki został przyłapany przez strażników więziennych na wynoszeniu w majtkach grypsów od aresztowanego. Do zdarzenia miało dojść w Areszcie Śledczym w Szczecinie. Mecenas potwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że taki incydent miał miejsce.  


Listy w majtkach adwokata 

Jednak nie miał sobie nic do zarzucenia, a oskarżył prokuraturę i strażników więziennych o złamanie tajemnicy korespondencji.  Marecki dodał, że to normalne, że adwokaci ukrywają grypsy od osób przebywających w aresztach. - Zawsze korespondencję od klientów ukrywamy, gdyż objęta jest tajemnicą. Odmówiłem odebrania mi przesyłki od mojego klienta i uważam, że przekroczono uprawnienia w areszcie - tłumaczył w wywiadzie dla "Super Expressu". Prawnik zgodził się na podawanie swojego nazwiska. 

Teraz Mareckiemu kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia za udział w poplecznictwie. Śledczy opisali sytuację z adwokatem tak: "szczeciński adwokat Mikołaj M. podczas widzenia ze swoim klientem przyjął od niego kopertę, którą początkowo schował do kieszeni, a następnie poszedł do toalety i ukrył kopertę w majtkach. (…) Okazało się, że w kopercie, którą mecenas ukrył w majtkach, były trzy listy adresowane do osób występujących w śledztwie" - podają.   


"Wysiłek policji poszedłby na marne"

Mało tego,  mężczyzna udzielał "instrukcji" w sprawie tego, jak te osoby mają zeznawać. "Aresztowany, dla którego mecenas przemycał listy w bieliźnie, to Prezes Klubu Strzeleckiego podejrzany m.in. o nielegalne posiadanie broni. Gdyby adwokatowi udało się wynieść grypsy schowane w majtkach, prawdopodobnie cały wysiłek policji i prokuratury poszedłby na marne, a podejrzany mógłby uniknąć surowej kary jaka mu grozi – nawet do 8 lat pozbawienia wolności" - cytuje odpowiedź z prokuratury tvp.info. 


Fot. Mikołaj Marecki/screen TVN24

GW

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo