Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz powiedziała w środę w TOK FM, że pięć pytań Kacpra Płażyńskiego to hucpa i prowokacja polityczna.
Dulkiewicz odniosła się do pięć pytań, które postawił jej w poniedziałek przewodniczący klubu radnych PiS w Radzie Miasta Gdańska Kacper Płażyński. I powiedziała:
To nie są pytania dotyczące konkretnych, merytorycznych, ważnych dla gdańszczanek i gdańszczan tematów, są prowokacją i hucpą polityczną.
Dodała: „Ja współpracować mogę z każdym. Rozumiem też, co to jest PR, co oznacza konferencja prasowa. Myślę, że radny Kacper Płażyński dosyć dobrze odrobił lekcję w czasie kampanii samorządowej, właśnie jeśli chodzi o PR - i tak to odbieram”.
Pięć pytań Kacpra Płażyńskiego
B. kandydat na prezydenta Gdańska Kacper Płażyński (PiS) przedstawił pięć pytań do nowej prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz. Chodzi o zasiadanie urzędników w radach nadzorczych, sposób prowadzenia relacji z deweloperami i „upolitycznianie samorządu”.
Polecamy: Dulkiewicz wygrała wybory na prezydenta Gdańska w I turze
Płażyński tuż po ogłoszeniu wyniku wyborów w Gdańsku zwrócił się z pięcioma pytaniami do nowo wybranej prezydent. – Jeżeli pani Dulkiewicz odpowie twierdząco na te pytania, w naszych oczach będzie to świadczyło o tym, że naprawdę jest gotowa poprawić jakość samorządności w Gdańsku – powiedział.
Radny PiS chce wiedzieć, „czy nowe władze Gdańska zerwą z patologią polegającą na tym, że członkowie rodzin wysoko postawionych urzędników czerpią korzyści z piastowania stanowisk w przedsiębiorstwach podległych miastu Gdańsk bądź z prowadzenia interesów z miastem i zależnymi od niego spółkami”.
Pyta również, czy nowe władze Gdańska „zerwą z zasadą pozwalającą na to, by we władzach spółek z dominującym udziałem miasta Gdańska zasiadały osoby, na których ciążą zarzuty karne popełnienia poważnych przestępstw”, a także o to, czy „prezydent Gdańska zrezygnuje z zasiadania w radach nadzorczych podległych miastu i czy zabroni urzędnikom w randze zastępcy prezydenta zasiadania w tych radach”.
Zobacz: Magdalena Adamowicz z córkami gratulują Aleksandrze Dulkiewicz
– To jest postulat, który często pojawiał się w trakcie kampanii wyborczej, w której ja uczestniczyłem – wskazał Płażyński. Jak przypomniał, zarówno on sam, jak i PO twierdziła wówczas, że zastępcy prezydenta i prezydent nie powinni zasiadać w radach nadzorczych. – To jest pytanie, czy pani Dulkiewicz będzie szła drogą pana prezydenta Adamowicza, który, jak wiemy, zasiadał w dwóch takich radach nadzorczych w zasadzie cały czas. Obecnie pani prezydent zasiada w jednej radzie nadzorczej, tj. operatorze stadionu na Letnicy i otrzymuje z tego naprawdę sowite pieniądze – dodał.
Kolejne pytania dotyczą zerwania z „nietransparentnym, całkowicie przestarzałym sposobem prowadzenia relacji z biznesem, w szczególności z deweloperami” oraz tego, czy zatrzymany zostanie proces „upolityczniania gdańskiego samorządu, objawiający się m.in. finansowaniem ze środków publicznych przedsięwzięć o wyraźnie politycznym, dzielącym społeczeństwo charakterze”.
Czytaj: Reanimacja Pawła Adamowicza na scenie była błędem? Sprawę zbadają biegli
W tym kontekście Płażyński wymienił działalność Europejskiego Centrum Solidarności. Jego zdaniem od „pewnego czasu” dochodzi tam do „wieców wyborczych”. – My chcemy, żeby taka instytucja jak ECS naprawdę spełniała swoją kulturową, muzealną rolę. Nie powinny tam się odbywać wiece wyborcze którejkolwiek z partii – powiedział radny.
Dulkiewicz: Jestem gotowa do dalszych rozmów o ECS
Zdaniem Dulkiewicz, przypadające w tym roku cztery rocznice - 30. Okrągłego Stołu i częściowo wolnych wyborów, 15. wejścia do UE i 20. do NATO oraz 80. rocznica wybuchu II wojny światowej wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego i Sejmu - to „moment, w którym musimy sobie odpowiedzieć jak obywatele, Polacy, wspólnota, co nas dzisiaj łączy i w jakim kierunku chcemy iść”.
– Kalendarz nam sprzyja, emocje też, ale dobre emocje. Bo myślę, że Polacy nie chcą być więcej podzieleni – to widać we wszystkich badaniach. Polacy chcą, żebyśmy szukali tego, co łączy. Prawo do noszenia biało-czerwonej flagi ma tak Jarosław Kaczyński, jak i ja. I Polacy też tego chcą – powiedziała w TOK FM.
Na pytanie, czy wyobraża sobie wspólne świętowanie 4 czerwca, odpowiedziała: „Oczywiście, że tak. Natomiast to, co dla mnie jest szalenie istotne, to żebyśmy umieli się spotkać przy pewnej wspólnocie poglądów”. – Albo uważamy, że 4 czerwca to było przełomowe, kluczowe, fundamentalne wydarzenie dla Polski, albo nie. To jest z zasadniczych elementów, żeby wspólnie święto wolności i solidarności świętować. Albo zgadzamy się, że konstytucja Rzeczpospolitej obowiązuje, że rządy prawa są istotne, niezależność i niezawisłość sądów itd. To są elementarne rzeczy, które przez ostatnie trzy lata w Polsce są nagminnie przez rządzących podważane – zauważyła.
Przyznała, że nie „może być spokojna o przyszłość ECS, kiedy jeden z trzech głównych organizatorów czyli minister kultury i dziedzictwa narodowego postępuje tak, jak postępuje”.
– Natomiast wierzę, że przyjdzie opamiętanie. Przedwczoraj wysłaliśmy odpowiedź razem z marszałkiem pomorskim Mieczysławem Strukiem do pana premiera Glińskiego. Jesteśmy gotowi do dalszych rozmów. Zaprosiłam także pana premiera na 4 czerwca do Gdańska. Będziemy rozmawiać. Tylko tak, jak w przypadku 4 czerwca, także w przypadku ECS musi być wspólna płaszczyzna do porozumienia – mówiła.
Dulkiewicz komentowała też spór wokół pomnika ks. prałata Henryka Jankowskiego. – Mówiłam już o tym wielokrotnie. I też rozmawialiśmy jeszcze przed śmiercią pana prezydenta; pan prezydent i ja z członkami komitetu społecznego budowy pomnika, każdy z nas, czuł przez skórę, że mogą dziać się złe rzeczy wokół pomnika, rzeczy, które będą prowokowały złe emocje, będzie eskalacja konfliktu i niestety te słowa były prorocze. Uważam, że dobrym rozwiązaniem jest, by w cywilizowany, normalny, kulturalny sposób przenieść pomnik w inne miejsce, miejsce prywatne, miejsce, które nie będzie przestrzenią publiczną – oświadczyła.
KW





Komentarze
Pokaż komentarze (104)