93 obserwujących
632 notki
938k odsłon
  2848   8

O żarnach historii, czyli Słowianie Połabscy i nauczka dla Polaków

Gdy strzelcy się kłócą, niedźwiedź jest bezpieczny.
Przysłowie norweskie

image

Do „popełnienia” niniejszego wpisu sprowokował mnie pewien Kolega z s24, który w komentarzu pod jedną z notek zamieścił takie zdanie: „Wiedza historyczna jest przydatną - ale nie podstawową w tak zmieniającej się rzeczywistości. Trzeba też uważać aby ten płomień świecy [tj. znajomość przeszłości] nas nie oślepił.” Uwaga ta wzbudziła we mnie zdecydowaną niezgodę. Rzecz jasna  fetyszyzowanie doświadczeń zebranych zarówno przez wielkie zrzeszenia, jak i pojedynczych ludzi, nikomu na dobre wyjść nie może, ale stwierdzenie (tak je interpretuję), iż eksperiencja to raczej granat niż zeszyt z notatkami wydaje mi się brutalnie nieprawdziwym. Czym i kim bowiem bylibyśmy, gdyby nie nasze radości i potknięcia? Chwile uniesień i bolesne rany? Sukcesy i porażki? No właśnie: czym i kim? Czyż jedną z głównych cech odróżniających nas od świata zwierząt nie jest ta polegająca na uczeniu się i zapisywaniu przeżyć na „twardym dysku” ? Moim skromnym zdaniem – tak! Aby nie być gołosłownym pozwolę sobie na rozwinięcie poglądu w oparciu o pewien – w skali świata – epizod. Dla Hindusów, Japończyków czy Arawaków nieistotny, lecz dla nas, Polaków, wielce wymowny oraz instruktywny.

16 października 955 r. armia złożona z wojsk saskich, fryzyjskich, bawarskich, turyngskich i frankońskich pod wodzą króla i cesarza Ottona I, starła się nad rzeką Reknicą (w dzisiejszej Meklemburgii) z połączonymi siłami Słowian z północnego Połabia. Kilka miesięcy wcześniej siły niemieckie, wraz z Czechami i drobnymi uzupełnieniami serbskimi, pokonały w krwawej bitwie nad rzeką Lech dzikich Madziarów. Straty tych drugich były tak znaczne, iż po tym wydarzeniu żaden zagon węgierskich jeźdźców nie zapuścił się już nad Ren, Pad i Ebro. Niesieni falą entuzjazmu Niemcy (a dokładniej plemiona niemieckie) postanowili uporządkować na własna modłę stosunki polityczne pomiędzy Łabą i Odrą. Początkowo w starciu z wojami Redarów, Wagrów, Czrezpienian i innych ponosili znaczące porażki. Gdy na początku października 955 r. siły cesarskie zostały okrążone przez przeciwników w głębi dziedzin słowiańskich mogło się wydawać, iż odrodzone Cesarstwo Rzymskie rozsypie się niczym domek z kart. I to za sprawą „barbarzyńskich” Słowian. Sytuacja wojsk niemieckich była bowiem tragiczna. Z każdej ze stron czyhali żądni za lata poniżeń wrodzy wojowie, a jedyna droga ewentualnej  ucieczki prowadziła przez przepastne bagna. Finis Germania? Niestety…

Z analizy dostępnych można wysnuć wniosek, że na klęskę Słowian złożyło się kilka przyczyn. Pierwsza z nich to zbytnia pewność siebie. Stowarzyszeni uznali bowiem, że nic nie jest w stanie uratować germańskich najeźdźców i – najpewniej – zaniedbali obserwowanie ruchów wroga. Druga, i chyba decydująca, to wsparcie udzielone Niemcom przez… słowiańskich Ranów. Krótko mówiąc zdesperowani Sasi oraz ich sojusznicy postanowili przeprowadzić szalony manewr i w ciągu nocy dokonali przeprawy przez niepilnowane brody. Co prawda zostało to dostrzeżone i spore oddziały słowiańskie ruszyły aby spacyfikować napastników, ale w tym samym czasie Ranowie (słowiańscy mieszkańcy wyspy Rugii) zaatakowali pobratymców w dole rzeki, a tym samy odciągnęli znaczne siły od newralgicznego miejsca boju. Zdezorientowani Obodryci (oraz ich sojusznicy) nie wytrzymali naporu i ponieśli klęskę. Olbrzymią klęskę. Współczesny saski obserwator tamtych wydarzeń, czyli Widukind z Korbei, tak wspominał tamte wydarzenia:

Tegoż dnia padł obóz wroga., gdzie wielu zabito lub wzięto do niewoli. Rzeź trwała do późnej nocy. O poranku głowę króla (Stoigniewa) wbito na pal. Nieopodal ścięto siedmiuset jeńców. Prawej ręce króla (czyli doradcy Stoigniewa) wyłupiono oczy i wyrwano język jako już niepotrzebne i pozostawiono pośród trupów.

Dodać trzeba, że sam przywódca walczących z germańską nawałą  Słowian zginął z ręki niejakiego Hoseda, który znienacka dopadł księcia i pozbawionego oręża… skrócił o głowę. Więcej! Ta informacja ginie gdzieś w opisach wspomnianej bitwy, lecz podczas niej Stoigniew miał stracić… siedmiu synów. Jak by nie było, przez kolejne trzy dekady już na całym Połabiu (gdyż południowe, a więc Łużyce, Milsko i Miśnia, wpadło w łapy cesarskie nieco wcześniej)  rządził i dzielił niemiecki imperator oraz jego namiestnicy. Nie ograniczali się jednak li tylko do pobierania trybutów, ale wprowadzali własne porządki, erygowali biskupstwa, osadzali w grodach germańskich żołdaków, implementowali różnego rodzaju ówczesne „zielone łady”, a także budowali własną agenturę. Poprzez strach, zauroczenie i  za pieniądze, Można śmiało przyjąć, że od tego czasu  na ziemiach Wieletów i Obodrytów zaistniało stronnictwo „pruskie”. W ciągu kolejnych dekad i wieków Słowianie Połabscy zrywali się nie raz i nie dwa do powstań. Niekiedy z pozytywnym skutkiem. Tak było w roku 983, 1056 i 1066. Zawsze jednak musieli zmagać się nie tylko z wrogiem wewnętrznym, lecz także ze stronnictwami ugodowymi albo nawet jawnie sprzyjającymi wrogom zza Łaby. To w oczywisty sposób osłabiało zdolności obronne.

Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura