66 obserwujących
481 notek
603k odsłony
6487 odsłon

Jestem Prawda. Marek Prawda. Krótki wykład o przyczynach polskiej niemocy.

Wykop Skomentuj176

Wedle datku służba.
Przysłowie polskie
image

Nie da się ukryć, że wzrok większości Polaków interesujących się polityką w ostatnich dniach skierowany jest w stronę USA. Podniecenie, dopingowanie jednego lub drugiego kandydata na urząd prezydencki, spory… Trzeba przyznać, że wynik elekcji dokonanej przez Amerykanów będzie w pewien sposób znaczący dla naszego kraju, czyli dla losu milionów moich rodaków. To pewne. Z drugiej strony koncentrowanie się li tylko na wydarzeniach rozgrywających się za oceanem to błąd. Poważny błąd. Wszak całkiem niedaleko naszych granic trwają rozgrywki, których wynik w najbliższych latach będzie miał dla nas równe albo nawet większe znaczenie jak zwycięstwo republikanina lub demokraty w USA. O co chodzi?

Otóż, nie dalej jak wczoraj Unia Europejska, a dokładnie zarządzający nią oficjalnie (!) biurokraci, z tryumfem oznajmili, że przyznawania pieniędzy dla poszczególnych państw członkowskich  z puli tzw. Funduszu Odbudowy zostanie uzależnione od… praworządności. Sprawa to nie byle jaka, bo idzie tu o kwotę… 1,82 biliona EUR! Kłopot w tym, że tak naprawdę nie wiadomo co autorzy nowych procedur rozumieją pod pojęciem „praworządności”. Wprawdzie funkcjonariusze TVN z miedzianym czołem ogłaszają, iż chodzi o m.in. o niezależność sądów, ale nie tłumaczą szczegółów. Np. od kogo mają być te sądy niezależne? W jaki sposób będzie mierzony poziom czy stopień niezależności? Kto ma kontrolować niezależność sądów? Czyli zwyczajna „amba”! Jakby jednak nie było, takie postawienie sprawy powoduje, że pojawia się haczyk, na który mogą zostać załapane, a potem ogłuszone i wypatroszone, wszystkie „rybki”, które w ustaleniach dokonanych przez „rekiny” UE wietrzą podstęp i nieuczciwe zagrywki. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że państwem sprawującym obecnie prezydencję w UE są… Tak jest! Niemcy!

Tak sobie myślę, że zasady obowiązujące (na papierze) w UE umożliwiają danie odporu tego typu rozstrzygnięciom przez podmioty nie godzące się na dyktat głównych rozgrywających, ale w praktyce sytuacja wygląda bardzo niepokojąco. Tak się bowiem składa, iż w świecie międzynarodowej polityki, czyli gry interesów poszczególnych państw, niezwykle ważnym jest instrumentarium jakimi one dysponują. W stanie pokoju tym narzędziem są służby dyplomatyczne, od których sprawności i determinacji zależy naprawdę wiele. I tu mamy problem. Wielki problem!

Nie jest tajemnicą, że nasza dyplomacja kuleje. Niby na zagranicznych placówkach państwo polskie zatrudnia wysokiej klasy fachowców i ludzi oddanych sprawie, lecz coś mi mówi, że to tylko deklaracje i pobożne życzenia. Co prawda nie chce nikogo skrzywdzić, gdyż wierzę, a nawet wiem, iż spora grupa urzędników MSZ delegowanych przez RP poza granice robi wszystko co w ich mocy, by działać na rzecz Ojczyzny, ale wiem również, że nie jest to regułą. Wystarczy wspomnieć zachowania i działania ambasadora Schnepfa, dyplomatów w Ameryce Południowej, pracowników placówek dyplomatycznych w Berlinie czy niedawne postawy pracowników Instytutu Polskiego w Izraelu… Dla mnie to wprost nie pojęte. Ktoś powie, że te błędy są korygowane. To fakt. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, iż sowicie opłacane kadry reprezentujące onegdaj i dziś Polskę wobec państw obcych nie spełniały i nie spełniają podstawowych wymogów. I nie chodzi tu o umiejętności językowe, inteligencję, zdolności interpersonalne, ale o coś znacznie ważniejszego. To znaczy? Ano o zdolności moralne i patriotyzm, które winny być podstawowym kryterium przy delegowaniu danego kandydata do służby dyplomatycznej.

Dla zobrazowania naszego problemu przywołam przykład p. Marka Prawdy. Tenże ekonomista i socjolog zapewne był (i jest!) człowiekiem nietuzinkowym. Jeszcze w czasach PRL musiał wykazać się wybitnymi zdolnościami skoro przez władze komunistyczne został wysłany na studia do Lipska w NRD  (1975-79), a kilka lat później pobierał nauki na Uniwersytecie Hamburskim w ramach stypendium naukowego (1987-89). I bardzo ładnie. Nie mniej dziwi mnie zawsze, że pewne osoby, jak np.  p. M. Prawda, które działały w strukturach Solidarności, otrzymywały w latach 70. I 80. pozwolenie na studia w krajach Zachodu. Rozumiem, iż takie pozwolenia uzyskał W. Cimoszewicz. Akolita systemu i syn odpowiedniego ojca. Ale p. Prawda i dziesiątki podobnych mu „opozycjonistów”… Dobrze…

Bohater notki w okresie przemian potrafił znaleźć się w żoliborskim Komitecie Obywatelskim, a potem pełnił funkcję sekretarz generalnego Zarządu Głównego Towarzystwa Polsko-Niemieckiego. Następnie znalazł zatrudnienie w polskiej dyplomacji.  Pracował w ambasadzie RP w Niemczech, a następnie jako dyrektor sekretariatu szefa MSZ. Ale to nie koniec kariery p. Prawdy. W 2006 r. otrzymał nominację na stanowisko ambasadora Rzeczypospolitej w Szwecji, a później RFN. Sześc lat później mianowano objął funkcję przedstawiciela Polski przy Unii Europejskiej. Piękna i obiecująca kariera… W roku 2016 został jednak odwołany. Nie znalazłem jasno określonych powodów, dla których ambasador Prawda stracił zaufanie polskich władz. Pewna wskazówką może być fakt, iż w owym czasie minister Waszczykowski dokonał roszad na stanowiskach wobec osób, które utaiły w oświadczeniach swoją współpracę z tajnymi służbami PRL… I teraz najciekawsze! Niemal natychmiast po odwołaniu z brukselskiej placówki p. M. Prawda, przy wsparciu J.-C. Junckera, został przedstawicielem Unii Europejskiej w Polsce. Ha! I mniej stresu i kasa większa…

Wykop Skomentuj176
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka