Aż 5 tysięcy podpisów zebrali w pierwszym dniu zwolennicy referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego. Liczba robi wrażenie, bo wydawało się, że próg 1300 na dobę będzie trudny do osiągnięcia - a taka liczba średnio musi zostać osiągnięta, by uzbierano co najmniej ponad 50 tys. nazwisk w ciągu 60 dni.
Aleksander Miszalski może liczyć się z referendum, jeśli tempo zbierania podpisów poparcia z pierwszej doby się utrzyma. Jak informuje krk24.pl, organizatorzy mają już 5 tys. podpisów, podczas gdy średnio powinni zachęcić ok. 1300 osób, aby zdążyć z ustawowym terminem. Aby referendum w ogóle mogło zostać zorganizowane, inicjatorzy muszą zebrać podpisy co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców Krakowa. Według danych na koniec 2025 roku oznacza to 58 355 ważnych podpisów. Dla pewności powinni postarać się o 80 tys. podpisów, bo PKW może część parafek odrzucić.
Koalicja przeciwników prezydenta Krakowa rośnie
Inicjatywa referendalna, której pełnomocnikiem jest Jan Hoffman, zyskuje coraz szersze poparcie polityczne. Do kampanii oficjalnie włączył się Ruch Narodowy w Małopolsce.
- To, co dzieje się w Krakowie jest nie do zaakceptowania. Wzywamy wszystkich uczciwych mieszkańców Krakowa, aby włączyli się w zbiórkę i razem z nami odsunęli od władzy człowieka, który uwłacza godności urzędu prezydenta miasta - oświadczył Wojciech Jaskółka, prezes małopolskich struktur ugrupowania. Koordynatorem działań Ruchu Narodowego został Piotr Bartosz, znany wcześniej z organizowania protestów przeciwko Strefie Czystego Transportu w Krakowie.
Łukasz Gibała i PiS popierają referendum
Poparcie dla referendum zadeklarował także Łukasz Gibała, lider ugrupowania Kraków dla Mieszkańców i jeden z głównych politycznych rywali Aleksandra Miszalskiego. "Najwyższa pora odzyskać Kraków. Od układów partyjnych. Dla Mieszkańców” - napisał Gibała w mediach społecznościowych, apelując do swoich sympatyków o zaangażowanie w zbiórkę podpisów. Być może wyśle też swoich ludzi w teren.
Poparcie dla inicjatywy zapowiedziało również Prawo i Sprawiedliwość. Co istotne, decyzja ma charakter ogólnopartyjny, a nie wyłącznie lokalny, co jeszcze pod koniec stycznia nie było pewne. Partia planuje oficjalnie ogłosić swoje stanowisko podczas środowej konferencji prasowej przed krakowskim magistratem. Zaangażowanie PiS i środowisk wchodzących w skład Konfederacji może przełożyć się na szybsze tempo zbiórki podpisów.
Miszalski odpiera zarzuty, broniąc SCT
Miszalski uważa, że kampania referendalna jest prowadzona z zewnątrz, za ogromne pieniądze. - Skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy złotych, a może miliony złotych na kampanię hejtu, nienawiści, którą obserwujemy przez ostatnie miesiące w Krakowie. Kto to finansuje? - pytał prezydent miasta we wtorek podczas konferencji prasowej. Poza tym, bronił wprowadzenia Stefy Czystego Transportu, twierdząc, że termin narzuciła ustawa o elektromobilności uchwalona w 2018 roku i doradzał mieszkańcom okolicznych gmin, by zainwestowali w nowsze samochody benzynowe, które "nie są już tak drogie". Na zarzuty o podwyżce cen za bilety MPK, odparł, że miasto musi podnosić koszty w związku z długiem. Sięga on ponad 7 mld złotych.
Krakowski radny Jan Hoffman - inicjator pomysłu odwołania Miszalskiego, reprezentujący grupę 21 obywateli inicjujących referendum, przedstawił katalog zarzutów wobec prezydenta. Wskazuje on m.in. na brak powagi adekwatnej do sprawowanego urzędu, przywołując taniec na dachu magistratu wrzucony do mediów społecznościowych, niespełnione obietnice wyborcze oraz – jak twierdzi – zatrudnianie niekompetentnych osób po znajomości.
Referendum ma w założeniach objąć nie tylko prezydenta, ale również wszystkich radnych miejskich. Inicjatorzy argumentują, że obecna Rada Miasta Krakowa działa nieskutecznie i nie reprezentuje interesów mieszkańców.
Fot. Aleksander Miszalski/PAP
Red.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo