35 obserwujących
272 notki
532k odsłony
  1688   9

Frau Merkel mebluje mieszkania Europejczyków, krótki wykład z projektowania parków...

pixabay
pixabay

Projektowanie parków przez ostatnie dziesiątki lat przebiegało na dwa sposoby. Na sposób francuski albo angielski, reszta to były niuanse. Model francuski zakładał, że architekci na deskach kreślarskich rysowali całość z założeniem, że ścieżki dla pieszych są podporządkowane ogólnej koncepcji parku, jego symetrii i harmonii wyznaczonej przez projektanta. Model angielski zakładał, że po posianiu trawy przez dwa-trzy lata obserwujemy gdzie ludzie zadeptują trawę i następnie odtwarzamy tam ścieżki dla pieszych.

W filozofii pierwszy z kierunków został określony jako Racjonalizm a drugi Empiryzm. Pierwszy zakładał prymat ludzkiego umysłu nad doświadczeniem i rzeczywistością. Drugi szukał w naszym doświadczeniu, a więc w ludzkich egoistycznych dążeniach jakiejś drogi wyjścia byśmy się wzajemnie nie pozabijali.

Ten pierwszy model zaistniał silnie od rewolucji francuskiej, a potem wzmocniony myśleniem Hegla, który uważał, że w jego racjonalnym umyśle tworzone są konstrukty lepsze i bardziej rzeczywiste od istniejących, zaowocowały nam Marksem i Engelsem. O ich następcach w rodzaju Lenina, Mao, Pol Pota  czy Kim  Ir Sena zamilczę.  Drugi model od Locke stworzył podwaliny pod dzisiejszy kapitalizm. W tym modelu nie zakładano, że można ulepszyć i zmienić człowieka, zakładano natomiast, że wszystkie te  wredne emocje wyrastające z naszej zwierzęcej natury możemy przy odpowiedniej organizacji życia społecznego okiełznać na tyle, że zaczną pracować dla dobra wspólnego albo przynajmniej nie szkodzić.

Wyjście z tego konfliktu zaproponował genialny filozof z Królewca, Immanuel Kant. Ale to temat na inną notkę.

Wracam do naszej dychotomii, która w dzisiejszej UE odgrywa zasadnicze znaczenie. W pierwotnej koncepcji UE czyli EWG, a jeszcze wcześniej Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali chodziło wyłącznie o wolność przepływu kapitału, ludzi, towarów i usług. Podejmowane wtedy próby konsolidacji polityki obronnej czy też w ogóle polityki jako takiej spełzły na niczym i zostały zarzucone (przypomnę, że działo się to w gronie sześciu państw) a patronat nad tymi wysiłkami roztaczał bogaty wujek z Ameryki.

Mówiąc językiem zarysowanej na wstępie dychotomii, mimo wąskiej grupy państw i silnego wsparcia kapitału zza oceanu udało się jedynie posiać trawę i obserwować co przyniesie przyszłość. Ścieżki po których będzie postępować współpraca były na tyle mgliste a zachowanie państw, które w oczywisty sposób broniły swoich interesów na tyle niepewne, że o wspólnocie politycznej nie dało się w jakikolwiek sposób myśleć, a cóż dopiero proponować jakieś rozwiązania. Pomysł z wspólnym ministrem spraw zagranicznych a nie daj Boże premierem nikomu nie przechodził przez gardło, bo był politycznie niewykonalny.

Co więc się stało, że Unia odeszła od swojego minimalizmu i powściągliwości, i zapragnęła być przez swoje organy, głównie Komisję Europejską, narzędziem narzucającym państwom swoją wolę. Przecież nie stało się to w wyniku zrzeczenia się tych państw dodatkowych prerogatyw na wspólnotę tylko Komisja poczuła w sobie taką siłę, że egzekwuje naciskami i szantażem swoją wolę w sprawach państw narodowych. Dziś mamy 27 państw ze swoimi narodowymi interesami, nie jak poprzednio 6, a mimo to ustalanie wspólnej polityki - wbrew medialnym fajerwerkom w czasie szczytu przywódców - jest proste jak bułka z masłem. Albo jak poranna owsianka, bo nad ranem zawsze cudownie dochodzi do uzgodnienia stanowisk. Kiedy pod koniec ubiegłego roku w czasie niemieckiej prezydencji pani Merkel uzgodniła z Xi Jinpingiem porozumienie Unia -Chiny, pewnie żaden z przywódców (poza Macronem, który też brał w tym udział - bez formalnych uprawnień tylko po uważaniu) nie znał treści tych porozumień. Do dziś komentarze ekonomiczne są skąpe, bo wiedza jest skąpa. Wprawdzie przyjęcie tego porozumienia będzie wymagało zgody wszystkich państw ale już dziś widać, w znacznie trudniejszych sprawach, że żadne państwo nie chce zadrzeć z KE bo ta ma za dużo argumentów w rękach.

Obecnie sporo już wiemy o kulisach działań Unii przez ostatnie lata. Ukazały się relacje prominentnych polityków po obu stronach Atlantyku.  Dowiadujemy się jak to Niemcy via Bruksela wymuszali posłuszeństwo Grecji, a potem wpływali na zmianę nieposłusznego rządu włoskiego. Nie cofnęli się przed wywarciem presji na USA by ta z kolei zastopowała kredyty z MFW dla Włoch. W ten sposób wymienili rząd we Włoszech na bardziej spolegliwy. Pani Merkel mimo wielkiej umiejętności nie obrażania nikogo stała się najważniejszym politykiem Unii, decydującym o składzie rządu obcych państw,  niezależnie od wyników głosowania w tych państwach.

Na pytanie co więc się stało, że Unia odeszła od swego minimalizmu i powściągliwości, jedyna  odpowiedź jaka przychodzi na myśl to zjednoczenie Niemiec. To co dotychczas mieściło się w ramach europejskiego równoważenia wymyślonego w Nowym Jorku i Paryżu, po zjednoczeniu nabrało innego kontekstu. Niemcy przestały być równoważone przez  Francję, przestały być równoważone przez wszystkie  pozostałe kraje starej Unii. A dziś okazuje się, że nie są równoważone przez USA. Niemcy sięgnęły po przywództwo, mocno zapośredniczonego przez Brukselę, bo ogrom nieszczęść, które spadły na Europę ostatnimi czasy pochodziły z Niemiec i otwarte przywództwo Niemiec nie mogłoby zostać zaakceptowane przez świat atlantycki. Niemcy przewodzą nie przewodząc, więc nie ponoszą odpowiedzialności za swoje decyzje. Nie ma nic gorszego w teorii organizacji i zarządzania.

Cała konstrukcja Unii wymyślona po wojnie by nie doprowadzić do zdobycia przez Niemcy pozycji dominującej stała się dziś jaskrawym zaprzeczeniem tego pomysłu. Ba, większość to widzi, widzą to Amerykanie ale nie robią nic w tej sprawie tylko próbują ponad Europą ustalić warunki gry z Niemcami, by tutaj osiągnąć swoje nadrzędne cele w rywalizacji z Chinami. Powolutku sypie się europejska architektura bezpieczeństwa narzucona przez Amerykanów.

Wracam do sztuki projektowania ścieżek w parkach. Wydeptaliśmy je już skutecznie, stały się widoczne dla wszystkich. Jednak projektanci z Brukseli widzą je inaczej, zgodnie z wartościami i koncepcjami przez siebie wymyślonymi, zgodnie z sugestiami płynącymi z Berlina. 

Już raz po wojnie meblowano nasze życie na inną modłę, już raz kazano nam poruszać się po drogach narzuconych z zewnątrz. Czy można bardziej wkurzyć Polaka pokazując mu z Brukseli, że chodzi niewłaściwą ścieżką?


Lubię to! Skomentuj52 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka