61 obserwujących
526 notek
780k odsłon
  3192   5

Oblężona samotna twierdza

    W początkowym okresie PRL była całkowicie izolowana od tak zwanego „zgniłego zachodu”. Sytuacja zaczęła się jednak choć powoli zmieniać w połowie lat 1960 – ekipa Gomułki zdecydowała się na zakup licencji na „Polskiego Fiata 125p”. Pomimo, że ze względów finansowych i handlowych w 1965 r. zakupiono licencję samochód ze starym mechanizmem w nowym nadwoziu to zastąpienie przestarzałej już znacznie „Warszawy” spowodowało znaczny skok technologiczny nie tylko w FSO. Dzięki tej licencji ogół Polaków mógł się zorientować, jak daleko technika zachodnia wyprzedzała wówczas wschodnią. 

    Po objęciu rządów przez ekipę Gierka otwarcie na zachód znacznie przyspieszyło i większość Polaków lepiej zorientowało się w różnicach w poziomie życia w PRL i na „zgniłym zachodzie”. Jednak w dalszym ciągu dystans pozostawał ogromny – dość wspomnieć, że adiunkt na uczelni zarabiał wówczas równowartość około 30 dolarów (oczywiście po realnym, czarnorynkowym kursie). Coraz więcej ludzi jednak wyjeżdżało na różne stypendia lub „handlowe wycieczki” i wracało z wrażeniami w rodzaju „tam to są same PEWEXy”. Życie „TAM” wyglądało zupełnie inaczej niż „TU” i wielu Polaków decydowało się (mimo trudności z otrzymaniem paszportu, o który trzeba się było starać na milicji) na emigrację na stałe. Wielu moich kolegów odnalazło się w Australii, Kanadzie lub USA – sporo z nich odniosło autentyczne i znaczące sukcesy zawodowe. Wielu ówczesnych emigrantów aktywnych dziś na „Salonie24” udziela nam, krajowcom „światłych” rad…

     Tak naprawdę to większość Polaków tęskniła za normalnym, spokojnym życiem – takim, jak „TAM”. Stąd wzięły się apele o „socjalizm z ludzką twarzą”. Mieliśmy także dość buty i arogancji WAADZY. Po kilkuletnich perturbacjach wszystko wydawało się być na dobrej drodze. A jednak miliony ludzi zdecydowało się rozpocząć nowe życie poza Polską – tym razem głównie w krajach Unii Europejskiej, pomimo że półki w sklepach uginają się pod towarami, że nas są teraz „same PEWEXy”. Nie ma się czemu dziwić – wszak siła nabywcza wynagrodzenia pracownika (np. budowlańca) TAM jest około 3-4 razy większa niż TU. Poza tym liczy się stabilność i pewność jutra – dlatego Polki zamieszkujące za granicą rodzą znacznie więcej dzieci niż mieszkające w Polsce.

    Obecna ekipa wydaje się jednak stawiać na izolację Polski nadużywając pojęcia „suwerenności”. Propaganda pracuje pełną parą tworząc kolejne fantasmagorie w postaci coraz to nowych teorii spiskowych. Budowany jest obraz Polski oblężonej przez wszystkich – od najbliższych państw sąsiednich poprzez Unię Europejską aż po USA – a nawet Watykan (obecny Papież to przecież „lewak”). Jednym słowem – to obecna WAADZA w Polsce jako swoją misję wybrała „zbawianie Świata”. Problem polega jednak na tym, że nikt nie chce być „zbawiany” przez Polskę. WAADZA deklaruje poparcie dla Unii Europejskiej – ale ma być ona urządzona zgodnie z naszymi wyobrażeniami, chce przewodzić Grupie Wyszehradzkiej czy „Trójmorzu” – problem w jednak w tym, że inni nie chcą, chcieliśmy zbudować „fort Trump” – nie wyszło i obraziliśmy się na wyniki wyborów prezydenckich w USA. Jednym wszyscy nam kładą kłody pod nogi blokując nasze „światłe” inicjatywy – porażkę w głosowaniu 27 do 1 można zinterpretować jako zwycięstwo! 

    Jednym słowem według propagandy rządowej to „MY zawsze mamy rację” – inni zostali oszukani (jak stwierdziła p.Szydło). Niby to chcemy być w Unii Europejskiej – ale musi się ona zmienić na naszych warunkach. Jednym słowem – to MY chcemy przebudować Unię (i resztę Świata) zgodnie z naszymi pomysłami. Sytuacja przypomina mi znaną radę dla pijaka: „Jeśli trzy osoby lub więcej twierdzą, że jesteś pijany to najlepiej nic nie rób, nic nie gadaj i połóż się spać!”

Lubię to! Skomentuj216 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka