50 obserwujących
359 notek
432k odsłony
226 odsłon

Wybory 2020, czyli piastowski pitawal i karta do głosowania

Wykop Skomentuj9

Dla pożądających władzy nie istnieje droga pośrednia między szczytem a przepaścią.
Tacyt
image

Któż nie zna postaci Makbeta, Kreona czy Balladyny? Jestem przekonany, że prawie wszyscy. Podobnie sądzę, iż większość  z nas nie darzyła wspomnianych figur sympatią. Zwierzęce parcie na władzę w większości z nas budzi niesmak i odrazę. Cóż jednak począć jeśli - według mędrców - z upływem lat żądze cielesne, a nawet  pragnienie bogactwa umierają, a żądza władzy – nigdy. Tak jesteśmy skonstruowani i nic tego nie zmieni. Nawet w nas, czyli synach mitycznego Lecha, którzy podobno z definicji brzydzą się wszelkimi działaniami wykraczającymi poza etyczne prawidła. Gdy spojrzymy z uwagą na nasze dzieje, to każdego musi uderzyć niespójność obiegowych przekonań z potwierdzonymi źródłowo zdarzeniami. „Polski my naród polski ród” i basta! Wiedzieć jednak należy, iż nasi, wynoszeni na piedestały władcy, byli w znacznej części krwiożerczymi potworami, które w dążeniu do panowania nie wahały przeprowadzać najbardziej drastycznych i niemoralnych działań. Spójrzmy przez chwilę na te niemiłe historie…

Gdy w roku 992 zmarło się pierwszemu historycznemu władcy naszego państwa, to jego najstarszy syn, czyli Bolesław, przezwany z czasem Chrobrym (dzielnym, wojowniczym), w ciągu kilku miesięcy zajął dziedzinę swego ojca i zgodnie z ówcześnie panującym wzorcem  wygnał poza granice państwa swoją macochę i przyrodnich braci.  Trzeba przyznać, że synowie Mieszka I z drugiego małżeństwa mieli sporo szczęścia, bo w stosunku do własnego czeskiego kuzyna nasz pierwszy król nie miał już żadnych zahamowań i dla politycznego interesu… pozbawił go wzroku. Podobno ślepiec pałętał się po dworze Piastów jeszcze przez długie lata. Jak się okazało ten postępek nie popłacił, gdyż w ramach odpłaty syn Chrobrego został przez naszych południowych sąsiadów pozbawiony męskości. Taki deficyt w oczach współczesnych jawił się jako nieakceptowalny i Mieszko II, być może z tych zgryzot, utracił poważanie a wraz z nim życie. Jednak wspomniane wydarzenia to jedynie przygrywka do prawdziwej orgii przemocy, podstępu i zbrodni…

Gdy przy pomocy sił zewnętrznych, po zmarłym przyrodnim bracie, władza przeszła w ręce najstarszego syna Bolesława Chrobrego, Polska stała się areną prześladowań i mordów na nie spotykaną dotąd skalę. Przez około rok Bezprym srożył się i likwidował wszelkie ogniska sprzeciwu. W końcu ówczesny elementarz skutecznego władcy nie przewidywał innych scenariuszy. Nie znamy szczegółów dotyczących tych procesów, ale jedno wiemy na pewno: miarka się przebrała! Jeden z autorów Roczników Hildesheimskich zanotował pod rokiem 1032: „W tym roku Bezprym został zabity przez swoich, nie bez poduszczenia braci, z powodu najstraszniejszej srogości swego tyraństwa”. Podobno zginął od miecza własnego koniuszego… Po tym zgodnie w całym kraju zapanowało bezhołowie. Jedni mieszkańcy Polski rzucali się na drugich, możni walczyli z ludnością pospolitą, całe masy mieszkańców uciekały  za Wisłę (na Mazowsze), płonęły grody, wsie i przysiółki. Na domiar złego sytuację skwapliwie wykorzystali sąsiedzi. Rusini, Pomorzanie, Wieleci, Prusowie i… Czesi. Ci ostatni zapędzili się do serca Wielkopolski, w której złupili główne ośrodki państwa, zagarnęli całe wozy zdobyczy, wzięli w okowy całe masy jeńców i powrócili tryumfalnie do swego kraju. Aha, przy okazji obsadzili załogami cały Śląsk. Trzeba przyznać, że niesnaski w rodzie  pierwszych Piastów drogo nas kosztowały. Zdawać by się mogło, że fala nieszczęść opadła i kierownicy polityki z większa gracją podejdą do wzajemnych relacji. Niestety. Być może wtedy właśnie pojawiło się powiedzenie „mądry Polak po szkodzie”.

Kolejne przykłady to znów obrazy smutne. Najpierw konflikt na linii Bolesław Śmiały – biskup Stanisław, stał się bezpośrednią przyczyną wygnania z kraju jednego z najdzielniejszych Piastów. Powody banicji musiały być jednak głębsze, bo po niedługim czasie Bolesław umiera na wygnaniu. Najprawdopodobniej otruty. Aby m.in. odsunąć podejrzenia, brat usuniętego króla zaprasza do kraju bratanka i odstępuje mu kawałek dziedziny. Rzecz jasna oficjalna wersja głosi, że to z troski o członka rodziny i miłości, ale któregoś dnia… „Żonaty więc młodzieniaszek, gołowąs a piękny, tak właściwie i tak rozumnie postępował, tak przestrzegał starego obyczaju przodków, że cały kraj z niezwykłym uczuciem upodobał go sobie.   Lecz wrogi pomyślności śmiertelnych los w boleść zamienił wesele i w kwiecie wieku przeciął nadzieję [pokładaną] w jego zacności. Powiadają mianowicie, że jacyś wrogowie z obawy, by krzywdy ojca nie pomścił, trucizną zgładzili tak pięknie zapowiadającego się chłopca; niektórzy zaś z tych, którzy z nim pili, zaledwie uszli niebezpieczeństwu śmierci…”. Cui bono, qui prodest… I znów po niewielu latach Władysław Herman, czyli główny beneficjent śmierci Mieszka Bolesławowica, otrzymał adekwatną zapłatę za dokonaną zbrodnię. Musiał ostro walczyć z własnymi synami i na własne oczy oglądać wewnętrzny mąt. Jego odejście nie uspokoiło sytuacji. Pozostawił bowiem po sobie dwóch spadkobierców. Zbigniewa i Bolesława, którzy praktycznie z marszu, bo już przy łożu śmierci własnego ojca, wszczęli spór o dziedzictwo. Konflikt ten zakończył się kolejnym dramatem.  Młodszy syn kazał oślepić starszego, który na skutek powikłań odszedł do innego wymiaru. A później? Później było podobnie, choć na ogół są to historie mało znane. Wystarczy wspomnieć, iż spośród 310 znanych nam męskich Piastów, co najmniej 12 zostało zamordowanych, a 18 najpewniej otrutych. Widać więc wyraźnie, że z tą naszą łagodnością na niwie walki politycznej nie było tak słodko.

Dlaczego o tym wspomniałem? Wcale nie z powodu zgonów tego czy innego władcy. To w skali dziejowej niewiele znaczące ilości. Dużo ważniejszym jest fakt, że za każdym razem, gdy dochodziło do przesilenia i tron zostawał pusty, konsekwencje tegoż wydarzenia dotykały całej społeczności naszego kraju. Tworzyły się obozy, zbierały armie, ginęli ludzie, płonęły osady… I trwało to aż do czasów prawie współczesnych. Na dobrą sprawę zmiana za sterem władzy nie okupiona hektolitrami krwi, to zjawisko bardzo młode, nieomal mgnienie w dziejach ludzkości. Czy to oznacza, że ostatnio jesteśmy inni, lepsi, łagodniejsi? W żadnym razie. Figury walczące o najwyższe stanowiska to wypisz-wymaluj duchowi bracia krwawych Piastów. Tyle tylko, że są ograniczani w swych namiętnościach  przyjętymi i powszechnie akceptowanymi  zasadami. Społeczeństwo toleruje aspiracje jednostek, stawia warunki i oczekuje realizacji zobowiązań, ale nie ma ochoty płacić za te pragnienia ceny zdrowia lub życia. Zamiast sięgać po miecz – wrzuca kartkę wyborczą. To taki zdroworozsądkowy i dość humanitarny układ.  I choćby z tej przyczyny można uznać, że demokratyczne wybory – nawet te zasadnie opóźnione - to jednak dobra rzecz.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura