92 obserwujących
620 notek
898k odsłon
  2593   12

Wojna i inflacja. „Realistom” ku rozwadze.

Cynik jest to człowiek, który zna cenę wszystkiego i wartość niczego.
Oscar Wilde

image

Piszący w wieku XVI Marcin Kromer (biskup warmiński) w ten sposób charakteryzował handel Rzeczypospolitej: "Niemało też krąży u nas cudzoziemskiej monety, która drogą handlową przychodzi, bo też wielkie są jak nigdy stosunki Polski z innymi krajami co do handlu rozmaitych przedmiotów.
Zamiana towarów także jest niemała. Wywożą zaś od nas przede wszystkiem żyto, pszenicę, jęczmień, owies i inne zboża, len, chmiel, skóry wołowe, wyroby białoskórnicze, miód, wosk, bursztyn, smołę, popiół, drzewo towarne, deski i inne przedmioty do budowli okrętów i ozdoby domów potrzebne; toż piwo i pewną trawę przydatną do farbowania wełny i jedwabiu. Wołów, skopów i koni naszych potrzebują nie tylko sąsiednie lecz i dalsze narody, mianowicie koni, które już to dla swej chyżości, wytrzymałości w pracy i w znoszeniu niewygód, już dla łatwości wyjeżdżania, w najdalsze strony świata są poszukiwane.” Żeby zobrazować skalę wymiany wystarczy wspomnieć, iż w pierwszej połowie XVII stulecia z naszych ziem eksportowano 350 000-400 000 łasztów (700-800 tys. ton) zbóż, czyli masę wystarczająca do wyżywienia kilku milionów ludzi! Nie bez kozery, acz z lekka tylko przesadą, współcześni zwali Rzeczpospolita „śpichrzem Europy”. Ziarno ratujące od śmierci głodowej trafiało w latach (licznych!) nieurodzaju do Niderlandów, Anglii, Irlandii, Szwecji, Norwegii, Danii, a nawet Francji i Hiszpanii. To właśnie w owym okresie (XVI- pierwsza połowa XVII w.) Polska kwitła pod względem gospodarczym, PKB sięgało 75% średniej zachodnioeuropejskiej, a synowie chłopscy studiowali na krajowych i zagranicznych uniwersytetach. Choć działy się przy okazji rzeczy złe, to był to chyba faktycznie złoty okres w naszych dziejach. Aż wreszcie…

Wojna domowa z kozakami, walki z Moskwą, Tatarami, Siedmiogrodzianami, Szwedami, Brandenburgią, Turcją spowodowały, iż na rynkach europejskich zabrakło wielu towarów pochodzących znad Wisły, Dźwiny i Dniepru. Głównie zbóż. Dodatkowo pozyskanie potrzebnych dóbr wiązało się z coraz większym ryzykiem. Skoro podaż nie nadążała za popytem, to miarka pszenicy poczęła kosztować drożej niż kilka lat wcześniej. Czasami kilkukrotnie. Gdy zatem szewc chcąc wykarmić swoją rodzinę musiał zapłacić za pokarm dwa a nie jednego guldena, to podnosił cenę na swoje wyroby. Alternatywy raczej nie miał, bo ziemniaki (pyry, kartofle) jeszcze nie zdobyły „prawa obywatelstwa” na naszym kontynencie. Jego śladem podążali rychło krawiec, zegarmistrz, białoskórnik, malarz, rymarz, kamieniarz, cieśla, płatnerz, żołnierz. Koło się zamknęło wtedy, gdy ten ostatni pojawiał się przed nadchodząca wyprawą w warsztacie szewskim po obuwie. Ceny galopowały, a ludzie – szczególnie ci niezamożni – poczynali zmagać się z problemami nieznanymi jeszcze wczoraj. Takie efekty przynosiły wojny i klęski. Zawsze i wszędzie.

Trzeba zaznaczyć, iż wyżej opisany mechanizm dotyczył głównie krajów i społeczności niezaangażowanych bezpośrednio w konflikt. To doskwierało jedynie echo docierające z pól bitewnych. W dużo gorszej sytuacji znajdowali się ci, którzy żyli w krainach niszczonych pożogami, grabieżami i okrucieństwami różnojęzycznych armii. Tam poziom życia spadał na łeb na szyję. Dotknięci cierpieniami ludzie mieli przed sobą niezbyt przyjemne wybory: albo godzimy się czasową biedę i stawiamy opór z nadzieją na zwycięstwo, albo poddajemy się (prawdopodobnie zachowując życie) i przystajemy na obdarcie ze skóry przez nowych władców. Tak było. I tak jest do dziś.

Gdy czytam niektóre teksty zamieszczane w sieci przez tzw. realistów znad Wisły, to naprawdę nie mogę się nadziwić. Coraz częściej bowiem pojawiają się lamenty dotyczące inflacji, która w maju osiągnęła wartość niemal 14% (r/r). Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że to bardzo zła wiadomość. Zła pod każdym względem. Oczywiście wolałbym nie płacić ponad 8 złotych za litr paliwa, pięć złotych za bochenek chleba i cztery złote za butelkę piwa, ale… Ton wypowiedzi i używana argumentacja robią wrażenie jakby autorzy pojawili się nad Wisłą nagle i do tego z odległej o lata świetlne Galaktyki Arkana. Niemal żadnych kontekstów, żadnych uwarunkowań, żadnych prób zrozumienia. Co prawda sporadycznie  pojawiają się wspomnienia covidowego szaleństwa i jego gospodarczych skutków, ale jakby na marginesie. Podobnie bywają „wyprane” odniesienia do wojny. „Wyprane”, ponieważ „realiści” upatrują przyczyn negatywnych zjawisk gospodarczych we wsparciu udzielanym przez Polskę Ukrainie. Czy to uczciwe?

Pragnę przypomnieć, że inflacja zżera całą Europę (i nie tylko!). Niektóre państwa mają ją wyższą od nas, inni podobną, a jeszcze inni niższą. Tak po prostu bywa. Nie wydaje się zbyt trudnym zapoznanie się z oficjalnymi danymi, które wyraźnie pokazują, że jednak Polska pod tym względem nie odstaje w sposób dramatyczny od większości krajów Europy. Co więcej nie ma również uzasadnienia twierdzenie, iż Polska mogłaby mieć znacznie mniejszą inflację (o 5 czy 8%) gdyby nie angażowała się tak „szaleńczo” po stronie „Ukrów”. Czyżby?

Lubię to! Skomentuj140 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka