52 obserwujących
381 notek
458k odsłon
249 odsłon

O technologii politycznej w dobie zarazy

Wykop Skomentuj25

Tam, gdzie fałszywe brzmienie należy do dobrego tonu, powstają orkiestry nadęte i tam usłyszysz muzykę chłodnych kalkulacji…
Anonim

image

Porobiło się… Wielu ludzi choruje i umiera z powodu świństwa made in China, a pozostali są mocno wystraszeni. Mimo tego walka o władzę wciąż trwa. Prawdę powiedziawszy nie jest ani trochę dziwne, bo i w trakcie wojen partie polityczne bez pardonu targają się po szczękach. Trzeba zatem przyjąć tę oczywistość i zastanowić się krótko nad sytuacją w naszym kraju.

Nie zamierzam opowiadać się po którejś ze stron, choć gdy jako głowę mojego państwa wyobrażę sobie  pewną miłą lecz zagubioną panią lub notorycznie konfabulującego i opętanego seksualnością europosła, to… Odnoszę wrażenie, że nie jestem odosobniony w tej obawie, niemniej nie budowałbym na tym fundamencie przekonania o przesądzonym zwycięstwie kandydata obozu rządzącego. Z jakiej przyczyny?

Z uwagą śledzę medialne przekazy dotyczące terminu i sposobu przeprowadzenia najbliższej elekcji.  Nie zaskakują mnie zastrzeżenia opozycji, gdyż jest to jej wilcze prawo. Natomiast dziwi mnie niepomiernie postawa reprezentantów obecnej władzy. Słowa J. Kaczyńskiego, który stwierdził, że „Ludzie, którzy do niedawna i właściwie do dziś dnia nieustannie powołują się na Konstytucję, noszą napisy Konstytucja, często posługują się Konstytucją jako tako książeczką, którą się pokazuje innym, jednocześnie tej Konstytucji całkowicie nie szanują” jawią się jako trafny opis rzeczywistości, ale w kontekście sporu o datę i formę wyborów, są zupełnie nie adekwatne do interesu kierowanego przezeń stronnictwa.  Dlaczego?

Gdybym był na miejscu najważniejszych osób w państwie, to w obecnej sytuacji z całą pewnością nie forsowałbym z uporem godnym lepszej sprawy przekazu, iż ustalony termin elekcji jest rzeczą świętą. Rzecz jasna nie można z dezynwolturą grymaśnej panny i bez poszanowania prawa wyznaczać nowej daty, ale odnoszę wrażenie, że decydenci Zjednoczonej Prawicy (nie wszyscy!) w szybkim tempie tracą tzw. polityczny słuch.   A przecież wystarczyło wczuć się w nastroje społeczne i zgodnym chórem  oświadczyć, iż termin elekcji nie jest przesądzony, a ostateczne decyzje w tej sprawie zostaną podjęte np. po świętach. Czy miałyby one odbyć się latem czy jesienią? Tego nikt, kto nie ma dostępu do profesjonalnych symulacji przebiegu zarazy, nie potrafi określić. Jednakże takie podejście – jak sądzę – zostałoby przyjęte ze zrozumieniem. Szczególnie przez tych, którzy są umiarkowanymi zwolennikami rządzących oraz tę grupę obywateli, która nie posiada wykrystalizowanych poglądów politycznych, lecz głosuje kierując się zdroworozsądkowym egoizmem.  Niestety tak nie uczyniono, a wobec prawie powszechnego niezadowolenia formacja rządząca sięgnęła po ersatz w postaci głosowania korespondencyjnego.

Pragnę przypomnieć, że w ostatnich wyborach poparcie dla Zjednoczonej Prawicy osiągnęło najwyższy poziom wśród przedstawicieli pokolenia 60+ (55%!). W grupie obywateli nieco młodszych (50+) też było spore, bo wyniosło nieco ponad 50%. Idę o zakład, że gdyby wybory miały się odbyć w maju na sposób tradycyjny, to znaczna część tych wyborców z powodów zasadniczych nie pojawiłaby się przy urnie. Już nie z taką pewnością, ale z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w przypadku przeforsowania rozwiązania substytucyjnego, czyli korespondencyjnego oddania głosu, obóz rządzący utraci znaczą część wsparcia w tej grupie. Tym razem przede wszystkim z przyczyn – nazwijmy je roboczo – technicznych.

W świetle powyższego należy przyjąć, iż kierownicy nawy państwowej przyjęli założenie, że utrata poparcia w przypadku dotrzymania majowego terminu wyborów i przeprowadzenia ich metodą niekonwencjonalną będą mniejsze od tych, które formacja rządząca może ponieść w razie przełożenia ich na później. Z punktu widzenia interesu politycznego określonej formacji da się to jakoś zrozumieć. Patrząc jednak na to przez pryzmat interesu społecznego wygląda to już zdecydowanie mniej ponętnie.

 Zdaję sobie sprawę z tego, że najbliższe miesiące będą bardzo trudne. Nawet jeśli zaraza w końcu zwiędnie i zniknie, to przez bardzo długi czas będziemy musieli lizać rany. Z pewnością na dramacie gospodarki i tysięcy ludzi niektórzy postanowią upiec własną pieczeń, a formacja rządząca może sporo stracić. Czy jednak strach przed teoretyczną utratą części władzy (nie jest to przecież pewnym i zależy od rozsądku decydentów) usprawiedliwia przeprowadzanie elekcji wbrew oczekiwaniom zdecydowanej większości narodu? Przypuszczam, że wątpię!

Dodam jeszcze, że tak jak już w dziejach bywało, z pewnością wygrzebiemy się z pandemicznej opresji i jej skutków. Jednak czyny oraz postawy władz zostaną zapamiętane. Do tej pory Zjednoczoną Prawicę postrzegano jako tę część polskiego spektrum politycznego, która charakteryzowała się nie tylko  „politycznym słuchem”, ale również posiadała spore zasoby empatii. Dziś ten wizerunek zaczyna się szybko rozmywać. Czy nadejdzie otrzeźwienie?

I na koniec memento: „Empatia to przestrzeń między ludźmi w dialogu.”

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo