Donald Trump straszy Europę cłami, Emmanuel Macron puszcza „oczko” do Chin, a Polska – zdaniem Jacka Protasiewicza – nie może pozwolić sobie na zerwanie kontaktu z Białym Domem. W podcaście Salon24.pl były europoseł i były spin doctor PO mówi wprost, że w świecie „sztormu” potrzebny jest kanał łączności, nawet jeśli rozmówca bywa kapryśny. W tej układance ważną rolę ma prezydent Karol Nawrocki – bo, jak pada w rozmowie, „Trump na pewno podnosi telefon od Nawrockiego i na pewno nie podnosi telefonu od Tuska”.
Trump, cła i „leczenie dżumy cholerą”. Europa między USA a Chinami
Protasiewicz zaczyna od gospodarki i ryzyka, jakie dla Europy niosą trumpowskie groźby dotyczące polityki handlowej. Pada też mocna przestroga przed łatwą ucieczką w „alternatywę chińską”. – Jeżeli mamy problem z Trumpem (…) czyli z cłami, no to alternatywą teoretyczną alternatywą jest gospodarcza współpraca z Chinami – mówi. Po czym od razu dokłada zastrzeżenie: – Nie da się wyleczyć dżumy cholerą.
W jego ocenie flirt części europejskich elit z pomysłem „zwrotu ku Chinom” może być politycznie efektowny, ale ekonomicznie ryzykowny. Protasiewicz przywołuje skalę chińskiej przewagi handlowej jako argument, że gra z Pekinem to nie „partnerstwo jak z równym”, tylko otwarcie rynku na gracza o nieporównywalnej sile. – Bilans handlowy zakończonego 2025 roku chiński na plusie jest większy niż polskie PKB – podkreśla, dodając, że sama nadwyżka Chin robi wrażenie „giganta”.
To prowadzi go do wniosku: jeśli Europa miałaby „odwinąć się” Trumpowi, otwierając szerzej drzwi dla towarów z Chin, to cena może być wysoka – zwłaszcza dla branż, w których liczy się produkcja i miejsca pracy. W rozmowie pada przykład motoryzacji: chińskie auta są już technologicznie konkurencyjne, ale – jak słyszymy – Chińczycy „nie budują fabryk w Europie” w taki sposób, jak robili to wcześniej Japończycy czy Koreańczycy. (dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo)
Obejrzyj całą rozmowę na YouTube:
Nawrocki jako „kanał” do Waszyngtonu
Dalsza część rozmowy dotyczy tego, kto dziś realnie ma dojście do Trumpa i dlaczego Polska – nawet przy politycznych napięciach – nie powinna tego tracić. Protasiewicz mówi wprost, że w czasach kryzysu liczy się komunikacja, a nie obrażanie się. – Może w czasach niepokoju, sztormu (…) musi ktoś być z nią w kontakcie na tym jakimś kanale UKF – pada w rozmowie. I zaraz doprecyzowanie: – Byłoby nierozsądne z punktu widzenia interesu państwa polskiego, żeby rezygnować z kanału komunikacji już utworzonego na najwyższym szczeblu.
W tym miejscu pojawia się Karol Nawrocki jako prezydent, który – w ocenie rozmówców – ma dostęp do Trumpa, podczas gdy Donald Tusk takiego bezpośredniego kanału mieć nie musi. – Na pewno podnosi telefon od Nawrockiego i na pewno nie podnosi telefonu od Tuska. To wiemy – mówi Protasiewicz, budując obraz dyplomacji opartej nie na oficjalnych ścieżkach, tylko na tym, kto ma numer wpisany w telefonie.
Jego argument jest praktyczny: zejście na poziom klasycznej dyplomacji oznacza dłuższą drogę informacji i ryzyko, że sprawy Polski utkną na pośrednich szczeblach. Pada nawet sugestia, że do sekretarza stanu w USA łatwiej dociera się „przez kolejnych urzędników”, a w warunkach gwałtownych kryzysów międzynarodowych „w natłoku wielu spraw” jeszcze trudniej przebić się z tematem.
„Bogaty wujek” i Europa, która szybko mięknie
W jednym z najbardziej obrazowych porównań Protasiewicz opisuje Trumpa jako kogoś, z kim Zachód musi się liczyć, nawet jeśli to trudny partner. – To trochę jest tak, żartem powiem, jak z bogatym wujkiem, który jest w rodzinie – mówi, po czym rozwija metaforę: wujek jest kapryśny, lubi pouczać, bywa zadufany, ale gdy „trzeba pożyczkę”, to i tak idzie się do niego, bo inne opcje są mniej opłacalne.
Ta metafora ma w rozmowie konkretny sens: chodzi o to, że nawet bogate państwa Europy potrafią szybko „zmienić ton”, gdy pojawia się realna groźba gospodarcza. Protasiewicz przytacza przykład reakcji Niemiec, sugerując, że ich demonstracyjny gest protestu zakończył się błyskawicznie, gdy Trump miał odpowiedzieć uderzeniem w handel.
W tle tej opowieści pojawia się też Macron – jako lider, który próbuje trzymać własną linię, ale wciąż „na razie” niewiele z tego wynika. Protasiewicz nie kupuje też pomysłu „zwrotu ku Chinom” jako recepty na Trumpa, wskazując, że Davos jest raczej miejscem wymiany idei niż podejmowania decyzji. – To nie jest forum decyzyjne, to jest forum dyskusyjne – podsumowuje.
Red.
Prezydent USA Donald Trump, fot. EPA/LAURENT GILLIERON
Inne tematy w dziale Społeczeństwo