Nowe fakty o wypadku Kamila Durczoka. "To pastwienie się nad nim"

Kamil Durczok spowodował groźny wypadek.
Kamil Durczok spowodował groźny wypadek.

Kamil Durczok był w takim stanie po spowodowaniu kolizji w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, że jeszcze w sobotę nie opuścił komendy policji. Jak informuje "Fakt", dziennikarz nie mógł złożyć zeznań.

Przypomnijmy, że w piątek ok. godz. 12.50, na remontowanym odcinku drogi krajowej nr 1 doszło do groźnego wypadku. BMW Kamila Durczoka uderzyło w przydrożny pachołek, który trafił samochód, jadący z naprzeciwka. Gdy policja przybyła na miejsce kolizji okazało się, że dziennikarz ma aż 2,6 promila we krwi. Musiał wracać z suto zakrapianej imprezy.

Jeszcze w sobotę Kamil Durczok przebywał w komendzie policji, gdzie miał zostać przesłuchany ws. wypadku. Według "Faktu", prezenter telewizyjny całkowicie nie wytrzeźwiał, a kolizję spowodował w piątek. - Na komendzie pojawiła się kobieta, prawniczka, która prawdopodobnie ma reprezentować dziennikarza. Weszła głównym wejściem. Potem jeden z policjantów przestawił jej auto na teren komendy. Kobieta wyjechał z niej tylną bramą, ale sama. Kamil D. nie wyszedł ani nie wyjechał razem z nią. To oznacza, że wciąż pozostaje do dyspozycji policjantów. Najprawdopodobniej właśnie dlatego, że wciąż nie jest w stanie złożyć zeznań - czytamy w fakt24.pl.

Kamil Durczok wielokrotnie krytykował polityków, jak również funkcjonariuszy SOP za brawurową jazdę i rozbijanie rządowych limuzyn. Internauci przypominają o nagranym filmie w czasie podróży samochodem, w którym dziennikarz mówi, że jest abstynentem.

- Gdybym nie był abstynentem, to bym sobie huknął setkę whisky. I popiłbym irlandzkim guinnessem. Że aż zacytuję dowcipnie żarcik, którym pan premier Morawiecki zechciał się podzielić z nami wszystkimi podczas partyjnego zlotu PiS - krytykował Mateusza Morawieckiego za pytanie do posłów, czy pomagają żonom w przygotowaniach świątecznych.

- No tak, faktycznie, jak się wypije odpowiednią ilość alkoholu, to polski jest podobny to irlandzkiego, angielskiego, czy jakiegokolwiek innego języka. Bo zdaje się, że język pijactwa jest językiem uniwersalnym. Mówię to jako człowiek, który swoje w życiu już wypił - przyznał Durczok na nagraniu. Świadkowie wypadku na A1 twierdzą, że osoba, kierująca BMW, "ledwo trzymała się na nogach".

- Jadąc widziałam już jak po prostu balansuje tym samochodem. Widziałam, że nie panuje nad nim. Gdybym nie odjechała w prawo, to pewnie skończyłoby się to tak, że by wjechał na mnie, a prędkość jego była ogromna - relacjonowała dla "Wiadomości" TVP kobieta, która widziała podróż Durczoka.

Za samo prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości grozi areszt lub grzywna nie niższa niż 50 złotych oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych - od 6 miesięcy do 12 lat. W przypadku spowodowania groźnego wypadku na drodze, pijany kierowca musi się liczyć z możliwą karą więzienia od 9 miesięcy do 12 lat.

Mimo stworzenia ogromnego zagrożenia w bezpieczeństwie drogowym i to w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, część publicystów i polityków broni Kamila Durczoka przed rzekomym "linczem" ze strony prawicowych mediów. Okolicznością łagodzącą przestępstwo dziennikarza ma być jego dorobek. 


Kamil Durczok miał ok. 2,6 promila alkoholu we krwi w czasie wypadku.
Dla Kamila Durczoka to prawdopodobnie koniec kariery w mediach.


- Dziennikarskim moralistom, którzy ogłaszają z satysfakcją upadek Kamila Durczoka, uprzejmie i na marginesie chciałbym przypomnieć, że Durczok miał z czego upaść. Oni nie mają - stwierdził Bartosz Wieliński, publicysta działu zagranicznego "Gazety Wyborczej".

- Mój przyjaciel ciężko zgrzeszył. Ale to, co robią teraz niektóre media, to nie jest dziennikarstwo. To pastwienie się - podkreślił Marek Czyż, który przez wiele lat pracował w TVP. Obecnie jest związany z "Superstacją".


- Kamil Durczok całe życie ma jakieś afery. Ale potem się jakoś podnosi. I tak też będzie tym razem. Bardzo mi go żal, choć to trudny gość. Może jego problemy to nie całkiem jego wina? Pamiętajmy, ile dobrego zrobił i nie przekreślajmy go - apelował etyk Jan Hartman.

Szef Małopolskiego Związku Piłki Nożnej w ogóle nie dostrzega problemu, gdy pijany kierowca wsiada do samochodu. - Niech rzuci kamieniem ten, co na fleku nie wsiadł do auta! - taki oto wpis zamieścił Ryszard Niemiec.


- Jak już Durczok wytrzeźwieje powinien się udać do Częstochowy w podzięce za to, że zabił tylko swoją karierę a nie człowieka. Życzę surowej kary. Zero litości dla pijanych na drogach - napisała Kataryna.


GW


Lubię to! Skomentuj127 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura