I. "MOJE" EDK 2026
Jako że ma to pewne znacznie, zacznę od informacji, że w tym roku uczestniczyłem w EDK po raz trzeci. Poprzednie dwie, bardzo lapidarnie to ujmując, edycje, odbyłem w dwóch poprzednich latach, ukończyłem i bardzo sobie chwaliłem.
Trasa
W tym roku zdecydowałem się na trasę "czarną", pod patronatem świętego Jana Nepomucena, z kościoła pod wezwaniem Świętych apostołów Piotra i Pawła w Długopolu Górnym na szczyt Śnieżnika (1423 m.n.p.m.) i z powrotem. Pętla (czyli można podjechać samochodem i odjechać po zakończeniu), ogółem około 38 km, 20 km pod górę, 18 w dół, przyzwoita suma podejść, no i wejście na szczyt Śnieżnika nocą - same plusy.
Zacznę od szczerego podziękowania dla lokalnych organizatorów - za zaprojektowanie, przygotowanie i sprawdzenie trasy, za jej opis, i za Mszę Świętą przed. W mojej opinii całość została naprawdę dobrze zaplanowana. Świetny wybór dróg i szlaków, podejścia pod Śnieżnik, drogi powrotnej. Tutaj jest wiele elementów zatem skrótowo i pobieżnie: drogi od Długopola do Nowej Wsi i od Międzygórza do Długopola, były wygodne ale i zarazem bardzo ciche i o minimalnym, a często zerowym natężeniu ruchu, to sprzyja skupieniu i kontemplacji, wybrany szlak podejścia do Śnieżnika - super.
Miejsca na stacje Drogi Krzyżowej też zostały wybrane bardzo dobrze. Przez chwilę mieszane uczucia miałem co do stacji V (skała Nowinka), pewnie dlatego, że szukałem jej dobrych parę minut, niemniej po zastanowieniu uznaję, że to był bardzo dobry wybór. Bardzo poruszył mnie też pusty cokół po przydrożnym krzyżu jako stacja XII. Zakładam, że akurat ten wybór mógł być przypadkowy bądź obligatoryjny ale to nie odbiera, uderzającej swoją siłą, wymowie symbolicznej. Jedynie wybór schroniska na stację VIII był moim zdaniem taki sobie, można było tę stację umiejscowić w spokojniejszym miejscu, już na czerwonym szlaku poniżej ale to tylko subiektywna opinia.
Świetny opis trasy. Bez dłużyzn, skondensowany ale zawierający wszystko co naprawdę ważne.

Wrażenia z trasy...
1. Czerwone niebo.
Absolutne zaskoczenie kiedy, dosłownie kilkaset metrów po rozpoczęciu EDK polna droga wychodziła tak, że po prawej stronie pojawiła się panorama masywu Gór Bystrzyckich, nad którymi niebo było dosłownie czerwone... Widok przepiękny ale i groźny w swojej majestatyczności, wręcz przypomnienie, że choć Pan jest miłosierny, to jest też Rex Tremendae Majestatis...
2. Ogólna impresja pierwszej części.
Spokojny rytm początkowych, wciąż jasnych i w miarę ciepłych godzin drogi. Mijane przydrożne kapliczki i krzyże, dobrze że są i dobrze, że są zadbane. W pamięć zapadł też stary pomnik świętego Jana Nepomucena (patrona trasy) i wielki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Nowej Wsi. IV Stacja.
3. Podejście pod Śnieżnik.
Stonowany, łatwy odcinek do Wysoczki.
Mocno zaśnieżony ale i bardzo przyjemny, chwilami przytulny wręcz ściśle otaczającymi ścieżkę ośnieżonymi świerkami, i jednak dość "miękki" i też w miarę łatwy, odcinek od Wysoczki do końca linii drzew pod Śnieżnikiem.
Szybkie oziębienie temperatury i wymagający większego wysiłku fizycznego, odsłonięty fragment podejścia pod sam szczyt.
4. Śnieżnik.
Nagłe, bardzo silne uderzenie lodowatego wichru na szczycie. Tak przenikliwego i zimnego, że chwilami odbierającego oddech. Ostatnie 200-300 kroków wymagało większego wysiłku niż cały poprzedni odcinek. Ta wręcz instynktowna radość, kiedy w końcu znalazłem się przy wieży, bezpiecznie osłonięty przed wiatrem...
Napiszę coś jeszcze choć wiem, że zabrzmi wyjątkowo butnie. Właściwie chyba nie da się mieć lepszego miejsca i lepszych warunków pogodowych na VII Stację EDK.
5. Zejście ze Śnieżnika do schroniska i czerwony szlak.
Wiatr się momentalnie uspokoił, droga prowadziła cały czas w dół, jakże przyjemnie się szło, właśnie dzięki tej banalnej łatwości odcinka.
Zejście czerwonym szlakiem od schroniska do Międzygórza - chwilami trzeba było uważać na oblodzone, śliskie kamienie, szczególnie w korytach strumieni co trochę spowalniało ale ogółem też bardzo przyjemny i prosty fragment.
6. Stacja IX.
Lekkie zniesmaczenie samym sobą. Odmówiłem modlitwy tej stacji, po czym usiadłem na chwilę, żeby wypić resztkę już zimnej kawy. No i ten, tak wyszło. Sięgnąłem po papierosa, powtarzając sobie, że przecież to nie to samo co normalna Droga Krzyżowa bo dużo dłuższa a i tak długo wytrzymałem... Tak, wiem, żałosne.
7. Droga od Międzygórza do Domaszkowa.
Szedłem sam, korzystając ze światła naturalnego (latarki używałem tylko przy Nowince a następnie od Wysoczki do stacji X). Podejście we względnej ciemności i ciszy do stacji XII było bardzo wartościowym duchowo przeżyciem.
8. Stacja XII.
"Przez krzyż Twój, mękę Twoją i śmierć, od złości mojej wybaw mnie, Panie!"
9. Stacja XIII
Dopiero niedawno jakiś ksiądz w kazaniu uświadomił mi pewien aspekt Piety, którego sam nigdy nie dostrzegłem. Matka, która trzymała w ramionach swoje malutkie, nowo narodzone dziecko, teraz trzyma w nich martwe ciało swojego dorosłego syna...
9. Stacja XIV...
Dla mnie była pięknym zamknięciem Drogi. Stara polna kapliczka Najświętszej Marii Panny pod jeszcze starszą lipą, przy polnej drodze. Dwa różne pasma górskie, jedno za mną - Masyw Śnieżnika, drugie przede mną - Góry Bystrzyckie. Cisza, spokój, ciepło, i rosnący księżyc oświetlający całość łagodnym blaskiem. Do modlitw właściwych dla XIV stacji i osobistego rozważenia dołączyłem podziękowanie, że mogłem przeżyć taką właśnie, tak wartościową, Via Crucis.
Podsumowanie
Właściwie, w całym tegorocznym EDK, jedna i tylko jedna krótka chwila była swego rodzaju dysonansem, drobnym ale zgrzytem w pięknej i harmonijnej całości.
Po Mszy były "ogłoszenia" dla wszystkich uczestniczących w EDK. Jako że rok wcześniej nie chciało mi się czekać na "pogadankę", to tym razem postanowiłem być porządniejszy i posłuchać. W sumie informacje dotyczące samej trasy były jak najbardziej przydatne, natomiast puszczone następnie z głośników "Wprowadzenie" z tegorocznych rozważań przygotowanych przez organizatorów EDK...
Cóż, ujmę to tak delikatnie jak potrafię - słuchając tych "rozważań", z największym trudem powstrzymałem się od roześmiania się. Właściwie zabrakło mi w tekście tylko zdania „Jesteś zwycięzcą". Wtedy byłoby już naprawdę kanonicznie.
Niemniej to był tylko drobny zgrzyt właśnie. Uznałem, że nie chce mi się słuchać ani czytać czegoś podanego tak dętym i napuszonym językiem i po prostu korzystałem z cyfrowej wersji Modlitewnika Katolickiego zawierającego i wszystkie modlitwy właściwe dla Drogi Krzyżowej i rozważania dla poszczególnych stacji, dodatkowo korzystałem z przemyśleń własnych. Oficjalne "Rozważania" zignorowałem.
Tę część zakończę krótko - to była moja trzecia EDK i abstrahując od "Rozważań", których przecież nikt nie każe uczestnikom czytań ani słuchać, co więcej, z których ja osobiście nie korzystałem - nie mam żadnych uwag negatywnych a same pozytywne co takiej formy nabożeństwa Drogi Krzyżowej jaką jest EDK. Jest to w mojej opinii, bardzo wartościowa idea i to godnie i sprawnie zrealizowana.
