73 obserwujących
515 notek
687k odsłon
  2567   3

Dlaczego Jezus z Nazaretu musiał zostać zamordowany?

Pycha – to karłów zbuntowanych siła.
Zygmunt Krasiński
image

Świąteczny czas wielkanocny sprzyja rozpamiętywaniu losu Wielkiego Nauczyciela. Zwykle jednak ogranicza się ono do kwestii duchowych, religijnych i metafizycznych. Rzadko kiedy próbuje się spojrzeć na to wydarzenie przez pryzmat ziemski i historyczny. To poważne zubożenie, gdyż utrudnia zrozumienie istoty zagadnienia. Pozwolę sobie zatem na krótkie zobrazowanie kontekstu wydarzeń, które stały się kanwą opowieści o ostatnich chwilach doczesnego życia naszego Zbawiciela.

Jezus z Nazaretu urodził się w Galilei. Kraina ta jeszcze dziś jest multietniczną. Obok Żydów żyją w niej wyznawcy Allaha, chrześcijanie i Druzowie. Dawnymi czasy, czyli na krótko przed historiami opisanymi w Ewangeliach, było podobnie. Sami Żydzi nazywali Galileę dzielnicą pogańską (galil hag-gojim), którą w znacznej przewadze zamieszkiwali reprezentanci ludów syryjskich, używających na co dzień języka z grupy aramejskiej. Władcy żydowscy nie raz i nie dwa podejmowali próby podboju i zjudaizowania miejscowej ludności, ale aż do czasów Arystobula I Hasmoneusza (przełom Iii I w. p. n.e.) słabo im to wychodziło. Dopiero wspomniany władca, czyli główny architekt kieszonkowego imperium żydowskiego, przyczynił się do zmiany stosunków. Znaczną część tuziemców wygnał poza granice Galililei, ściągnął do niej znaczne ilości kupców, urzędników i żołnierzy żydowskich, a tych z rdzennych mieszkańców, którzy postanowili pozostać w dziedzinach swych ojców, zmusił do przyjęcia mozaizmu. Pod karą śmierci! Nie powinno zatem wywoływać zdziwienia, że gdy w roku 63 p. n.e. Rzymianie wkroczyli do Palestyny, spostrzegli, iż Galilejczycy są znacznie bardziej otwarci na wpływy zewnętrzne i tolerancyjni od Judejczyków żyjących wokół Jerozolimy.

Ci ostatni w oczach sąsiednich ludów prezentowali się jako fanatycy i – jeśli można tak powiedzieć – wybitni szowiniści. Przez setki lat dążyli bowiem do anihilacji tożsamości żyjących wokół nich ludów. Doświadczyli tego Idumejczycy, mieszkańcy Dekapolis, Nabatei i Samarii. Przykładowo Samarytanie, wyznający wiarę w Jahwe, ale w oparciu o czyste przykazania Mojżesza, byli przez całe wieki obiektem agresji swych żydowskich pobratymców. Wprawdzie rdzeń tego plemienia wywodził się z ludności przybyłej do Palestyny w czasach Aarona, lecz znaczna jego część składała się z elementów miejscowych. Spotkało się to z niechęcią „rdzennych” Żydów. Przykładowo po powrocie do Palestyny wygnańców z Babilonu (538 r. p.n.e.), przywódcy żydowscy nie chcieli uznać Samarytan za rodaków. Uznali, że jedynym sposobem na powrót Samarytan na łono Izraela jest to aby Samarytanie porzucili nieżydowskie małżonki, zrezygnowali z własnych zwyczajów i zwrócili dawne żydowskie majątki nadane im przez Babilończyków. Samarytanie odmówili. W konsekwencji zostali nominowani do miana największych wrogów Domu Izraela. Nie ograniczało się to jednak li tylko do sfery ideologicznej. W praktyce Samarytanie byli poddawani nieustannej presji ze strony Żydów, co przekładało się na nieustanne walki zbrojne. Z tej racji, że Samarytanie byli w mniejszości i nie posiadali taki wpływów jakimi dysponowali Żydzi, ich świątynia na górze Gerazim została  w roku 129 p.n.e. zniszczona, a oni sami zdziesiątkowani. Jednym słowem: nienawiść zatruła krew pobratymczą. Nieodwołalnie!

Niechęć wobec Żydów występowała wszak nie tylko wśród bezpośrednich sąsiadów. Krytycznie o tej nacji wypowiadali się także Grecy, Persowie, Syryjczycy, Egipcjanie, Rzymianie, Arabowie… Wielu spośród Żydów dostrzegało to i skłaniało się ku większej otwartości wobec obcych, włączeniu życia żydowskiego w nurt przemian światowych i uznania gojów za ludzi im podobnych. Takie podejście nie znalazło zrozumienia w masach żydowskich. Negatywny stosunek do „obcych” znalazł swój wyraz w Powstaniu Machabeuszy, a po zajęciu ziem żydowskich przez Rzymian w ekskluzywizmie praktycznym. Rzecz jasna, opór wobec okupanta jest jak najbardziej zrozumiały, ale jak zaświadczają źródła, był on podbudowany przekonaniem, iż Rzymianie to de facto nie tylko opresanci  jakich wielu w dziejach, ale rodzaj ludzi gorszych, nie w pełni wartościowych.

Warto nadmienić, że w epoce narodzin i życia Jezusa z Nazaretu, stosunki wewnętrzne w obrębie społeczności żydowskiej były nad wyraz skomplikowane. W żadnym razie nie da się jej postrzegać jako monolitu. Kłócili się między sobą saduceusze, faryzeusze, zeloci, herodianie, tzw. poborcy podatków itd. Mimo sporów i prawdziwej wzajemnej nienawiści łączyło ich jedno: przekonanie o własnej wyjątkowości. Do tego schematu nie pasował Jezus z Nazaretu…

Jeśli poświęcimy nieco czasu i zapoznamy się z działalnością Wielkiego Nauczyciela, to naszym oczom ukaże się coś niezwykłego. Oczywiście jeśli uwzględnimy to co powyżej. Tak na przykład Jezus dotarł do miasteczka Sychar. W Samarii… Tam, przy tzw. Źródle Jakuba,  prowadził partnerski dialog z Samarytanką. Mało tego! Jak twierdzi św. Jan wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: «Powiedział mi wszystko, co uczyniłam». Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. Prawowierny Żyd przebywał i nauczał Samarytan, tj. największych wrogów,  przez całe dwa dni. Ale to jeszcze nie wszystko… W trakcie swej misji wśród Żydów nauczał w ten sposób:

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo