Z artykułu dowiesz się:
- 90 proc. składników antybiotyków pochodzi obecnie z Chin
- UE chce finansować produkcję leków krytycznych w Europie
- Eksperci ostrzegają przed możliwym paraliżem systemów ochrony zdrowia
- Polska może wrócić do produkcji substancji czynnych do leków, jeśli pojawią się zachęty finansowe
Salon24: W czasie pandemii w Europie dramatycznie brakowało nawet podstawowych leków, bo ktoś doszedł do wniosku, że można je produkować tysiące kilometrów od potrzebujących ich pacjentów. Lata mijają i wygląda na to, że nic w tej materii się nie zmienia.
Krzysztof Kopeć: Sytuacja nie jest idealna, ale powoli zmierza w dobrym kierunku. Osiągnięte kilka dni temu porozumienie między Parlamentem Europejskim i Radą umożliwiające dofinansowanie „strategicznych projektów" rozpoczynających, modernizujących lub zwiększających w Europie produkcję leków krytycznych to krok w kierunku wzmocnienia bezpieczeństwa zdrowotnego UE i Polski.
Salon24: Ale skala uzależnienia Europy od dostaw z Azji jest dramatyczna. 90 proc. składników antybiotyków produkuje tylko jeden kraj.
Krzysztof Kopeć: To prawda. Składniki, bez których infekcje bakteryjne stają się śmiertelne, a procedury szpitalne niemożliwe do przeprowadzenia, produkowanych są tylko przez jedno państwo: Chiny. I choć Indie dominują w końcowym etapie wytwarzania gotowych leków, ich działalność pozostaje całkowicie zależna od chińskich surowców. Więc to, co na pierwszy rzut oka wydaje się zdywersyfikowanym rynkiem globalnym, okazuje się wąskim gardłem o potencjalnie katastrofalnych skutkach.
Zamknięcie fabryki z powodu awarii lub wykrycia zanieczyszczeń, nagłe ograniczenie eksportu lub zmiana podejścia chińskiego rządu w przypadku konfliktu mogłyby w ciągu zaledwie kilku tygodni sparaliżować systemy opieki zdrowotnej na całym świecie. Zawarte porozumienie zakłada priorytetowe traktowanie inwestycji w zdolności produkcyjne UE w zakresie leków krytycznych i ich składników w celu zwiększenia autonomii Europy. Aby osiągnąć cele Aktu o Lekach Krytycznych, konieczne jest dedykowane finansowanie, uproszczone procedury i gwarancje rentownego zbytu.
Salon24: Bez tego się nie da?
Krzysztof Kopeć: Nie. Europejskie firmy zamknęły fabryki składników leków w UE na podstawie rachunku ekonomicznego, bo koszty wytwarzania w Azji są dziś znacząco niższe. Aby zainwestowały w ich uruchomienie w Europie, potrzebne są naprawdę efektywne zachęty. Inwestując muszą też być pewne, że ich produkcja znajdzie zbyt. Ważnym punktem porozumienia jest podejście „kupuj europejskie", bo produkcja europejska choć jest droższa, długofalowo gwarantuje stabilność dostaw i uniknięcie kosztów niedoborów, które byłby tak ogromne, że trudno to nawet oszacować. Dotyczy to antybiotyków, insulin i szczepionek oraz leków na choroby przewlekłe i rzadkie. Porozumienie zakłada wprowadzenie zachęt do wytwarzania leków krytycznych w UE poprzez nagradzanie dostawców proporcjonalnie do udziału ich leków i aktywnych substancji farmaceutycznych w europejskiej produkcji.
Umowa wskazuje, że wymogi stosowane w ramach zamówień publicznych leków muszą wspierać dywersyfikację źródeł dostaw leków krytycznych i ich aktywnych substancji farmaceutycznych.
Salon24: Czy to oznacza, że również w Polsce ruszy produkcja API, substancji czynnych, najważniejszego składnika każdego leku.
Krzysztof Kopeć: Biznes jest racjonalny. Jeśli będzie mógł skorzystać ze wsparcia na uruchomienie produkcji API i otrzyma gwarancję zbytu, zacznie je wytwarzać. Ważne jest, aby w budżecie unijnym na kolejne lata zostały zaplanowane środki na wsparcie produkcji leków krytycznych i ich składników. To pozwoli Europie i Polsce budować autonomię lekową. Dziś większość środków rozwojowych UE jest dedykowanych wsparciu badań i rozwoju nad nowymi terapiami. Tymczasem produkcja leków krytycznych i ich składników w podziale tych pieniędzy jest marginalizowana. Jeśli jednak nie chcemy, aby wyprodukowanie w Polsce każdej tabletki antybiotyku zależało od dostaw składników z Chin, musimy zacząć działać. Jest zgoda polityczna w UE. Czas na wyasygnowanie środków i wdrożenie planowanych zachęt.
Fot. Leki/East News
Rozmawiał Tomasz Wypych




Komentarze
Pokaż komentarze (14)