I na tym najchętniej bym skończył.
Niestety, nie mogę.
Kilka dni po EDK przeczytałem je w całości. Chciałem być fair wobec autora i podziękować mu w ten sposób za wysiłek.
Cóż, na pewno autorowi udało się mnie zaskoczyć treścią "Rozważań", to mu oddaję ...
Poziom pierwszy: zgodność z doktryną
Dla katolika fundamentalny, najważniejszy i zarazem jedyny naprawdę liczący się poziom oceny rozważań do Drogi Krzyżowej to ich zgodność z doktryną katolicką. Albo są zgodne - i wtedy mogą być używane podczas Via Crucis - albo nie są, i wtedy nie mogą. Kropka. Nie ma tu miejsca na „ale ogólnie klimat jest dobry" ani „intencje były szczytne". Nawet gdyby przeczytanie tych rozważań leczyło wszystkie choroby jednocześnie, niezgodność z doktryną dyskwalifikuje je całkowicie i ostatecznie.
Moim zdaniem „Rozważania EDK 2026" tej zgodności nie spełniają.
Kilka konkretnych przykładów.
Bóg przestał być Sędzią. Stacja I zawiera zdanie: „Bóg nie osądza człowieka, ale stara się zrozumieć. Szanuje to, że człowiek myśli inaczej." To brzmi pobożnie i właśnie dlatego jest niebezpieczne. Pomija bowiem całkowicie to, co jest dogmatem wiary i częścią Credo: „przyjdzie sądzić żywych i umarłych." Bóg miłosierny i Bóg sprawiedliwy to nie są dwie sprzeczne opcje do wyboru, to jest jeden Bóg.
Ta sama stacja zawiera zdanie: „Jeśli uważasz, że wiesz, co ma na myśli Bóg, jesteś głupcem." Słuszna skromność epistemiczna -tyle, że autor przez kolejne czternaście stacji mówi nam dokładnie, czego Bóg chce, jak mówi, co szepcze i jakie ma plany.
Samozbawienie i pelagianizm. Stacja II: „Albo podejmujesz wyzwanie, albo zostajesz miernotą. Miernota to człowiek, który zmarnował swoje życie." Stacja IV: „Twoje życie zależy od ciebie i tylko od ciebie." To nie jest chrześcijańska antropologia. To jest pelagianizm, herezja odrzucona przez Kościół już w V wieku, zakładająca że człowiek zbawia się własnym wysiłkiem i własną decyzją. Łaska w tych rozważaniach praktycznie nie istnieje. Odkupienie też nie.
Redukcja naszego Pana, żywego Boga, Jezusa Chrystusa do przykładu samorozwoju. Stacja II: „Jezus wyrusza w drogę. Wie, że nie chodzi o to, aby cierpiał, ale aby się zmienił. Ze śmiertelnego człowieka w zmartwychwstałego." Jezus Chrystus szedł na Golgotę jako akt odkupienia ludzkości - nie po to, żeby „się zmienić" i dać nam przykład osobistej przemiany. Zmartwychwstanie nie jest Jego sukcesem rozwojowym. To wydarzenie soteriologiczne, centrum całej wiary chrześcijańskiej.
Sprowadzenie tego do analogii z ludzkim „wychodzeniem ze strefy komfortu" to ... brakuje mi słów.
Poziom drugi: styl, język i kicz
„Rozważania" są napisane językiem internetowego coacha sukcesu, nie duchownego, autora rozważań pasyjnych. „Przestań się oszczędzać. Zacznij się stwarzać." „Czas na totalny restart." „Życie samo się nie zrobi." „EDK to styl życia."
Serio, autentycznie zabrakło mi tekstu „Jesteś zwycięzcą". Byłaby cała pełnia coucha.
Grafomańskie szczyty pojawiają się regularnie. Mój osobisty faworyt, ze Stacji XIV:
„Dzień 1: Myślałem, że umrę. Dzień 2: Umarłem. Dzień 3: Nie wiem, kim jestem, ale czuję, że żyję."
To jest poziom pamiętnika nastoletniej Andżeli po pierwszym zawodzie miłosnym, nie rozważań pasyjnych a podobnych perełek jest w tekście kilkanaście.
Poziom trzeci: antropocentryzm i zaginiony Chrystus
Droga Krzyżowa jest nabożeństwem chrystocentrycznym, rozważaniem Męki Chrystusa. W tych rozważaniach Jezus pojawia się głównie jako pretekst do autorefleksji uczestnika. Każda stacja niemal natychmiast obraca się ku „ja": co ty czujesz, kim ty się staniesz, jakie ty masz marzenia i ograniczenia.
Nie jest to subtelne. To jest konsekwentne i metodyczne przez wszystkie czternaście stacji. Najuczciwszym podsumowaniem jest stwierdzenie, że są to rozważania o człowieku, który idzie drogą, na której kiedyś, coś ważnego, przydarzyło się jakiemuś Jezusowi a nie rozważania o Jezusie, przy których człowiek ma coś odkryć.
Poziom czwarty: elitaryzm i wyzwiska
„Rozważania" konsekwentnie dzielą ludzi na dwie kategorie. Uczestnicy EDK to ludzie głęboko i odważnie poszukujący Boga, zdecydowani na zmianę, niepokorni wobec przeciętności. Wszyscy inni to: „prostacy", „głupcy" i „miernoty".
„Albo podejmujesz wyzwanie, albo zostajesz miernotą." „Czego ludzie mogą się po tobie spodziewać? Piłata? Prostaka?"
To jest język sekty, nie nabożeństwa. Podział na wybranych i resztę, połączony z silnym emocjonalnym przeżyciem grupowym, to klasyczny mechanizm budowania tożsamości wykluczającej. Uczestnicy EDK są wartościowi. Ci, którzy nie idą, nie są.
Warto też zauważyć, że ocena Piłata jako „prostaka szufladkującego ludzi" jest po prostu niezgodna ze źródłami. Ewangeliści, którzy nie mieli żadnego powodu, żeby przedstawiać rzymskiego namiestnika pozytywnie, opisują człowieka, który trzykrotnie ogłosił niewinność Jezusa, publicznie umył ręce, kazał Go ubiczować licząc na litość tłumu i do końca szukał wyjścia. To postać tragiczna, nie jednoznacznie zła. Autor, który właśnie przestrzegł nas przed pochopnym osądzaniem, ocenia Piłata powierzchownie i pochopnie. Ta sprzeczność jest symptomatyczna.
Poziom piąty: kontradykcje
Wspomniałem już o największej: „tylko głupcy myślą, że wiedzą co Bóg myśli" plus czternaście stacji wyjaśniających dokładnie, co Bóg myśli, chce i szepcze.
Ale jest ich więcej. „EDK nie mierzy się kilometrami" - pada kilkanaście razy, zawsze tuż obok akapitów opisujących, jak bardzo EDK jest ekstremalnym wyczynem fizycznym i duchowym przekraczaniem siebie. „Bóg nie pisze scenariuszy, nie ustawia cię jak pionka" - i zaraz: „Bóg ma plan na twoje życie." „Nie sądź" - i zaraz: surowa ocena Piłata, prostactwa, mierności i tchórzostwa zwykłych ludzi.
Tekst jest wewnętrznie niespójny. Przy uważnej lekturze rozlatuje się na fragmenty, które wzajemnie sobie przeczą.
Na koniec: okoliczności lektury
Jest jeszcze jedna kwestia, o której trudno nie powiedzieć wprost.
„Rozważania" są czytane przez uczestników EDK w bardzo specyficznych warunkach: po wielu kilometrach marszu, nocą, w zmęczeniu, senności, w skupieniu i emocjonalnym otwarciu. To są klinicznie warunki znacznie podwyższonej podatności na sugestię.
Nie twierdzę, że autor to zaplanował. Twierdzę, że efekt jest realny niezależnie od intencji.
W tych warunkach komunikaty o byciu wybranym, o totalnym restarcie, o zostawieniu „starego siebie" za sobą, o tym że inni to prostacy i miernoty działają inaczej niż na trzeźwo, przy biurku. Mogą prowadzić do przeżycia, które uczestnik odczyta jako głęboką przemianę duchową, a które jest w istocie stanem emocjonalnym wywołanym wyczerpaniem i sugestią. To nie jest katolicka duchowość. W połączeniu z treścią to jest prosta, wręcz prostacka ale i bardzo efektywna technika "prania mózgu".


Komentarze
Pokaż komentarze