57 obserwujących
410 notek
492k odsłony
2773 odsłony

Iskra w popiele albo Rzeź Wołyńska i nieznani bohaterowie

Wykop Skomentuj107

Do tego, żeby żyć zwyczajnie, trzeba mieć wiele odwagi.
Søren Kierkegaard

image

Nie mam w rodzinie ani wśród powinowatych żadnych osób zza Buga. Nie oznacza to jednak, iż tematyka wydarzeń związanych z ludobójstwem przeprowadzonym na moich rodakach przez część Ukraińców w latach 1939-1948 jest mi obojętną. Wręcz przeciwnie! Pierwsze informacje o wydarzeniach na wschodnich Kresach uzyskałem od dziadków, którzy żywo interesowali się Polską, Europą i światem. Potem lektura, spotkania z ludźmi, media... Po dogłębnych przemyśleniach - nie pozbawionych elementów emocjonalnych - czuję smutek, niechęć do sprawców zbrodni i głębokie przekonanie, że wydarzenia "wołyńsko-galicyjskie-bieszczadzkie" winny być dla nas, Polaków, nauczką, z której nie tylko należy ale trzeba wyciągnąć wnioski. Na przyszłość.


Ale ad rem...Po setkach książek, artykułów, filmów i dyskusji wiem jedno. Działania UPA i znacznej części Ukraińców niezwykle często były zbrodnicze, podłe, nieludzkie i barbarzyńskie. Na tych, którzy taplali się we krwi swych polskich sąsiadów plwam. Uważam ich za degeneratów, zbrodniarzy, dewiantów. Taką Ukrainę mam w pogardzie. Z drugiej strony wiem o bardzo wielu ludziach narodowości ukraińskiej, którzy powodowani różnymi motywami stanęli po jasnej stronie mocy. W wielu przypadkach za swój humanitaryzm zapłacili najwyższą cenę. Oni, ich bliscy oraz ich idee. Sądzę, że nasi decydenci winni uhonorować tych ludzi (lub ich potomków). Prezydent, premier, szefowie stowarzyszeń, kresowiacy... Poniżej wybrałem kilka przykładów heroicznych zachowań ludzi poddawanych nieustannej indoktrynacji oraz presji środowiska*, którzy mimo to nie dali się złamać i zachowali to, co w naszym życiu najważniejsze: człowieczeństwo. Cześć ich pamięci!

Po skończonym nabożeństwie do młyna weszli uzbrojeni banderowcy i na oczach ludzi, idących z cerkwi, zastrzelili Stachowskiego Stanisława i Winiarskiego Władysława , który w tym dniu przyszedł do młyna, bo spodziewał się, że ja przyjadę ze Lwowa. Moje siostry z dwojgiem dzieci zdołały uciec przez rzekę i ukryć  się u sąsiadki, Ukrainki, Parańki Foryś. Następnie banderowcy udali się do domu Czaka Józefa i zastrzelili go. Zastrzelili również będącego u Czaka - Rosickiego Stanisława. W ich obronie stanął Ukrainiec, Paweł Petryk, którego ciężko postrzelili w brzuch. Przewieziony do szpitala w Przemyślanach ranny Ukrainiec  został zoperowany i po pewnym czasie wrócił  do zdrowia. Innym razem na podwórku Ukrainki Ireny Chruścielowej zabili córkę kowala, Stanisławę  Wilk. Chruścielowa wzięła Stanisławę w ramiona i krzyczała: - Moja ona. Zostawcie ją!
Luty 1944 ; Ciemierzyńce;  ze wspomnień Bolesława Sienkiewicza.

W tym też czasie Stefana i Jana Rusieckich oraz ich szwagra, Ukraińca    Ułana  zamordowano w domu ich siostry Olgi, która wyszła za mąż  za Ułana. Banderowcy zastrzelili go strzałem w brzuch, gdy on zasłaniał Rusieckiego.
 Jesień  1943 ; Ciemierzyńce;  ze wspomnień Bolesława Sienkiewicza.


Rodziny ukraińskie pomagały Polakom nawet wtedy gdy w okolicy pojawiały się oddziały nacjonalistów. Ostrzegali i uprzedzali przed planowanymi napadami i udzielali schronienia w swoich domach. Na przedwiośniu roku 1942 (dokładnych dat nie sposób przytoczyć) moja mama, ciocia i dziadek zostali ostrzeżeni przed planowanym napadem grasujących już wtedy banderowców. Jednocześnie rodzina Wasyla Szeremety zaprosiła nas na nocleg do siebie. Spaliśmy na podłodze na zabranej z domu pościeli. Nocą słychać było tętent koni i ściszone rozmowy jadących, a moi bliscy i przyjaciele umierali ze strachu: co będzie gdy banderowcy zechcą wejść  do domu? Jedyny kontakt w zabawie mogłam utrzymywać z dziećmi zaprzyjaźnionego z nami leśniczego Borowskiego, Ukraińca, którego żona była Polką. Wkrótce ich pomoc okazała się bardzo potrzebna. W kwietniu 1943 roku, gdy było bardzo zimno, mieszkaniec Plenikowa, Ukrainiec (nazwiska nie pamiętam) zawiadomił dziadka o kolejnym napadzie na Polaków w określoną  noc. Tym razem udaliśmy się do leśniczego Borowskiego, którego zabudowania były odległe o około 200 metrów od gospodarstwa mojego dziadka. Leśniczy ulokował nas na stryszku nad stajnią, gdzie wchodziło się po drabinie. Wybrał  to miejsce dlatego, że obawiał się  banderowców, którzy mogliby go niespodziewanie odwiedzić. Wtedy wszyscy zginęlibyśmy.
Pleników; ze wspomnień Stanisława Palki.


9 kwietnia 1944 r. przybiegł do ich domu około 12-letni syn Ukraińca o polskim nazwisku Dąbrowski (który bardzo lubił dziadka Sokaluka) i krzycząc głośno  próbował  ich ostrzec:  - „Panie, idą was mordować!”.
Hanaczówka;  ze wspomnień Katarzyny Sobieckiej-Tomporowskiej


O drugim napadzie wiedziało dość  dużo osób z Hanaczówki, bo powiadomiły o tym kobiety, żony Polaków, pochodzące z Siedlisk. Jedną  z nich była Pelagia [Ukrainka], żona mojego sąsiada, Kazimierza Nieckarza.
Hanaczówka;  ze wspomnień Jana Wyspiańskiego.

Wykop Skomentuj107
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura