94 obserwujących
607 notek
866k odsłon
  691   6

„Drugie śniadanie mistrzów”… żenady

Elita... Konstrukcja lita.

image

Zawsze zadziwiała mnie skłonność współczesnych tzw. środowisk lewicowo-liberalnych do emblematyzowania swych przedsięwzięć medialno-politycznych poprzez wykorzystywanie zasobów tradycji antycznej.  Te wszystkie „Areopagi”, „Agory”, „Iustitie”… Tak jakby już w samych nazwach stowarzyszeń, firm, produkcji i czego tam jeszcze, zostały zaklęte powabne sekrety, absolutnie niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Ten monumentalizm, majestat, ekskluzywizm…  Wszystkie razem i każdy z osobna, mają za zadanie bić po oczach i plątać synapsy prostaczka zza dunajskiego limesu potęgą Koloseum i  tajemniczością posągu Zeusa Olimpijskiego. Czy to zbieg okoliczności? Element strategii marketingowej? Śmieszna megalomania? A może… Właśnie, a może faktycznie jest to forma dobrodusznej przestrogi, aby widz, czytelnik lub słuchacz, przystępował do „konsumpcji” narracji z należytą czcią? Hmm… Kto wie?! Najlepiej przekonać się osobiście. Włączam.

„Drugie śniadanie mistrzów”. Gospodarz i czworo gości. Katarzyna Kasia, Justyna Sobolewska, Wojciech Chmielarz oraz Andrzej Saramonowicz. Pastelowe kolory, uśmiechy, wirtualne poklepywanie po pleckach, luz. Wreszcie M. Meller przechodzi do sedna sprawy i nakierowuje uwagę swych interlokutorów na obecną władzę, czy też szerzej, na stosunki panujące w „tenkraju”. I się zaczyna!

Nie będę relacjonował przebiegu medialnego seansu i nie pokuszę się o przywołanie wszystkich złych emocji, niedorzeczności i półprawd, które zaserwowali widzom „mistrzowie”. Oszczędzę również panie uczestniczące w omawianym programie, bo kiedy chciałbyś grubo wobec kobiet, to lepiej zamilczeć. Natomiast męskiej części „areopagu” nie pominę. Tym bardziej, że obaj goście p. Mellera to nie byle kto. Jeden wsławił się tym, iż w swojej powieści zawarł chyba największą ilość wulgaryzmów na centymetrze kwadratowym papieru. Prawdziwy rekord świata. Ba! Na podstawie tekstu p. Chmielarza zrealizowano nawet serial o szujowatych, podłych, zdradzieckich, zapijaczonych, zboczonych i tryskających – bez względu na płeć -  bluzgami młodych Polakach. Drugi z rozmówców też nie jest anonimową personą. Wpisał się bowiem do księgi kultury polskiej złotymi zgłoskami. W jaki sposób? Przecież „Lejdis”, „Testosteron” i „Jak pozbyć się cellulitu?” to jego dzieła… A więc: creme de la creme!

Korzystając ze swych uprawnień swawolny gospodarz z uśmiechem na ustach pyta autora „Żmijowiska” o ocenę Nowego Polskiego Ładu. Zapytany przyjmuje zaproszenie z nieukrywaną radością i hejże! Szczególnie przypadło mu do gustu punktowanie zawartych w planie rządu ulg podatkowych. Miał pewnie nadzieję, iż wyprowadzi  krótki lewy prosty i ciaaach… Powali niczym zeschły chochoł cały obóz rządzący. W tym celu z nieudawanym oburzeniem stwierdził (parafrazuję!), iż jak to jest, że kwota wolna od podatku wynosząca 30 000 zł, została dopasowana do osoby/podatnika a nie do… etatu?! Wszak – zdaniem p. Chmielarza – to jakieś horrendum, bo poza Polską jest zupełnie inaczej i tylko ten rząd mógł popełnić takie draństwo. Innymi słowy „mistrz” pióra uznał, że jeśli on, jego znajomy lub ja, jesteśmy zatrudnieni na dwóch, trzech czy więcej etatów, to kwota wolna od podatku powinna wynosić dla nas odpowiednio: 60 000, 90 000, 120 000 zł… Więcej etatów – większa ulga. Fiu, fiu, fiu! Chciałbym, ale takie marzenia, to tylko we śnie albo…  A p. Chmielarz wydawał się trzeźwy.

Podobną intelektualną fangę zasunął Andrzej Saramonowicz, kiedy ze znawstwem charakterystycznym dla samozwańczych omnibusów wypowiedział się o głośnej sprawie polskiego ambasadora w Republice Czeskiej. Otóż stwierdził, iż obecny - choć już teraz na 100% były – dyplomata, przyznając rację Czechom i obciążając Rzeczpospolitą w kwestii Turowa, postąpił… dobrze. A nawet bardzo dobrze. Dlaczego? Ano dlatego, że nasz przedstawiciel nad Wełtawą nie jest przecież reprezentantem PiS-u i powinien, a właściwie musi,  oficjalnie opowiadać wszem i wobec - co leży mu na sercu. To nie wszystko. Twórca „polskich komedii romantycznych” przyrównał M. Jasińskiego, czyli odwołanego dyplomatę, do polskich ambasadorów z Japonii i USA, którzy na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. opuścili pokład MS „PRL” z wyrokami śmierci. Tak, tak.  Zdaniem p. Andrzeja odwołany kilka dni temu za brak mądrości lub dywersję dyplomata może spodziewać się w każdej chwili (zapewne nocnej) wizyty siepaczy wysłanych przez obecnie rządzących. Wstrząśnięte towarzystwo ze zrozumieniem przytakiwało głowami… Wyłączam.

Ekran wygasł a ja zadumałem się kolejny raz nad kondycją znacznej części polskiej elity. Być może bardziej odpowiednim określeniem byłoby „tak zwanej elity w Polsce”. Zostawmy to. Ważniejszym od stosowanej nomenklatury jest z pewnością samo gęste. Jakie ono jest, pokazują doskonale przywołane wypowiedzi. I nie zanosi się na to, aby w przewidywalnej przyszłości coś się poprawiło. Tym bardziej, że w tworzeniu i zarażaniu przekazem prym wiodą dusze pokrewne gościom Marcina Mellera. Co ciekawe, p. Meller wyspecjalizował się w zapraszaniu do swego programu postaci odklejonych od polskiej rzeczywistości. Więcej nawet! Systematycznie zaprasza osoby, które nieustannie cierpią oddychając powietrzem, z którego – o zgrozo! - korzystają także obywatele nie popierający ich narracji i nie głosujący według ich zaleceń. Z tej - i nie tylko z tej - przyczyny, „mistrzowie” zapraszani do TVN Polski nie lubią. Być może dałoby się im znieść widok tych wierzb, ryk bydła więzionego w oborach, zimną wodę Bałtyku i krzyż na Giewoncie, ale… Ci Polacy! Fuj! Gdyby tylko zechcieli wynieść się za siódmą górę, za siódmą rzekę… Bez nich egzystencjalne cierpienia progresywnej elity  uległyby znacznemu złagodzeniu.

Muszę zasmucić gości p. Mellera. Prawdopodobnie jakiś odłam troglodyckiego plemienia zwanego Polakami spełni życzenia „mistrzów” i uwolni od siebie spory kawał przestrzeni życiowej. Jednocześnie informuję, iż znacznie większa liczba Polaków pozostanie na miejscu. Nie tylko po to, by brać 500+, rozmnażać się, słuchać disco polo i gotować bigos. Są bowiem i tacy, którzy zostają tutaj przede wszystkim dlatego, aby nie oddać naszej Ojczyzny w łapy takich osobistości jak goście „Drugiego śniadania mistrzów”. Kropka.

---------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.




Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura