37 obserwujących
286 notek
556k odsłon
  2064   3

Widziane z Mińska

Piszę te słowa z Mińska. Jestem tu po raz pierwszy od nastania czasów covidowych. Wyjazd lotniczy sprzed miesiąca via Moskwa zakończył się niepowodzeniem, nie wpuszczono nas na pokład samolotu. Mniejsza z tym dlaczego. Teraz się udało. Warto krótko opowiedzieć jak to się odbyło.

Mając służbowe wizy białoruskie, zaproszenie od białoruskiej firmy i szereg papierków wymaganych na granicy stawiłem się rankiem samochodem na przejściu granicznym w Terespolu. W sumie na tym przejściu spędziłem cztery godziny choć przez ten czas byliśmy jedynym samochodem osobowym z Polski, który usiłował przekroczyć granicę. Byliśmy tam sami. Jedyny ruch, który odbywa się na przejściu osobowym to ruch autobusów z pracownikami z Białorusi udającymi się do Polski. Kiedy przyjechaliśmy na białoruskie przejście graniczne kolejny, tym razem "merytoryczny" patrol, który nas zatrzymał, stwierdził, że nie mamy zaproszeń od białoruskiej firmy. Okazaliśmy to zaproszenie, strażnik orzekł, że to zaproszenie jest do ubiegania się o wizę a potrzebne jest osobne zaproszenie dla straży granicznej. Jak ma to zaproszenie wyglądać?- zapytaliśmy. Tak samo jak to na druku do wizy tylko w nagłówku musi pisać: "Zaproszenie". Potem dowiedzieliśmy się od prawnika z Mińska, że to było działanie bezprawne.

Wypowiedź Łukaszenki z czerwca: " Dlaczego mamy walczyć z biznesem czy z Polakami? Dlaczego? To normalni ludzie, z którymi można żyć" 

Ponieważ byliśmy już na Białorusi i teraz wracaliśmy do kraju po owe zaproszenie strażnicy wbili nam na naszej wizie pieczątkę: "anulowano". Zapytaliśmy jak mamy wrócić skoro anulowano nam wizy, gość, który nas odesłał powiedział, że jak dziś zdążymy na jego zmianę to nas wpuści.

Ponad godzinę zajęło nam przekroczenie z powrotem polskiej granicy "bo wracaliśmy z Białorusi", łącznie z procedurą rentgenowskiego prześwietlania samochodu, byliśmy oczywiście jedynym polskim samochodem osobowym, który wracał z Białorusi. Pani z polskiej straży granicznej na przejściu zdziwiła się, że chcemy wydrukować zaproszenia i ponownie wrócić na Białoruś. "Oni mają powiedziane, żeby nie wpuszczać Polaków" - powiedziała.

Na szczęście po polskiej stronie był czynny kantor wymiany walut i była tam drukarka. Nasi znajomi Białorusini wysłali nam już na mejla zaproszenia tak więc wydrukowaliśmy je w kantorze i zawrócili z powrotem na granicę. Polski urzędnik oglądając nasze paszporty życzył nam - nie kryjąc rozbawienia - powodzenia. W tym dniu byliśmy już drugim polskim samochodem, który kontrolował, wcześniej to też byliśmy my.

Białoruski szef zmiany dotrzymał słowa, po kolejnych dwóch godzinach wypełniania formalności związanych z samochodem wjechaliśmy na Białoruś.

Mińsk się nie zmienił. Wygląda jak solidne europejskie miasto. Widać dużo deweloperskich inwestycji w mieszkaniówkę, inne budynki też się buduje, w tym ładny Grand Hotel nad Świsłoczą połączony z imponującą kładka nad rzeką i terenami rekreacyjnymi wokół, praktycznie w centrum miasta. Po zmroku widoczni byli w śródmieściu młodzi mężczyźni  z krajów arabskich, tłoczyli się przeważnie obok centrum handlowego, z torbami i dużymi plecakami. Inni bez bagaży widoczni byli w innych miejscach. Tylko raz zobaczyłem rodzinę. On z dużym tobołkiem na plecach, za nim dwójka dzieci w wieku młodszo szkolnym i na końcu kobieta z następnymi tobołkami. Zmierzali do dużej taksówki czekającej na nich obok centrum handlowego.

Ponad rok temu w sierpniu, kiedy niektóre nasze "gorące głowy" widziały już upadek Łukaszenki, pisałem: "Manifestacje, nawet 200 tysięczne w Mińsku, nie spowodują upadku reżimu. Trzeba by strajku generalnego i pęknięcia w obozie władzy by nastąpiła zmiana. Ani jednego ani drugiego na razie nie ma a czas gra dla Łukaszenki, a nie opozycji. Za chwilę dzieciaki wrócą do szkól, pogoda się zmieni na mniej sprzyjającą manifestacjom i przede wszystkim przyjdzie niechybne zniechęcenie. Zakłady pracy, szczególnie na prowincji to nie młodzież z Mińska. Reżim opanował do perfekcji politykę kija i marchewki, kijem jest strach a marchewką poczucie bezpieczeństwa."

Mińsk to nie Białoruś, żyje innymi sprawami niż reszta kraju. Zapewne na prowincji wybory wygrał Łukaszenko. Grupa niezależnych rosyjskich blogerów mając wyrywkowy dostęp do wyników wyborów w niektórych obwodach, w tym w tych z Mińska gdzie Łukaszenko poniósł spektakularne porażki, opublikowała w ubiegłym roku raport, z którego wynika, że "nie wiadomo kto wygrał wybory, ale najprawdopodobniej wygrał je Łukaszenko z niewielką przewagą".

Dobrze się podróżuje samochodem po Białorusi, benzyna po około 3 zł za litr, w knajpkach - nie tych sieciowych, zachodnich - dobre, domowe, tanie jedzenie. Kuchnia zbliżona do naszej, tradycyjna kuchnia ubogich Słowian, kiszonki i grzyby, kasze i placki ziemniaczane, pierogi i wieprzowina pod różnymi postaciami. Jednak Białorusinom się pogorszyło. Płace stoją w miejscu a dewaluacja rubla w ostatnich dwóch latach to 20-30%. Ceny w sklepach rosną, o ile nadal gaz i ropa są tanie dzięki Rosji o tyle wzrost światowych cen na pszenicę, kukurydzę, soję zaczyna się odbijać na cenach żywności. A cena chleba, ziemniaków i wieprzowiny to najważniejsza rzecz na ubogiej prowincji.

Żeby obalić reżim Łukaszenki potrzebny jest sprzeciw nie tylko studentów i mieszkańców dużych miast, ale przede wszystkim strajk i zatrzymanie dużych państwowych zakładów przemysłowych. Tak jak w naszej historii, bez połączenia tych dwóch sił nie ma szans na pęknięcia w obozie władzy. Na prowincji ceny produktów żywnościowych mogą być zalążkiem rosnącego niezadowolenia, w końcu u nas też protesty ludzi zaczęły się od cen mięsa. Dopiero potem doszły postulaty polityczne.

Na końcu kilka uwag na temat relacji Łukaszenko - Putin. Jasnym było, że europejskie sankcje wepchną Białoruś w objęcia rosyjskiego niedźwiedzia. I tak się dzieje, jednak obok koneksji wojskowych takich jak wspólne ćwiczenia, zgoda na organizację na terenie Białorusi dwóch rosyjskich centrów szkoleniowych, co oznacza obecność wojsk rosyjskich i ich sprzętu a więc de facto utworzenie rosyjskich baz w tym kraju, a także zapowiedziane zakupy wojskowego sprzętu rosyjskiej produkcji (za co skoro w kasie państwa pustki?) w pozostałych dziedzinach nadal nie widać postępu. Podpisana ostatnio przez Putina i Łukaszenkę mapa drogowa prowadząca do integracji obu państw zawiera w sobie tyle konkretnej treści co poprzednio. 

Jaki z tego wniosek? To temat na osobną notkę. Na razie widać, że gra się toczy, szkoda że nie prowadzimy bardziej zniuansowanej polityki wobec Białorusi. Pisałem o tym poprzednio i jeszcze poprzednio, przed covidem i przed ostatnimi wyborami.


P.S. Nie będę mógł do dzisiejszego wieczora odpowiadać na ewentualne komentarze. Jak dojadę do Polski to się odezwę.





Lubię to! Skomentuj73 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka