na zdjęciu: siedziba Ministerstwa Zdrowia, pl. Grzybowski 3-5. fot. Tilman2007 - praca własna, CC BY-SA 4.0
na zdjęciu: siedziba Ministerstwa Zdrowia, pl. Grzybowski 3-5. fot. Tilman2007 - praca własna, CC BY-SA 4.0

Co się dzieje w Ministerstwie zdrowia? Najnowszy raport obnaża skalę błędów

Redakcja Redakcja Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 74
Brak pomysłu i strategii pozwalającej na zapewnienie odpowiedniej liczby lekarzy, niedocenienie skali emigracji medyków i zbyt mała liczba miejsc do kształcenia lekarzy to tylko niektóre wnioski z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli. Dokument powstał po tym, jak przez cztery lata (2018 – 2022) Izba przyglądała się funkcjonowaniu Ministerstwa Zdrowia i placówkom medycznym.

Raport NIK o służbie zdrowia. Problem z brakiem personelu tylko się nasilił

NIK przyznaje, że brak wykwalifikowanych kadr medycznych to bolączka wielu europejskich krajów. Spowodowany jest starzeniem się społeczeństwa i związaną z tym większą liczbę zachorowań, szczególnie na choroby przewlekłe. Kontrolerzy zauważyli jednak, że przez wiele nie za mało by zwiększała się liczba lekarzy, a nawet zmniejszano limity przyjęć na uczelnie medyczne. Nie starano się również w realny sposób zapobiec emigracji medyków. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że tylko w latach 2018-2022 (do końca września) lekarzom opuszczającym Polskę wydano 4884 zaświadczenia potwierdzające uzyskanie kwalifikacji zawodowych. Jednakże liczba wydanych zaświadczeń nie jest jednoznaczna z liczbą osób, które faktycznie wyjechały za granicę, bo od 1 maja 2004 r. (wejścia Polski do Unii Europejskiej) do 2019 r. liczba wydanych zaświadczeń lekarzom, ale bez lekarzy specjalistów, wyniosła ok. 16 tys. Koszt 6-letnich studiów lekarskich waha się od 200 tys. zł do 250 tys. zł. Przyjmując, że wszyscy lekarze, którzy pobrali zaświadczenie i ukończyli bezpłatne studia, wyjechali do pracy w UE, to koszt dla budżetu państwa wyniósł ok. 4 mld zł. Co ważne, nadal jedna trzecia absolwentów wydziałów lekarskich deklaruje wyjazd za granicę po uzyskaniu dyplomu.

Przez lata resort zdrowia nie zauważał stale pogarszającej się struktury wiekowej personelu medycznego – więcej osób odchodzi na emerytury niż przybywa do zawodu. Przeciętny wiek lekarza mężczyzny wynosi 53 lata, a kobiety o rok mniej, a 22 proc. lekarzy to osoby w wieku 50-59 lat. Wprawdzie w ostatnich latach wzrosła liczba uczelni prowadzących kształcenie kadr medycznych, ale NIK zauważa, że biorąc pod uwagę długi cykl przygotowania zawodowego, zmiany te mogą przynieść poprawę sytuacji dopiero w dalszej przyszłości. O ile oczywiście kolejni absolwenci nie wyjadą z Polski. Napływ obcokrajowców podejmujących pracę w naszej ochronie zdrowia niewiele pomógł. 


Fatalne zarządzanie i brak chętnych do nauki

W dalszej części raportu NIK zarzuca ministerstwu zdrowia brak profesjonalnego planowania kadr medycznych, które powinno opierać się na analizie trendów demograficznych i danych epidemiologicznych. Tylko w ten sposób można oszacować liczbę lekarzy potrzebną do opieki nad chorymi. Po raz pierwszy Izba zwróciła na to uwagę już w 2016 roku przestrzegając, że próby nadrobienia wieloletnich zaległości poprzez przyspieszanie cyklu kształcenia lekarzy niosą ryzyko spadku jakości kształcenia. Od tego czasu zwiększano limity przyjęć na kierunek lekarski, wprowadzono zmiany w procesie naboru na szkolenie specjalizacyjne i regulacje, które przewidują wsparcie, ze środków budżetu państwa, osób odbywających odpłatne studia na kierunku lekarskim z obowiązkiem ich późniejszego odpracowania w publicznej ochronie zdrowia. Wszystko działo się jednak bez długookresowej strategii. 

Minister zdrowia próbował zainteresować lekarzy mniej popularnymi specjalizacjami, takimi jak np. medycyna ratunkowa, choroby zakaźne czy geriatria. Jednak istniejące zachęty finansowe były niewystarczające. Nie bez znaczenia były też ograniczone możliwości prowadzenia indywidualnej praktyki lekarskiej w przypadku tych specjalizacji. Jednocześnie znacznie ograniczono liczbę przyznanych miejsc specjalizacyjnych w stosunku do zgłaszanych potrzeb w specjalnościach priorytetowych, takich jak psychiatria, pediatria, medycyna rodzinna, anestezjologia i intensywna terapia. W przygotowaniu miejsc do specjalizacji minister w niewielkim stopniu korzystał z wiedzy konsultantów krajowych na temat potrzeb kadrowych.  


Dodatkowo NIK podkreśla, że zmniejszyła się finansowa motywacja do wyboru specjalizacji priorytetowych, bowiem przy wzroście ogółem wynagrodzenia w okresie objętym kontrolą o 51%, rezydenci wybierający takie specjalizacje w 2022 r. zarabiali o 337 zł, a po dwóch latach o 269 zł więcej, niż wybierający pozostałe specjalizacje. W 2019 r. różnica ta wynosiła odpowiednio 700 zł i 800 zł. 

W ocenie NIK trudna sytuacja kadrowa w medycynie jest na tyle alarmująca, że wymaga szybkich i zdecydowanych działań podejmowanych na wszystkich możliwych szczeblach: od ministerstwa, przez władze lokalne, na poszczególnych placówkach medycznych kończąc.

Tomasz Wypych


na zdjęciu: siedziba Ministerstwa Zdrowia, pl. Grzybowski 3-5. fot. Tilman2007 - praca własna, CC BY-SA 4.0

Czytaj dalej:

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka