74 obserwujących
524 notki
709k odsłon
  3593   3

Anieli z piekła rodem?, czyli słów kilka o polskich grzechach

Stare grzechy mają długie cienie.
Agata Christie
image

Prawie dwie dekady temu, podczas jednego z pobytów poza Polską, przeżyłem sporo niemiłych perypetii. Było bardzo gorąco. Gdy zatem w Cieszynie przekroczyłem nasza granicę  wybuchła we mnie  olbrzymia ochota ucałowania ojczystej ziemi. Być może brzmi to pompatycznie, ale tak faktycznie było. Poczułem prócz tego olbrzymią radość i rozlewające się po całym ciele uczucie ulgi. Co więcej, zarówno  funkcjonariusze Straży Granicznej o kamiennych twarzach  jak i leciwa niewiasta wydająca w barze ohydną w smaku herbatę jawili mi się niczym bliscy kuzyni i sympatyczna cioteczka. Byłem wreszcie u siebie! Na wspomnienie przedstawicieli pewnej nacji czułem wręcz fizyczny wstręt. Nie to co my, Polacy! Mili, dobrzy, sprawiedliwi, uczciwi, pomocni, taktowni, sprawiedliwi… Prawie bezgrzeszni i niezdolni do wrednych uczynków. Polska niczym wyspa sprawiedliwości na oceanie niegodziwości. Tak czułem. Rzecz jasna przez krótki czas, lecz nigdy tego nie zapomnę.

Przywołałem intymne wspomnienia nie bez przyczyny. Otóż buszując jakiś cza temu po nieograniczonej przestrzeni Internetu, natrafiłem na kilka zagranicznych artykułów poświęconych postrzeganiu naszego narodu przez obcokrajowców. A dokładniej stosunkowi Polaków do reprezentantów innych narodów w sytuacjach ekstremalnych. Nie muszę dodawać, że opinie prezentowane przez autorów wspomnianych enuncjacji są diametralnie odmienne od tych, które dominują wśród moich rodaków. Prócz tego podczas lektury odniosłem wrażenie, że gdyby przywołani dziennikarze mogli lata temu wniknąć w mój umysł i prześwietlić moje serce podczas przekraczania przeze mnie granicy polsko-czeskiej pękali by ze śmiechu. Nie byłby jednak to śmiech szczery, lecz intencjonalny i podszyty fałszem. Trudno przecież spodziewać się czegoś innego od ludzi twierdzących m.in., że w Polsce, w Dwudziestoleciu Międzywojennym, istniały obozy zagłady, a „przyszli nazistowscy kaci przyjechali tutaj [czyli do Polski!], aby nauczyć się właśnie takiego doświadczenia”. To oczywiście bzdury, sprokurowane na potrzeby politycznej propagandy. Czy jednak w zakresie złych uczynków wobec sąsiednich „plemion” jesteśmy absolutnie bezgrzeszni, a nasze postępowanie zawsze zasługiwało na puchar fair play? Sprawdźmy…

Żyjący na przełomie XI i XII w. dziejopis zwany Helmoldem z Bozowa (obecnie okolice niemieckiej Lubeki), opisując ludy żyjące w sąsiedztwie Niemiec, tak pisał o naszych przodkach: „Kiedy na wojnę zagraniczną wychodzą, dzielnie się biją w potyczkach, lecz w rabunku i mordach są nader okrutni: nie przepuszczają ani klasztorom, ani kościołom, ani cmentarzom. Nawet w wojny zewnętrzne inaczej się nie wdają, jak tylko po przystaniu na warunek, że im będzie wolno rabować skarby, których sama świętość miejsc strzedzby powinna. Stąd pochodzi, że z żądzy łupieży często z najlepszymi przyjaciółmi postępują jak z wrogami, a z tego powodu bardzo rzadko wzywają ich do pomocy w jakiejkolwiek wojennej potrzebie.” Trzeba przyznać, iż najpewniej Helmold nie przesadzał, o czym zaświadczają zachowane przekazy mówiące np. o wymordowaniu przez wojów Bolesława Chrobrego podczas wyprawy na Kijów sojuszniczych formacji Pieczyngów, czy też praktyki stosowanej przez Krzywoustego w trakcie podboju Pomorza.

Z równie drastycznymi zachowaniami spotykamy się w przypadku głośnego buntu wójta Alberta (1311-1312). Gdy Władysław Łokietek wraz ze swoimi stronnikami zajął Kraków, dla zbuntowanego niemieckiego patrycjatu i mieszczan nie było litości. Mimo, iż oddający przyszłemu polskiemu królowi  miasto Bolko I Opolski miał otrzymać gwarancje bezpieczeństwa dla buntowników, to jednak stało się inaczej.  Podobno ten kto nie potrafił bezbłędnie powtórzyć polskich słów: „soczewica, koło, miele, młyn”, z miejsca tracił głowę, a w najlepszym wypadku wolność oraz majątek. Tak samo podstępnie i okrutnie mieli poczynać sobie Polacy podczas tzw. Dimitriad (XVII w.).  Tak np. w oczach mieszkańców Wysp Brytyjskich, służących w armiach po obu stronach barykady oraz prowadzących interesy kupców, Polacy na ziemiach rosyjskich poczynali sobie niczym barbarzyńcy. Palili, gwałcili, rabowali i pozbawiali życia ich mieszkańców z błahych powodów. Żadna posiadaczka jako-takiej urody, czy to córka, żona albo siostra  - nawet najpotężniejszego  Moskala - nie mogła czuć się bezpiecznie, gdyż byle polski żołdak był panem życia i śmierci. Szczególne oburzenie wśród brytyjskich obserwatorów wywołała historia związana z uprowadzeniem do Polski Wasyla Szujskiego. Wtedy to rosyjscy arystokraci zostali zwabieni do obozu interwentów pod pretekstem pożegnania cara. Jak się okazało była to pułapka i większość bojarów została po prostu wyrżnięta.

Lubię to! Skomentuj163 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura