fot. PAP/Rafał Guz
fot. PAP/Rafał Guz

Wyborcy PiS i PO odrzucili liderów? "Jedynka" na liście przestaje się liczyć [ROZMOWA]

Redakcja Redakcja Wybory Obserwuj temat Obserwuj notkę 39
- Klęska Jacka Kurskiego czy Hanny Gronkiewicz-Waltz to kolejny dowód na to, że strategia polegająca na wzięciu na listy, wszystkich tych, którzy odeszli z polityki z powodu jakichś afer lub skandali i zrobienie z nich Dream Teamu, naprawdę nie jest dobrym pomysłem. Wybory pokazały też, że pozycja lidera listy, tzw. „jedynki” przestaje mieć znaczenie – mówi Salonowi 24 prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego doszło w końcu do upragnionej mijanki Donalda Tuska – to znaczy Koalicja Obywatelska wyprzedziła Prawo i Sprawiedliwość. Wybory przyniosły też dość spektakularne porażki bardzo znanych polityków, którzy byli pewni wyboru, a nie znaleźli się w Parlamencie Europejskim. Jak choćby startujący z listy PiS były prezes TVP Jacek Kurski, czy kandydująca z KO była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Co nam mówią te wyniki?

Prof. Jarosław Flis: Personalne układanki to są w zasadzie sprawy drugorzędne, chociaż faktycznie wiele osób odczuło satysfakcję z powodu klęski Jacka Kurskiego, a chyba niewiele, może poza samym Jackiem Kurskim, poczuło smutek. W przypadku tego polityka zemścić się mogło przekonanie, że zjadło się wszystkie rozumy. A przekonanie takie było widać choćby w raporcie byłego prezesa TVP po przegranych wyborach prezydenckich.

Klęska Kurskiego, ale także Hanny Gronkiewicz-Waltz to kolejny dowód na to, że strategia Schetyny z poprzednich wyborów, polegająca na wzięciu na listy, wszystkich tych, którzy odeszli z polityki z powodu jakichś afer lub skandali i zrobienie z nich Dream Teamu, naprawdę nie jest dobrym pomysłem. Oczywiście przypadki Kurskiego i Gronkiewicz-Waltz to są trochę różne kategorie. Jednak była prezydent Warszawy wycofała się w pewnym momencie z polityki z godnością. W tym sensie, że nie deprecjonowała swojego następcy tak, jak to robił Kurski, nie obwiniała go za całe zło. Jednak fakt, że byli to politycy kontrowersyjni, którzy do Parlamentu Europejskiego się nie dostali. Natomiast znacznie ciekawsze jest jednak to, co się dzieje pomiędzy partiami, chociaż i w tym wypadku do wyniku warto podchodzić jednak z lekkim dystansem.



Jednak jest to rezultat znamienny – PiS może nie poniósł klęski, ale po raz pierwszy wyprzedziła go KO. Trzecia Droga wypadła poza podium, a znów Konfederacja na nie wskoczyła. To chyba ważny prognostyk na kolejne wybory?

Jednak jeśli spojrzymy na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego z 2014 roku i będziemy się zastanawiać, jak one wpłynęły na dalsze losy polskiej sceny polityczne, to okaże się, że znacznie ważniejsze było nie to, jaki ktoś osiągnął wynik, ale jakie wnioski wyciągnął z tamtych wyborów. Na pewno o niczym nie przesądziły one w sposób bezpośredni. Wtedy się okazało, że wszelkie próby tworzenia tam nowych bytów, czy to centrolewicowa Europa Plus, czy prawicowych, jak Solidarna Polska oraz Polska Razem, zachodzenie PiS-u z prawa, czy Platformy z lewa, czy wciskanie się pomiędzy PiS i Platformę, poniosło klęskę. W związku z czym później to miało swoje przełożenie na polityczne sojusze. Jednak sukces odniosła wtedy poprzedniczka Konfederacji, Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego. A już rok później pojawił się Paweł Kukiz i ten elektorat buntu nagle znalazł inne ujście. I środowiska dziś tworzące Konfederację musiały czekać aż 4 lata na dostanie się do parlamentu. Więc dziś wydaje mi się, że mniej istotne są konkretne wyniki, kto, jakie miejsce zajął w wyborach, bardziej liczy się to, jakie liderzy poszczególnych partii wyciągną z tego wnioski.

Na razie mamy klęskę Lewicy i Trzeciej Drogi, co oznacza, że chyba formacje te zostaną wchłonięte bądź zmarginalizowane przez KO?

Wiele osób wyciąga dziś pochopne wnioski, już widzę komentarze, które tego, czy tamtego składają do grobu, na przykład wieszcząc koniec Trzeciej Drogi. Ja przypomnę, że Platforma i PiS, też wielokrotnie były składane do grobu i nic z tego nie wyszło. Wydaje mi się, że aby stawiać jakiekolwiek prognozy, trzeba by przeanalizować różnice w specyfice kolejnych wyborów, we frekwencji, we wpływie indywidualnych kandydatów, różnych czynników jakie miały wpływ na taki, a nie inny wynik. Ja bym z pewnością nie podjął się kategorycznych prognoz, nie należy dziś ferować jakichś łatwych wyroków. Na pewno jest tak, że obóz rządzący lekko osłabł, ale to nie jest żadne załamanie, strata powiedzmy z 53 do 51 proc. poparcia. PiS utrzymał mniej więcej swój stan posiadania. Też jednak stracił wyborców, jednak wolniej niż inni. Jednak jeśli ktoś biednieje wolniej niż inni, nie znaczy, że się bogaci.



W wyborach prezydenckich zawsze pojawiał się jakiś nowy kandydat, który nie wygrywał, ale uzyskiwał poparcie na tyle duże, że pozwalało na zbudowanie jakiejś nowej formacji politycznej. Czy za rok również możemy się spodziewać czegoś takiego?

Kandydat taki zawsze próbował budować jakąś siłę polityczną, ale pomimo sukcesu indywidualnego potem był marginalizowany, jak Paweł Kukiz. Niby sukces osiągnął Szymon Hołownia, jednak w zasadzie tylko dlatego, że ten nowy pęd zaszczepił na starym pniu, to znaczy został dołączony do PSL-u i to go trochę uratowało. Bo nikt nie wie, co by się stało, gdyby Polska 2050 startowała samodzielnie. Natomiast na pewno jest tak, że są osoby, które się wahają pomiędzy Lewicą i Platformą, czy pomiędzy Konfederacją a PiS-em. Część wyborców zawiedzionych PiS-em ucieka do Konfederacji. Pytanie jednak, jak długo zagrzeją tam miejsce, bo widzieliśmy już te odpływy z Platformy do ruchu Hołowni, a wcześniej do Nowoczesnej i wiemy, że elektorat łatwo ucieka do nowej formacji, ale przy niej na dłużej raczej nie zostaje. Także jeszcze trochę się podzieje przez najbliższe kilka miesięcy, dopóki nie dowiemy się, kto ostatecznie wystartuje w wyborach prezydenckich.

Wróćmy do sprawy personaliów. Faktycznie same przepływy elektoratów między partiami są może istotniejsze, jednak sam fakt, że wyborcy PO odrzucili Gronkiewicz-Waltz, a sympatycy PiS-u Kurskiego, a tam, gdzie na przykład wszedł Mariusz Kamiński i nie miał konkurencji, to lista dostała słabszy wynik, jest znamienny. Czy oznacza to, że wyborcy dwóch największych partii wprawdzie są do nich przywiązani, ale dokonują coraz bardziej świadomych wyborów w ramach jednej listy, czy to po prostu przypadek?

Nie, przypadku tu nie ma, jednak istotnym elementem jest też kwestia tożsamości. W Wielkopolsce PiS na pierwszym miejscu postawił krakusa, na drugim warszawiaka, no i to przez mieszkańców Wielkopolski nie było dobrze przyjęte. Kiedyś faktycznie „jedynka” na liście dawała mandat, dziś niekoniecznie. W efekcie wygrała pani Magdalena Maląg, która jednak była posłanką, ministrem, z tego regionu, do tego kojarzono ją z aktywności medialnej.


A pamiętajmy, że owszem, w wyborach do Parlamentu Europejskiego frekwencja jest mniejsza. Jednak głosują osoby bardziej świadome i na co dzień interesujące się polityką. Więc pozycja lidera listy, tzw. „jedynki” przestaje mieć znaczenie, zdecydowanie bardziej liczą się sprawy z jednej strony tożsamościowe, z drugiej takie medialne, oparte na kapitale społecznym. I wydaje się, że znaczenie wsparcia centrali partyjnych będzie w dalszym ciągu maleć. Im bardziej władze poszczególnych partii nadużywają swojej pozycji, to znaczy wrzucają na pierwsze miejsce kandydatów, którzy zupełnie na to nie zasługują, tym częściej wyborcy są przekonani, że miejsce na liście to nie jest dobry wskaźnik tego, czy ktoś jest dobrym kandydatem, czy nie.

Może być tak, że to zjawisko, które opisywałem przed dekadą w swojej książce jako napięcie pomiędzy samospełniającą się przepowiednią i samoniszczącym się proroctwem może mieć jeszcze ten jeden dodatkowy element, to znaczy, że jak władze partyjne nadużywają uprawnienia do wskazywania preferowanych kandydatów i wskazują takich kandydatów, których tak naprawdę wcale wyborcy nie preferują, no to później podkopują swoją własną pozycję. I jak ktoś już raz zagłosuje na kandydata innego niż lider listy, no to już później może mu to wejść w nawyk.

Na zdjęciu: poparcie Jarosława Kaczyńskiego nie pomogło Ryszardowi Czarneckiemu, fot. PAP/Rafał Guz

Czytaj także:

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka