57 obserwujących
408 notek
490k odsłon
727 odsłon

Czy Konfederacja przejdzie przez „Morze Czerwone”?

Wykop Skomentuj52

Wyzwania, do których podchodzi się we właściwy sposób, są do pokonania.
L. Shiver

image

Futurologia nie jest nauką, a jedynie  dziedziną wiedzy. Dla niektórych i to określenie zbyt nobilitujące, gdyż wystarczy wskazać palcem na admiratora prognostyki i z kpiącym  uśmiechem rzucić:  „to ten gość od wróżenia z fusów”. Jajca, że ho ho… Niby logiczne, niby przekonywujące, niby rozsądne, ale…  Jeśli zabawa w przewidywanie przyszłości byłaby domeną li tylko wyłudzaczy drobnych, to należałoby temat zakończyć. Tego wszakże nie da się uczynić, ponieważ futurologia traktowana jest z pełną powagą przez nie byle kogo, bo np. przez… rządy USA, Wielkiej Brytanii, Francji, a także Polski! Z ich inicjatywy powoływane są gremia naszpikowane utytułowanymi personami niczym świąteczna babka rodzynkami, mające za zadanie „przewidywanie” przyszłości.  Kto nie wierzy niechaj sprawdzi. Zatem jeśli pod opieką królowej brytyjskiej oraz prezydenta Trumpa pozostają „korporacje wróżów” to coś w tym musi być.

Cała sztuka przewidywania tak naprawdę nie ma wiele, a właściwie nic wspólnego z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Trzeba po prostu mieć odpowiednie dane, umiejętności, wiedzę oraz wyobraźnię. Doskonale kuchnię zawodowych „proroków” wytłumaczył swego czasu S. Hawking w „Krótkiej historii czasu”. Mając w pamięci jego receptę na odkrywanie nieodkrytego, znając wyniki wyborów Głowy Państwa i będąc posiadaczem garści informacji o interesującej mnie w tym miejscu sprawie, lekko sobie pofolguję. A co tam!

Pytań dotyczących przyszłych wydarzeń, na które chciałbym poznać odpowiedź,  jest całkiem sporo. Powstrzymam się jednak od dawania pełnego upustu ciekawości i ograniczę się do jednej kwestii. Tym co kilkadziesiąt godzin po elekcji prezydenckiej interesuje mnie najbardziej są przyszłe losy… Konfederacji.

Jako konstrukt polityczny Konfederacja spełnia w największej mierze (tak, tak!) oczekiwania nadwiślańskich heroldów demokracji. Ileż to razy słyszeliśmy lament, iż polskie partie polityczne to byty szare, nudne i monotonne. Zero debaty wewnętrznej, zero konkurujących pomysłów, zero różnorodności. Wódz, pretorianie i posłuszne masy wyznawców. Rozkaz i wykonanie. Kropka. Dobra rzecz dla partii, ale niekoniecznie dla kraju. Co by nie mówić - Konfederacja to jednak inna jakość. Wolnościowcy, konserwatyści, tradycjonaliści oraz narodowcy. Prawdziwa feeria charakterów, propozycji i rozwiązań. Merytoryka. Może momentami kontrowersyjna, jeszcze nie w pełni satysfakcjonująca i odpowiednio propagowana, lecz na tle polskiego rynku programów politycznych całkiem, całkiem. Mieszanka doświadczenia i młodzieńczego zapału. Wśród liderów twarze przeorane bruzdą czasu i te jeszcze z rzadka pielęgnowane żyletką. No i podejmowanie decyzji poprzez ucieranie stanowisk. Tego nie znajdziemy obecnie nawet w ZS… Przepraszam. Nawet w  PSL.

Druga z oryginalnych cech wspomnianej formacji to nietuzinkowa odporność na ciśnienie zewnętrzne. Jako środowisko przetrwała mocarne naciski wrogów, przeciwników i „przyjaciół” dysponujących licznymi bateriami propagandowych armat. Dorabianie gąb, przyklejanie łatek, straszenie i podpuszczanie… Wszystko na nic. Dodam, że równie wysoki poziom tej umiejętności posiadało PiS, ale jak się wydaje użycie czasu przeszłego w przypadku tej partii jawi się jako uzasadniony zabieg retoryczny.

Wreszcie kwestia trzecia. Wprawdzie nie ostatnia, ale taka z rodzaju najbardziej wartych uwagi. Otóż, gdy obiektywnie przeanalizować drogę działaczy Konfederacji do miejsca, w którym znajdują się dziś, to musi budzić szacunek wytrwałość i nie uleganie - niszczącemu zwykle wiele projektów politycznych - upływowi czasu. Kilkanaście lat prowadzenia pozaparlamentarnej działalności politycznej, edukacyjnej i społecznej bez poważnego wsparcia finansowego i w niesprzyjającej atmosferze zasługuje na uznanie. Wprawdzie ten i ów spośród przywódców Konfederacji poczuł przez chwilę zapach sali posiedzeń Sejmu RP, ale gros aktywistów i członków nie widziało państwowych konfitur nawet przez szybę. A mimo to osiągnęli przyzwoite rezultaty.

Znaczna grupa komentatorów, szczególnie spośród tych o poglądach nie lewicowych, w przypływie wyborczego uniesienia poczęła głosić wszem i wobec, iż losy Konfederacji zostały przesądzone. Według nich „nielojalność” w trakcie II tury wyborów wykazana wobec prezydenta A. Dudy (tak jakby poparcie AD miało być  obowiązkiem, a nie prawem i wynikiem namysłu) spowodowała, że ukryte w przed oczami śmiertelników Parki rozpoczęły tkanie żałobnego kiru na potrzeby pogrzebu Konfederacji. Na jakiej podstawie zbudowali takie wniosek? Rozstrzygać próżny trud. Uważam, że jaką by ona nie była, to złowieszczy scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Rzecz jasna wiele się może zdarzyć. Ambicje, zmniejszenie odporności na pokusy, różnice charakterologiczne wśród reprezentantów czołówki formacji itd. Sądzę jednak, iż wielu konfederatów dowiodło już, że są elementem zahartowanym i gotowym na długi marsz. Co do tego nie mam wątpliwości. Tak jak i nie powątpiewam w to, iż są w ich szeregach ludzie potrafiący wyciągać wnioski z historii i uczyć się na błędach oraz… sukcesach innych. A tych chociaż nie ma mrowia, to jednak nie brakuje.

Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka