94 obserwujących
646 notek
963k odsłony
  829   10

Walka o CPK to nasza współczesna Bitwa Warszawska

Rozwijamy się tylko wtedy, kiedy stawiamy przed sobą nowe wyzwania.
B. Fantaskey

image

Dziś wielka rocznica. Nie będę jednak wspominał o roku 1920 i starciu pod Warszawą, lecz o bitwie, której znaczenie - metaforycznie - można porównać do tamtych wydarzeń. Wiekopomnych wydarzeń…

 Od pewnego czasu w naszym kraju odbywa się plebiscyt na słowo roku. W roku 2019 wygrało „LGBT”, rok później „koronawirus”, a w zeszłym „szczepienie”. Wyniki wskazują, że to tylko zabawa, bo gdyby brać sprawę na poważnie to polskim słowem wszechczasów albo przynajmniej kilku minionych wieków powinno zostać uznane określenie: imposybilizm. Bezapelacyjnie! Cóż rozumiemy pod tym pojęciem? Ano według definicji encyklopedycznych imposybilizm to „sytuacja, w której ktoś uznaje za konieczne zrobienie czegoś, ale okoliczności, procedury i przepisy prawne powodują, że jest to niemożliwe lub trwa bardzo długo”. Osobiście dodałbym uzupełnienie polegające na tym, że imposybilizm stał się immanentną cechą licznych środowisk politycznych funkcjonujących na obszarze Rzeczypospolitej. Teraz, ale i w przeszłości, gdyż to właśnie bezwład intelektualny i praktyczny stał się przyczyną wielu naszych nieszczęść. W tym np. zaborów. Wspominam o tym (budzącym we mnie wstręt) zjawisku nie bez kozery. Otóż, obok mnóstwa współczesnych i namacalnych przejawów imposybilizmu jeden z nich jest niezwykle instruktywny. Chodzi o sprawę Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK).

Przyznając rację tym, którzy ostrożnie podchodzą do każdej wielkiej inwestycji, widząc w niej potencjalne utopienie potrzebnych gdzie indziej miliardów lub szansę dla wszelkiej maści cwaniaków, nie mogę przejść do porządku dziennego nad teatralnym załamywaniem rąk przez medialnych „rejtanów”. Od razu zapala mi się lampka z napisem: kto naprawdę ma interes w zablokowaniu przedsięwzięcia? Te utyskiwania, że daleko od Warszawy, że mamy Modlin, że samoloty będą latały puste, że nie będzie jak się dostać do CPL (CPK), że Bartosiak, a teraz Horała, że… Wystarczy. Od emocji przejdźmy do faktów.

Wydarzenia ostatnich trzech lat, czyli zawirowania związane z koronawirusem oraz wojną na Ukrainie, mocno wstrząsnęły gospodarką światową, w tym rynkiem lotniczym. Znaczne spadki przewozów pasażerskich i towarowych to fakt, z którym nikt rozsądny polemizować nie powinien. Rzecz w tym, że wszelkiego rodzaju kataklizmy, odciskające swe piętno na sytuacji gospodarczej są czymś naturalnym, wpisanym w rzeczywistość, powtarzającym się co jakiś czas. Tak! Możemy postrzegać koszmarną inflację, kłopoty z surowcami, zmniejszenie dynamiki społecznej, przelew krwi w naszym sąsiedztwie jako dopust boży, czy wręcz koniec świata, ale z perspektywy historycznej są to problemy – przepraszam, lecz tak trzeba – z jakimi „ludzkość” miała do czynienia permanentnie. Co najważniejsze, zawsze „apokalipsy” miały swój koniec, a wspólnoty odradzały się niczym lasy po pożarach. Tak było, jest i zapewne będzie. Z tego powodu należy… Co tam! Trzeba przyjąć, że naszą przyszłość trzeba budować już dziś, teraz. Oczywiście z uwzględnieniem nowych okoliczność, ale jeśli się im przyjrzeć dokładnie to ich ciężar gatunkowy zasługuje na rangę didaskaliów. Doskonałym przykładem dla zobrazowania problemu jest właśnie CPK.

Argumenty przeciwników tejże inwestycji są na ogół lichej jakości. Właściwie jedynym, który zasługuje na rozpatrzenie i wyciągnięcie poważnych wniosków, to potencjalna niesprawiedliwość rozwiązań dotyczących wywłaszczenia właścicieli żyjących na terenie przeznaczonym pod to centrum transportowe, drogi dojazdowe itp. Reszta zastrzeżeń, włącznie z prorokowaniem megafiaska tej megainwestycji, nie ma uzasadnienia. Bo przecież głosy nawołujące do rozbudowy lotniska w stolicy, lamenty ekoterrorystów, wieszczenie, iż budowa jest niepotrzebna, bo w razie konfliktu zbrojnego CPK i tak zostanie zrównany z ziemią przez wroga,  apelowanie o przeznaczenie środków zabudżetowanych dla CPK  na propagowanie „społeczeństwa otwartego”, czy wreszcie rzekoma obrona interesów lotnisk lokalnych jawią się w gruncie rzeczy jako dziecinne i pozbawione zupełnie merytoryki. Dla przykładu chcę zwrócić uwagę na kilka aspektów, które powinny (a zazwyczaj nie są!) wykorzystywane dla obrony omawianej inwestycji.

Krytycy (tacy ładni, europejscy i amerykańscy), starają się udowodnić, że warszawski międzynarodowy port lotniczy można jeszcze rozbudować i zwiększyć jego „moce przerobowe”, więc gargantuiczne plany zbudowania „na surowym korzeniu” infrastruktury pomiędzy Warszawą a Łodzią, to idiotyzm oraz działanie wbrew panującym tendencjom. Hmm… Kto choć raz zapoznawał się z opracowaniami dotyczącymi problemów  Okęcia i w ciągu ostatnich lat miał okazję przebywać  na nim osobiście, ten wie, że trzeszczy ono w szwach, a obsługa niekiedy oddycha rękawami.  Nie ma szans, aby w niedalekiej przyszłości było ono w stanie obsłużyć zwiększone wolumeny pasażerów i towarów. Równie ważnym jest to, że w Europie i świecie od dawna panuje tendencja polegająca na odsuwaniu lotnisk od centrów miast, m.in. ze względów bezpieczeństwa.

Lubię to! Skomentuj46 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka