94 obserwujących
662 notki
990k odsłon
  560   2

Gospodin Velikij Novgorod, czyli eksperyment przez Moskali spacyfikowany

Bo smutek rodzi się zawsze z czasu, który upływa, a nie zostawia owocu.
Antoine de Saint-Exupéry
image

Nim wyjaśnię dlaczego napisałem niniejszą notkę pragnę zaznaczyć, iż pierwszej części tytułu nie ująłem w cudzysłów z przyczyn zasadniczych. Otóż, bystry czytelnik prawdopodobnie pamięta, że ponad dwie dekady temu pojawiła się na polskim rynku książka pt. „Pan Nowogród Wielki”,  autorstwa znanego publicysty, dziennikarza i prawnika, S. Bratkowskiego. O ile wiem była to pierwsza w Polsce pozycja dotycząca dziejów organizmu politycznego zlokalizowanego na europejskiej północy współczesnej Rosji o charakterze popularnym. Dodać wypada, że obok wielu zalet dzieło Bratkowskiego zawierało mnóstwo niedociągnięć, błędów i przeinaczeń. Cóż, tak bywa, gdy chęci wyprzedzają umiarkowanie. Najważniejszym jest jednak fakt, iż „Pan Nowogród Wielki” to nie tylko fraza zamieszczona na okładce wspomnianej książki, ale przede wszystkim miano jakiego w oficjalnych dokumentach używali średniowieczni mieszkańcy grodu nad Wołchowem. Tak, tak. Zawierając układy z postronnymi podmiotami, czy też tworząc zwody prawa, obywatele Nowogrodu Wielkiego dodawali w dokumentach słowo „Pan”. Niesamowite! To mniej więcej tak jakbyśmy w umowach międzynarodowych lub ustawach zamieszczali seraficzną pseudoinwokację w stylu „Pani Rzeczpospolita Polska”. Rzecz jasna tego się nie doczekamy, bo to chyba byłby dziś zbytek i niepotrzebne archaizowanie, ale możemy sobie wyobrazić, iż dla dawnych mieszkańców północnoruskiego emporium dodatek „Pan” przed nazwą ich miasta wyrażał szacunek, miłość i dumę jakie mieli oni dla miejsca, w którym żyli. Dobrze, kończę ten przydługi wstęp i przechodzę do samego gęstego…

 Ostatnimi czasy w tym oraz innych miejscach zamieszczano mnóstwo analiz, opisów i rozprawek dotyczących korzeni moskalizmu, czyli ustroju który wyewoluował lata temu na Zalesiu i dziś objawił się kolejny raz światu w całej swej obrzydliwej okazałości. To działania godne szacunku, ponieważ wiedzy o wrogu nigdy dość. Z drugiej strony mało kto przypomina o tym, iż moskalizm nie spadł z nieba i w trymiga opanował olbrzymie przestrzenie naszego kontynentu. Podobnie trudno napotkać w nieograniczonej przestrzeni internetu informacji o tym, iż moskiewska odmiana sprawowania władzy i praktyki stosunków międzypaństwowych nie była onegdaj jedyną na ziemiach objętych współcześnie mianem Rosji. A to błąd, a nawet – w pewnym sensie - nieuczciwość. Tak się bowiem składa, że wtedy, gdy na moskiewskim Kremlu dojrzewały coraz to bardziej zbrodnicze i ohydne pomysły, to kilkaset kilometrów na północ rozkwitała wspólnota polityczna i gospodarcza, którą tylko z lekka przesadą możemy nazwać republikańską. Mowa o Nowogrodzie Wielkim. Pardon! Panu Nowogrodzie Wielkim.

Początki wspomnianego ośrodka nikną w pomroce dziejów. Do niedawna uważano, iż powstał on przed przybyciem Waregów na Ruś, a więc gdzieś w pierwszej połowie VIII stulecia n.e. Obecnie pogląd ten nie ma zbyt wielu zwolenników, gdyż archeolodzy udowodnili, że pierwsze budowle na obszarze Wielkiego Nowogrodu powstały około połowy X w. Przedtem osadnictwo (otwarte!) skupiało w Rurikowym Gorodziszczu (w staro skandynawskim – Holm-ie) i dopiero po dekadach ludność przeniosła się na północ. Co ciekawe już w najstarszych latopisach pojawiała się informacja, że gród ten nie jest słowiańskim, lecz w znacznej lub nawet przeważającej części zamieszkują go przybysze z Płw. Skandynawskiego. Doskonałym przykładem jest w tym przypadku świadectwo zawarte w XII- wiecznej Powieści Minionych Lat, które brzmi:

Nowogrodzianie zaś – ci ludzie są wareskiego rodu, a przedtem byli Słowienie.

Z pewnością jeszcze w okresie pisania kroniki Skandynawowie stanowili znaczną część populacji Nowogrodu, ale czy sto lub dwieście lat wcześniej dominowali tam Słowianie (Słowienie)? Raczej nie. Przecież samo „miasto” zostało założone w okolicach, które zamieszkiwały ludy pochodzenia fińskiego. Wepsowie, Czudź (przodkowie Estończyków), Karelowie. Ta różnorodność została odzwierciedlona w nazewnictwie poszczególnych dzielnic Nowogrodu, gdzie z ulicami  takimi jak: Płotnicza czy Zagrodzka sąsiadowały: Pruska, Niemiecka, Słowieńska, czy tzw. Ludin Koniec („Ludin” oznaczało ludność pochodzenia fińskiego). Zostawmy to. Najważniejszym w tym miejscu jest to, iż od prapoczątku Nowogród Wielki był swoistą kopią największych centrów handlowych ówczesnego świata. Taka miniatura Konstantynopola, Kordoby i Bagdadu. Mieszanka nacji, targowisko idei, mikrokosmos. Prawdopodobnie to tam, a nie w Kijowie pojawili się pierwsi chrześcijanie ruscy. To również tam najwcześniej zapuściła korzenie sztuka pisania. I to jak! W ciągu ostatnich lat odkryto tysiące „gramot” zapisanych w języku starocerkiewnosłowiańskim, ale także w mowie używanej na co dzień przez mieszkańców Nowogrodu. Co ciekawe teksty sporządzone na korze brzozowej nie dotyczą li tylko spraw wagi największej, ale głównie rzeczy przyziemnych. Wymiany, długów, miłostek, zbrodni, czarów, kóz, wypraw, plotek, jak również… Hmm… Muszę, inaczej się uduszę. Na przykład niejaki Radosław, najpewniej zirytowany postawą swego brata, przesyła mu (Chociesławowi-Jakubowi) w liście radę brzmiącą: „Jakubie, bracie, jeb się na leżąco”. Tysiąc lat temu… Wróćmy jednak do tego co najważniejsze.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura