73 obserwujących
499 notek
651k odsłon
  1050   0

O góralu Pitoniu i uboju rytualnym polskich przedsiębiorstw

Kto nie potrafi spoglądać daleko, ten ma kłopoty blisko.
Konfucjusz

image

Od kilku dni niesie się po kraju zgiełk związany z protestami części polskich przedsiębiorców, którzy postanowili kontestować zarządzenia władz i otwierać zamknięte „biznesy”. Inicjatorami sprzeciwu są mieszkańcy Podhala, a ich lider, S. Pitoń, już to ugina się pod ciężarem pochwał, już to pochyla się przygniatany tonami klątw. Mimo kontrowersyjności przedsięwzięcia, jak Polska długa i szeroka, akcja #otwieraMY znajduje coraz to nowych zwolenników. Czy pochwalam tego rodzaju akty obywatelskiego nieposłuszeństwa lub – jak wolą inni – zmagania z bezprawnymi obostrzeniami? Nie wypowiem się na ten temat z perspektywy medycznej, gdyż opinie są w tym względzie bardzo podzielone i znane zainteresowanym. Pozwolę sobie za to spojrzeć na zjawisko z punktu widzenia polskiego  interesu ekonomicznego.

Do przelania na „papier” takich przemyśleń skłoniła mnie relacja z rozmowy, w której brali udział moi dwaj znajomi. Jeden z nich od około dekady prowadzi drobny interes w branży gastronomicznej. Nic wielkiego, ale firma zdobyła uznanie konsumentów, a uzyskiwane środki pozwalały na dość przyzwoite życie (jak na nasze warunki). Co więcej, była miejscem pracy dla kilku osób. Napisałem „była”, ponieważ na skutek przedłużającego się lockdown-u, z kilkuosobowej załogi pozostał tylko kucharz. A i jemu – jak twierdzi znajomy – będzie musiał podziękować, o ile obostrzenia potrwają jeszcze miesiąc lub dwa. Wiele wskazuje (w tym oświadczenia min. Niedzielskiego) na to, iż tak właśnie się stanie. Naprawdę smutna sprawa.

Przywołany przykład jest tylko jednym z tysięcy dramatycznych zdarzeń mających miejsce w naszym kraju. Zapewne zdarza się, że porażki biznesowe są tylko (?) jednym z etapów życia, lecz z pewnością bywa i tak, że dla właścicieli i pracowników upadki firm nie kończą się zamknięciem interesu na kłódkę, ale staja się wstępem do całego ciągu ludzkich tragedii. To jednak tylko jedna strona medalu.

Według oficjalnych danych na dzień 31 grudnia 2019 r.  mikro- i małych firm, zatrudniających od 1 do 49 osób, było w RP prawie 2,2 miliona. Znajdowało w nich zatrudnienie kilka milionów Polaków. Ich udział w wypracowywaniu PKB sięgał ok. 20%. W wyniku perturbacji związanych z tzw. pandemią, znaczna część z nich zakończy swą działalność, a to spowoduje, iż dziesiątki, a może nawet setki tysięcy obywateli, będzie musiało znaleźć inne zatrudnienie. Niektórym to się uda. Innym nie. Ci drudzy znajdą się w zbiorze beneficjentów „socjalu”.

Nie jest wiedzą tajemną, że dużym i wielkim przedsiębiorstwom łatwiej przechodzić przez kryzysy. W tym tak poważne jak obecny. One, w przeciwieństwie do opisanych wyżej, zbiorą nieco siniaków, może nawet zostaną boleśnie skaleczone, co nie zmienia faktu, iż raczej przetrwają. Więcej nawet! Media pełne są informacji o wielkich koncernach, które – paradoksalnie! – zdyskontowały obostrzenia i mają się tak dobrze jak nigdy. Wystarczy wspomnieć o Amazon czy Facebook, pracujących pełną parą i ich właścicielach, którzy w ostatnich miesiącach powiększyli swe majątki o całe miliardy USD. Koniecznie trzeba wspomnieć również o najpotężniejszych bankach, tracących wprawdzie nieco wpływów z udzielania drobnych kredytów konsumenckich, ale nadrabiających te straty dzięki pompowaniu wagonów pieniędzy w poszczególne państwa, zmuszone do szukania ratunku u bossów, zaludniających lśniące szklanym blaskiem drapacze chmur w Nowym Jorku, Londynie, Frankfurcie, Zurychu…

Można zaryzykować twierdzenie, że jeśli nie pojawi się nowa i rozsądna koncepcja walki ze słynnym  wirusem, to za jakiś czas naszym oczom ukaże się przerażający krajobraz. Takiej krajobraz, z którego zniknie cała masa drobnych i średnich biznesów. Przede wszystkim z branży gastronomicznej, hotelarskiej, turystycznej, transportowej, handlowej i usług pierwszej potrzeby. Rzecz jasna pustka zostanie stosunkowo szybko wypełniona, ale już nie przez naszych przedsiębiorców, lecz różnego rodzaju „sieciówki”, czyli firmy ładne i kolorowe, ale mające siedziby poza Polską i znane z wyjątkowych zdolności do optymalizacji podatkowych. W efekcie cofniemy się do czasów, gdy w latach 90. gros polskich firm zmieniło właścicieli i zyski zasilały kieszenie zagranicznych podmiotów. A potem… Potem za ciężkie pieniądze przyszło odzyskiwać tak bezrefleksyjnie oddane za marne pieniądze składniki polskiego majątku (vide: prasa, banki, cukrownie…).

Spoglądając na rozwój wypadków można odnieść wrażenie, że polski (i nie tylko!) mały oraz średni biznes poddawany jest swoistemu ubojowi rytualnemu. Są szybkie cięcia i towarzyszące im zaklęcia. Wszystko zgodnie z zasadami sztuki. Życiodajna substancja wycieka z gospodarczego krwioobiegu… Problem w tym, że gdy ofiary wykrwawią się do końca i znikną  z tego świata, cierpieć będzie także cała reszta Polaków…


Link:
https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe-wedlug-rodzajow-i-miejsc-prowadzenia-dzialalnosci-w-2019-roku,32,1.html
https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/ROSS-2019-www_190711.pdf

-------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.



Lubię to! Skomentuj55 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka