92 obserwujących
618 notek
890k odsłon
  5762   19

Pourquoi mourir pour Ukraine? Tajemniczy wirus atakuje polskich blogerów

Imperialistyczny wróg kusi cię coca-colą.
Jedno z haseł wczesnej PRL

image

1 września 1939, Hitler w porannym przemówieniu w Reichstagu oświadczył: "Dziś w nocy Polska po raz pierwszy na naszym terytorium kazała strzelać do nas swym regularnym żołnierzom. Od godziny 5.45 odpowiada się im strzałami, a od tej chwili na bombę odpowie się bombą." Nieco ponad dwa tygodnie później zastępca komisarza spraw zagranicznych ZSRR przekazał polskiemu ambasadorowi w Moskwie notę zawierającą m.in. taki passus: „W tych warunkach rząd  sowiecki dał rozkaz Czerwonej Armii przekroczenia granic i wzięcia pod swoja obronę życia i mienia Zachodnich Białorusinów i Ukraińców. Jednocześnie Związek Sowiecki ma zamiar uwolnić naród polski od tej strasznej wojny, w jaką go wpędzili jego kierownicy.”

Creme de la creme prawdy… Rzecz jasna najprawdziwsze z prawdziwych oświadczenia zostały poprzedzone odpowiednią dawką jeszcze bardziej prawdziwszych spostrzeżeń. Jakich? Ot, choćby o „pokracznym bękarcie Traktatu Wersalskiego” czy zajęciu przez WP radiostacji w Gliwicach. O Lebensraum oraz wyzwoleniu robotników i chłopów na całym globie. A tłumy szalały, spijały z ust słowa swych przywódców, taplały się w eliksirze słusznego gniewu, a od oklasków wyrażających akceptację mdlały ręce… W końcu! W końcu, poczęły zwyciężać: prawda, sprawiedliwość, humanizm i wolność. A ponadto aryjska rasa oraz interesy klasy pracującej. Cudownie!

Zwykły i posiadający choćby gram rozumu człowiek spoglądał na tą intelektualną masturbację z dystansem, a czasem z niesmakiem lub oburzeniem. Najwięcej takich osób żyło nad Wisłą, chociaż w innych regionach świata i Europy też ich nie brakowało. Niestety wśród ludzi opiniotwórczych i wpływowych roiło się od postaci pokroju Marcela Déata, który nie ustawał w wysiłkach, aby swym rodakom wbić do głów przekaz brzmiący: „Dlaczego musimy umierać za Gdańsk?” A kto by chciał umierać za jakiś leżący na krańcach zamieszkałego świata G.. Gd… Gdan… Daj Pan spokój!

Pan Marcel rozumiał oczekiwania oraz postulaty monsieur-a Hitlera. Podkreślał, że naród niemiecki ma prawo do bezpieczeństwa, rozwoju i dbania o swoich rodaków w sąsiednich państwach. Przecież to naturalne, że wielkie narody mają z natury więcej koncesji, a ponadto kanclerz Rzeszy to taki sympatyczny i pokojowo usposobiony człowiek… Jednocześnie pan Marcel nie był jednak w stanie pojąć – skąd bierze się upór tych szalonych Polaków w kwestii tzw. Korytarza i eksterytorialnej autostrady? Dziwiło go niepomiernie, iż tacy – chłe, chłe – Polacy, czyli Irokezi Starego Kontynentu, stroją fochy i nie chcą oddać, niewielkiego przecież, kawałka swojego kraju. Czechom i Litwinom to jakoś nie przeszkadzało… Czy opinia p. Marcela była efektem jego politycznej drogi od socjalisty (sic!) do szowinisty, czy też odegrały tu główną rolę germańskie srebrniki? Trudno wyrokować, bo zdania są podzielone, ale w jego słowa wsłuchiwał się czujnie establishment i mnóstwo wojskowych Zachodu. W efekcie politycy, a także generałowie z Londynu i Paryża skutecznie namawiali polskie władze do odwleczenia powszechnej mobilizacji. Prócz tego zwlekali z obiecanym pożyczkami i wysyłkami nad Wisłę sprzętu wojennego. Dlaczego właśnie tak? To proste! Powodem był (oczywiście!)  humanitaryzm i głęboka troska o minimalizację ilości ofiar. Bo wojna jest oczywiście fe, lecz jeśli już wybuchła, to pokażemy jacy z nas dobrzy panowie… Tym bardziej, że Polacy to takie duże dzieci nieustającej troski, a wojny też prowadzić nie potrafią. Nie potrafią?

Bill Shirer, amerykański korespondent radiowy, już po II Wojnie Światowej wspominał o swych peregrynacjach po Europie w sierpniu i wrześniu 1939 r. Podkreślał, że będąc w Berlinie czuł się (to anachronizm, ale adekwatny) niczym w matrixie. Otóż od pierwszego dnia zmagań niemiecka machina propagandowa zasypywała Niemcy i świat przekazami o bestialstwie podludzi  w polskich mundurach (vide: tzw. Krwawa Niedziela w Bydgoszczy), samobombardowaniu Warszawy przez oddziały WP, szarżach polskich ułanów na niemieckie czołgi… W ten sam deseń wybijali rytm Sowieci. Wyzwolenie spod ucisku polskich panów, narodowowyzwoleńczy marsz na Lwów i Wilno, sprawiedliwość dziejowa… A całe tłumy biły brawo i w amoku spijały poszczególne słowa zapisane na  pierwszych stronach gazet,  płynące z głośników radioodbiorników. Wreszcie! Pokraczny bękart, sługus brytyjskiego imperializmu, posłuszny wykonawca poleceń paryskich bawidamków dostawał to na co zasłużył. Hosanna na wysokościach! Niech żyje pokój! Na trupie Rzeczpospolitej zakwitnie róża zrozumienia i braterstwa wielkich narodów.

image

To przerażające zawołanie „hosanna!”, wydobywające się z milionów ust ówczesnych tzw. realistów,  już po kilku miesiącach okazało się bodaj najgłupszym w dziejach. Francja, Norwegia, Beneluks, Grecja, Jugosławia, republiki bałtyckie… W końcu zderzyły się dwa Mordory. Wszędzie rozlały się hektolitry potu, łez i krwi. W efekcie do około sześciu milionów zamordowanych obywateli Polski trzeba było doliczyć kolejne dziesiątki milionów ofiar. Świat po niewczasie poszedł po rozum do głowy. Czy aby na pewno?!

Lubię to! Skomentuj258 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura