11 obserwujących
839 notek
462k odsłony
  4959   0

No i „kieszonkowe” przepadło, łoś okazał się posłem.

Z aktu oskarżenia Przemysława Janusza Wiplera.

Przewiezienie Przemysława Janusza Wiplera zlecono załodze w składzie sierż. Karol Miłocki i st. post. Łukasz Kocielnik. W chwili, gdy Przemysław Janusz Wipler był doprowadzany do radiowozu, na miejscu zdarzenia został ujawniony należący do niego portfel, w którym znajdował się dowód osobisty w/wym. Po przekazaniu przez st. post. Beatę Jung oficerowi dyżurnemu KRP Warszawa I danych zatrzymanego Przemysława Janusza Wiplera w/wym. funkcjonariusz została powiadomiona, że osoba o takich danych może być Posłem na Sejm RP. W zaistniałych okolicznościach oficer dyżurny KRP Warszawa I polecił drogą radiową przybyłym do Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych przy ul. Kolskiej 2/4 w Warszawie wraz Przemysławem Januszem Wiplerem funkcjonariuszom Policji sierż. Karolowi Miłockiemu i st. post. Łukaszowi Kocielnikowi przetransportowanie w/wym. do KRP Warszawa I na ul. Wilczą 21 w Warszawie. Na terenie dziedzińca KRP Warszawa I wezwana uprzednio załoga karetki Pogotowia Ratunkowego udzieliła pierwszej pomocy Przemysławowi Januszowi Wiplerowi, a funkcjonariusze Policji potwierdzili fakt sprawowania przez w/wym. mandatu Posła na Sejm RP.

Jak możemy przeczytać prokurator Piotr Antoni Skiba na podstawie zgromadzonego w sprawie obfitego materiału dowodowego precyzyjnie zdołał ustalić jedynie moment cudownego zmaterializowania się na miejscu zdarzenia portfela należącego do oskarżonego. Komu się ten portfel cudownie objawił prokurator już nie zdołał ustalić. Prokurator nie ustalił też dlaczego ten portfel na kilkadziesiąt minut się zdematerializował. Nie udało się też prokuratorowi Skibie ustalić dlaczego przez kilkadziesiąt minut funkcjonariusze Piotr Jakubowski i Beata Jung nie próbowali ustalić tożsamości w takim trudzie i znoju zatrzymanego awanturnika. Prokurator Skiba nie wyjaśnił też dlaczego Przemysław Janusz Wipler został powieziony na Kolską bez swojego portfela, chociaż ten cudownie się odnalazł w chwili gdy Przemysław Janusz Wipler był odprowadzany do radiowozu. Tej feralnej dla Przemysława Janusza Wiplera nocy miało miejsce jeszcze jedno cudowne zdarzenie. Doszło do niego na dziedzińcu KRP Warszawa I przy ul. Wilczej 21, gdzie funkcjonariusze Policji potwierdzili fakt sprawowania przez w/wym. mandatu Posła na Sejm RP, chociaż przypomnijmy, w/wym. nie posiadał przy sobie dokumentu tożsamości. Włączony do akt sprawy zapis z kamery monitoringu urywa się niestety przed doprowadzeniem Przemysława Janusza Wiplera do radiowozu i nie możemy poznać miejsca cudownego zmaterializowania się zagubionego portfela, ani osoby będącej medium tego cudownego zdarzenia. Nie da się także ustalić po jakim czasie od zaistnienia cudu portfelowego st. post. Beata Jung poinformowała oficera dyżurnego o tym cudownym znalezisku i jego zawartości, a to z tego powodu, nie uwierzycie, że nagrań rozmów ze stanowiskiem oficera dyżurnego KRP Warszawa I w materiale dowodowym nie ma. Chyba prokuratorowi Skibie nie udało się do nich dotrzeć. Muszą nam wystarczyć zeznania samych funkcjonariuszy.

Mi nie wystarczą. Moim skromnym zdaniem funkcjonariusze Piotr i Beata, gdy tylko radiowóz z Przemysławem Januszem Wiplerem odjechał na Kolską, udali się do swojego radiowozu, aby zrealizować jedyną przyjemną czynność z jaką mają do czynienia w swojej trudnej i niewdzięcznej służbie. Przystąpili mianowicie do podziału łupów pozyskanych na łosiu. Niestety w trakcie patroszenia portfela ofiary natrafili na legitymację poselską. Wtedy to naprawdę zdarzyło się to cudowne zmaterializowanie znikniętego portfela. Pan prokurator Skiba doskonale o tym wie i stąd według mnie te dość nieoczekiwane luki w obfitym skądinąd materiale dowodowym. Prokurator Skiba nie próbował też ustalić czy powiadamianie oficera dyżurnego KRP Warszawa I o personaliach pijaków odwożonych na Kolską, to element procedury postępowania z nietrzeźwymi obywatelami, czy tej nocy dla Przemysława Janusza Wiplera st. post. Beata Jung uczyniła wyjątek. Brak nagrań rozmów ze stanowiskiem oficera dyżurnego KRP Warszawa I nie pozwoli już dojść kiedy funkcjonariusze st. sierż. Piotr Jakubowski i st. post. Beata Jung zameldowali o napaści Przemysława Janusza Wiplera. Od razu po zatrzymaniu awanturnika, czy też dopiero wtedy, gdy okazało się, że jest posłem i po konsultacjach z przełożonymi.

W komentarzu pod którąś z notek przeczytałem opinię, że to co widać na filmie ze zdarzenia to wbrew pozorom nie jest żadna szamotanina, czy pobicie posła Wiplera. To standardowy wyścig funkcjonariuszy polskiej policji do portfela łosia. Zasada obowiązuje ponoć taka, że ten który dopadnie portfela pierwszy bierze 60% łupu.

Piszę jak jest.

 

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka